Czy uważa się Pani za kobietę sukcesu?
Bo ja wiem? Powiem wam o tym, jak zrealizuję wszystkie swoje cele i marzenia. Na pewno cieszę się z tego, co do tej pory osiągnęłam, ale czy to już sukces? Nie wiem, co jest miarą sukcesu, z kim mam sie porównać, aby stwierdzić, że go osiągnęłam. Wiem jedno, że jestem w drodze na szczyt, którego pewnie nigdy nie osiągnę.
Co może Pani powiedzieć tym, którzy stoją przed wyborem własnej drogi życiowej, czy zawodowej?
Najważniejsze, to: nie bójcie się tych marzeń realizować. Nigdy nie rezygnujcie z czegoś, co jest dla was ważne, nie odkładajcie tego na potem, bo może być za późno. Pamiętajcie, że życie może nam przygotować takie niespodzianki, o jakich nawet nie marzyliśmy…Najczęściej, niestety, są to niespodzianki in minus.
Jak to się wszystko zaczęło?
Swoją firmę założyłam w małej miejscowości. Firma odniosła sukces dzięki wspaniałym ludziom, których spotkałam na swojej drodze. To dzięki pomocy i wsparciu pracowników i współpracowników firma odniosła sukces, o jakim nawet nie marzyłam. Wielu z tych ludzi służyło mi radą i pomocą, a od niektórych dostałam bardzo bolesne lekcje. Dzisiaj dziękuję wszystkim, jestem mądrzejsza o te doświadczenia. Popełniłam wiele błędów i popełniam je nadal, ciągle uczę się czegoś nowego. Ale najważniejsze jest to, że wyciągam z nich wnioski i robię wszystko, aby zapobiec im w przyszłości. Usłyszałam kiedyś takie mądre stwierdzenie, że Człowiek naprawdę mądry uczy się na cudzych błędach, przeciętny – taki, jak ja – na swoich, a głupi ani na cudzych ani na swoich…. :). Pracuję nad tym, aby uczyć się na tych cudzych i czasami nawet to mi się udaje :).
Powstaje coraz więcej firm działających w branży odzieżowej, jednak wiele z nich nie potrafi przyciągnąć klientów i szybko upada.
Zastanawiałam się kiedyś, dlaczego tak wiele firm produkujących odzież upada i doszłam do wniosku, że za bardzo skupiają się na sprawach produkcyjnych zapominając, że firma nie utrzyma się z tego, co wyprodukuje, lecz z tego, co sprzeda.
Wróćmy do początków firmy. Kiedy i dlaczego podjęła Pani decyzję o otwarciu działalności gospodarczej? Jakie czynniki miały na to wpływ?
Decyzję o prowadzeniu własnej firmy podjęłam po urodzeniu pierwszego syna. Ze względu na brak opieki nad dzieckiem byłam zmuszona zrezygnować z pracy zawodowej. Skłamałabym, gdybym napisała, że uruchomiłam własną firmę z jakichś szczególnych pobudek. Po prostu utrzymanie rodziny kosztuje i potrzebne były pieniądze. Dzięki temu, że uruchomiłam w domu maleńki zakład usługowy, szyjący odzież miarową, mogłam pogodzić obowiązki macierzyńskie i zawodowe. Po roku okazało się, że moje projekty bardzo się podobają. Znajomi i rodzina zaczęli namawiać mnie na coś więcej. Pomyślałam, że warto byłoby sprawdzić, czy poradzę sobie w roli producenta odzieży.
Pierwszy miesiąc po uruchomieniu firmy produkcyjnej był bardzo trudny. Brak zaplecza finansowego spowodował, że niewiele a bym zrezygnowała z prowadzenia firmy.
Uratowała mnie moja upartość i pozytywne myślenie, że nie poddam się tak łatwo i że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.
Oczywiście, kiedy wszystko przemyślałam, to wyjście się znalazło. Potem firma zaczęła lawinowo sie rozwijać. Niestety po 3 latach okazało się, że popełniłam dwa błędy, które niemalże doprowadziły ją do bankructwa. Pierwszy błąd, to moje niemal całkowite uzależnienie sprzedażowe od dwóch odbiorców moich towarów i brak własnej sieci sprzedaży. Drugim błędem było nieuregulowanie spraw prywatnych i majątkowych. Dzisiaj cieszę się, że te błędy popełniłam tak szybko, bo za kilka lat mogłyby kosztować mnie o wiele więcej.
