<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Millionaire Magazine</title>
	<atom:link href="http://www.millionaire.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.millionaire.pl</link>
	<description>Pismo dla Przedsiębiorczych</description>
	<lastBuildDate>Fri, 20 May 2011 06:08:44 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Millionaire Magazine #15</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-15.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-15.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 May 2011 11:40:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Cebulski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Co w numerze?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=868</guid>
		<description><![CDATA[Artykuły dostępne on-line: Michel Marbot &#8211; Historia zakładów Malma Wywiad z Michelem Marbotem, człowiekiem który dokonał pierwszej prywatyzacji w Polsce, którego makarony zostały okrzyknięte najlepszymi makaronami na świecie! Botswana &#8211; Afrykański sukces Czytając artykuł zastanawiamy się, kiedy Polska dogoni afrykę. Wyjątkowo polecamy