Z jakim kapitałem pani zaczęła? Czy korzystała Pani z dotacji czy innych form wsparcia od różnych instytucji, czy z Unii Europejskiej?
Nie korzystałam nigdy ze wsparcia finansowego instytucji, chociaż składałam wniosek o dofinansowanie ze środków unijnych. Zanim zdecydowali się na jego rozpatrzenie, mój projekt był już zrealizowany. Uważam, że jest to strata czasu i marnotrawienie pieniędzy przez urzędników. Prawie wszystko zrealizowałam za zarobione przez siebie pieniądze z niewielką pomocą rodziców i babci. Obecnie większe projekty realizuję za pomocą kredytów z banku. Działalność rozpoczęłam we własnym mieszkaniu, co oszczędziło mi kosztów najmu lokalu i pozwoliło zarobione pieniądze inwestować.
Jak zareagowała rodzina, znajomi, gdy dowiedzieli się o Pani decyzji?
Wielu znajomych odniosło się do mojego pomysłu krytycznie, rodzina była raczej zdziwiona i nastawiona krytycznie. Ogromne wsparcie otrzymałam od mojej babci i mojego taty, którym bardzo dziękuję. Bardzo wierzyli w mój sukces i wspierali na początku w trudnych chwilach. Wielokrotnie powtarzali mi, że jestem zdolna i wiele potrafię, a to pomagało mi przetrwać trudne chwile i obecnie samo wspomnienie tych słów daje mi siłę do działania. Psychika w takich przełomowych momentach jest kluczem do postępów.
Kiedy zarobiła Pani pierwsze pieniądze i na co je przeznaczyła?
Pierwsze pieniądze przyszły po miesiącu i od razu je zainwestowałam w maszyny i surowce do produkcji. Dzięki temu firma mogła się dalej rozwijać. Tak pozostało do dziś, że zawsze więcej inwestuję niż zarabiam. Nie szaleję z zakupami, nie zgrywam biznesmenkę, myślę o tym co będzie, bo to najważniejsze. Jestem już odpowiedzialna za los kilkudziesięciu rodzin, które dla mnie i ze mną pracują.
Jak wiadomo, prowadzenie biznesu nastręcza wiele nieznanych wcześniej problemów. Jak pani sobie z nimi radziła? Co było najtrudniejsze?
Największy problem, jaki miałam, pojawił się, kiedy byłam w bliźniaczej ciąży z moimi ukochanymi córkami. Miałam bardzo poważne kłopoty ze zdrowiem, trafiłam do szpitala na dwa miesiące. Okazało się, że firma bez mojej osoby funkcjonuje bardzo źle, zaczęły się bardzo poważne problemy finansowe. Po urodzeniu dzieci, kiedy wróciłam do pracy dowiedziałam się, że firma jest poważnie zadłużona. Ponieważ od dwóch miesięcy nie były płacone składki ZUS i podatki do Urzędu Skarbowego, nie mogłam starać się o kredyt. Sytuacja była krytyczna. Po przeanalizowaniu możliwości swoich i firmy zwróciła się do znajomych o prywatne pożyczki. Na szczęście mieli do mnie zaufanie i pożyczyli. Spłaciłam zaległości wobec tych dwóch krwiopijców a później inne kredyty. Dostawców poprosiłam o faktury z dłuższym terminem płatności, a dzięki temu, że zawsze wywiązywałam się ze zobowiązań, bez problemu je otrzymałam. Wiedząc, że sukces mojej firmy jest niemożliwy bez mojej pracy, zatrudniłam opiekunkę do dzieci. Dzięki temu, że mieszkam obok firmy, mogłam zajmować się dziećmi i pracować. Firma wyszła na prostą po około 6 miesiącach. Powtarzam, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, tylko trzeba chcieć go szukać.
Jak długo prowadzi Pani swój biznes? Skąd pomysł szycia sukni balowych i wizytowych?
Prowadzę firmę od ponad 15 lat. Suknie szyłam od zawsze, ale nie było to moją domeną. Obecnie skupiam się prawie wyłącznie na projektowaniu sukienek na specjalne okazje, tj. wieczorowych, balowych i wizytowych, ponieważ dzięki temu mogę realizować swoje pasje artystyczne. W tym segmencie mam najwięcej doświadczenia i to jest moja przewaga konkurencyjna.
Kiedy zatrudniła Pani pierwszego pracownika? Ile osób pracuje dziś dla pani?
Pierwszego pracownika zatrudniłam 15 lat temu, potem przez kilka lat zatrudniałam po 50 – 60 osób, obecnie zmieniłam strukturę organizacyjną firmy, zatrudniam maksymalnie do 10 osób. Produkcja odzieży zlecana jest podwykonawcom. W sumie moja firma daje zatrudnienie około 70 osobom.
Co dla Pani było największym wyzwaniem i największym sukcesem do tej pory?
Myślę, że jednak rodzina, a zwłaszcza decyzja o urodzeniu trzeciego dziecka, które okazało się trzecim i czwartym. Moje dzieci pozostaną na zawsze moim największym wyzwaniem i sukcesem. Cieszę się, że nie musiałam w życiu z niczego rezygnować, co było dla mnie ważne. Mam czwórkę zdrowych, udanych dzieci i pracę, którą wykonuję z pasją. Na pewno za swój sukces zawodowy uważam swoją firmę, która powstała dzięki pasji i uporowi dziewczyny z małej miejscowości, która miała marzenia… i nadal je ma.
Jest pani matką i jednocześnie przedsiębiorcą, staje pani na pewno przed niejednym dylematem, jak pogodzić życie rodzinne z biznesem?
Czasami zastanawiam się nad plusami i minusami tego, że zdecydowałam się na prowadzenie własnej firmy. Na pewno wielkim atutem własnej firmy jest niezależność i możliwość rozwoju. Z drugiej strony często doskwiera mi brak czasu dla najbliższych, dla rodziny. W naszym społeczeństwie nadal pokutuje jeszcze przekonanie, że kobieta powinna siedzieć w domu i zajmować sie dziećmi. Pewnie moje dzieci też za jakiś czas mi to wypomną i będę miała jeszcze większe wyrzuty sumienia o to, że mam dla nich za mało czasu. Nie chciałam w życiu rezygnować z niczego, co było dla mnie ważne, i jak do tej pory udało mi się to osiągnąć. Chociaż czasami bywa to bardzo trudne. Uważam, że to właśnie prowadzenie własnej firmy umożliwiło mi zrealizowanie moich najważniejszych planów życiowych i ambicji zawodowych.
Czy w Polsce istnieje polityka prorodzinna uwzględniająca interes matek-przedsiębiorców?
Absolutnie, nie! I bardzo szkoda, że polski rząd nie wspiera kobiet prowadzących firmy w realizacji ich obowiązków macierzyńskich. Nadal, jako pracodawcy jesteśmy dyskryminowane i nie mamy takich samych praw, jak nasze pracownice. To przykre i czasami upokarzające, że z tego powodu nasze dzieci są „gorsze”. Sprawa polityki prorodzinnej w Polsce traktowana jest nadal z przymrużeniem oka. Rząd dużo o tym mówi, ale nic nie robi w tym kierunku, aby pomóc kobietom chcącym być matkami. Najbardziej nie podoba mi się wytworzenie antagonizmów pomiędzy pracodawcami a pracownikami. Kobiety w Polsce chcą rodzić dzieci i to jest bardzo dobre. Pracodawcy wcale nie mają nic przeciwko temu. Powstaje jednak problem wywołany przez nasze chore ustawodawstwo, które kosztami macierzyństwa obciąża pracodawców. Pracodawca jest od prowadzenia firmy przynoszącej zyski, od dawania pracy i płacenia za nią – koniec kropka. Na tym nasza rola powinna się kończyć. Całą resztą osłon socjalnych i społecznych powinna zająć się instytucja państwowa do tego powołana, że nazwy nie wspomnę. Zresztą pracodawcy i pracownicy płacą ogromne comiesięczne składki na zapewnienie tych osłon. Pracodawca musi kierować się rachunkiem ekonomicznym, mamy gospodarkę wolnorynkową, konkurencyjną, jeśli o nią nie zadbamy firma nam zbankrutuje i ludzie pójdą na bruk. Pracodawcy nie powinni ponosić kosztów związanych z rodzicielstwem, zwolnieniami chorobowymi, itp. Powinni płacić tylko za pracę i składki na ubezpieczenie. Wystarczy, że ponosimy ryzyko gospodarcze. Ryzyko społeczne powinni ponosić wszyscy obywatele, bo to rodzi dyskryminację i niepotrzebne nieporozumienia, uderza ponadto w pracodawców i w ich pracowników oraz w przyszłych obywateli, których w Polsce rodzi się coraz mniej.
Mówię o tych sprawach często, bo od wielu lat widzę, że ten problem coraz bardziej się pogłębia. Jestem pracodawcą i jednocześnie matką i bardzo nie podoba mi się, że na pracodawców zwala się cała winę, że nie chcą zatrudniać młodych kobiet. Tak, nie chcemy zatrudniać młodych kobiet, chociaż są świetnymi pracownikami, tylko dlatego, że boimy się kosztów związanych z ich macierzyństwem. To nie są nasze koszty. Jeśli już, powinno ponosić je całe społeczeństwo, również pracodawca zatrudniający mężczyzn. Nie byłoby wtedy dyskryminacji płacowej i innych problemów, które narodziły się przy zatrudnieniu kobiet.
Gdzie można spotkać suknie wykonane przez Pani firmę? Czy koncentruje Pani swoją działalność tylko na terenie Polski?
Sukienki i suknie wieczorowe produkowane przez moją firmę można nabyć w sklepach w całej Polsce i krajach Unii Europejskiej pod marką YULLA. Moja działalność skierowana jest szczególnie na Polskę i kraje przygraniczne.
YULLA to pani marka? Jak powstała?
Marka Yulla pojawiła się stosunkowo niedawno. Nazwa powstała z inspiracji poprzednią nazwą firmy, której nie mogłam zarejestrować, jako znaku towarowego. Wcześniej te same produkty były sprzedawane pod inną nazwą. Yulla to imię kobiece, bardzo oryginalne i eleganckie, jak odzież sygnowana tą marką.
Czy ma pani jakieś hobby? Jakieś plany, marzenia, zainteresowania, które czekają na odkrycie albo na wolny czas, pozwalający na ich realizację?
Tak, od wielu lat interesuję się medycyną naturalną i zdrowym stylem życia. Dokształcam się nawet w tym kierunku i zdobywam wiedzę, która od zawsze mnie pasjonowała i interesowała. Mam jednak mało czasu, więc siłą rzeczy odkładam j na później.
Jakimi cechami powinien się wyróżniać przedsiębiorca, aby jego firma nie tylko istniała, ale rozwijała się? Czy pani takie cechy
posiada?
Według mnie takimi cechami charakteru jest odporność na stres i umiejętność pozytywnego myślenia. Przydaje się też ciekawość życia i chęć nauki oraz elastyczność dostosowania sie do różnych sytuacji i oczywiście dbałość o dobry stan zdrowia. Bardzo ważny jest upór w dążeniu do celu. Ja ten upór zawsze posiadałam, poza tym lubię się uczyć ciągle czegoś nowego. Zawsze myślę pozytywnie, zdrowie mi dopisuje, gorzej tylko chyba u mnie z odpornością na stres. Mam jeszcze jedną ważną cechę, którą odkryłam kilka lat temu i obecnie coraz bardziej ją doceniam – to intuicja, która często ratuje mnie od poważnych problemów i podpowiada w biznesie. Myślę, że przyszła ona wraz z doświadczeniem, ale kiełki intuicji miałam jednak wrodzone.
Powszechnie uważa się, że przedsiębiorcą trzeba się urodzić. Czy bycia przedsiębiorcą można się nauczyć? Jakie jest pani zdanie w tej
sprawie?
Przedsiębiorcą trzeba się urodzić, ale później trzeba się dużo uczyć. Niestety, kto się urodził słoniem, kanarkiem nie będzie…
Osoba, która prowadzi biznes powinna znać się na przepisach i na ludziach. Co może Pani w tej kwestii powiedzieć?
Na przepisach trzeba się znać koniecznie, niewiedza prawna dużo kosztuje. Koniecznie należy znać podstawowe przepisy prawa pracy, przepisy ZUS i skarbowe oraz Kodeksu Cywilnego. Wszystkie transakcje należy zabezpieczać odpowiednimi dokumentami. Należy pamiętać, że tylko to, co na papierze jest wiarygodnym dowodem i podstawą dochodzenia ewentualnych roszczeń. W biznesie szczególnie warto znać się na ludziach, oni kosztują najwięcej, szczególnie ci nieuczciwi i nieroby… Warto wobec nowopoznanych ludzi stosować zasadę ograniczonego zaufania. Kontrahentów, współpracowników i pracowników należy przed podjęciem współpracy sprawdzić, co zajmuje dużo czasu, ale w ogólnym rozrachunku szczególnie się opłaca. Zaoszczędzi nam również niepotrzebnego stresu i pieniędzy. Warto również w sprawach kontaktów międzyludzkich zaufać własnej intuicji, zazwyczaj ona się nie myli. Jeżeli nie czujemy sympatii do nowopoznanej osoby, i coś nam podpowiada ostrożność, lepiej zrezygnować ze współpracy z tą osobą.
Skąd czerpała Pani informacje na temat biznesu? Jeśli z książek, to z jakich? Czy na Pani drodze pojawiły się osoby, które pomogły pani w prowadzeniu własnej firmy?
Oj, na początku uczyłam sie na własnych błędach, potem poszłam po rozum do głowy i przeczytałam dużo książek, a w niektórych było napisane, że najszybciej i najskuteczniej uczymy sie na własnych błędach. Oczywiście wiedza nie zaszkodzi i kilka książek przeczytać warto.
Jak pani zniosła zeszłoroczny kryzys?
Rok 2009 nie był dla mnie ani gorszy, ani lepszy od poprzedniego. Wiedziałam wcześniej, że kryzys idzie do Polski i przygotowałam się na to. Nie chowałam głowy w piasek licząc na to, że mnie akurat kryzys ominie. W firmie zostały ograniczone wydatki i koszty możliwe do zredukowania. Oczywiście przygotowałam więcej nowych projektów, zgodnych z najnowszymi trendami w modzie, nowych modeli odzieży. Uruchomiłam od dawna planowaną sprzedaż internetową, która przyniosła nowych nabywców na produkty mojej firmy. Dzięki tym i innym mniej istotnym działaniom firma nie odczuła skutków kryzysu zbyt dotkliwie.
Czy brała pani udział w jakimś konkursie? Albo zdobyła jakieś wyróżnienia?
Nie, nigdy nie interesowały mnie konkursy. Nie mam na nie czasu.
Na koniec zapytam o Pani indywidualny przepis na sukces? Jakie rady i wskazówki ma Pani dla wszystkich, którzy ten wywiad przeczytają?
Moim przepisem na sukces był upór w dążeniu do celu i pracowitość. Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko nad nimi popracować, a czasami w porę zrezygnować i zająć się czymś innym. Sukces we własnej firmie to ciężka praca i konieczność ciągłego rozwoju. Ale to również ogromna satysfakcja z własnych osiągnięć. Jedyną wskazówkę, jaką mogę dać to: postarajcie się robić w swojej firmie to, co lubicie, abyście mogli wykonywać swoją pracę z pasją, a wtedy ona nie męczy i przynosi największe sukcesy. Tego życzę wszystkim nie tylko dzisiaj, ale zawsze!
Dziękujemy bardzo za rozmowę. Pozdrawiam i w imieniu naszego magazynu życzę dalszych sukcesów!
To ja dziękuję za rozmowę. Pozdrawiam wszystkich czytelników Millionaire Magazine.



tomek (tomq)
4 months ago
Od zawsze inspirują mnie historie realnych ludzi.
Praca, cierpliwość, wytrwałość i szukanie przyjemności w tym co się robi albo robienie tego co się lubi – to dobry przepis.
Millionaire Magazine #12
1 month ago
[...] Urszula Czwartkowska – “Od zera do 70 osobowej firmy” [...]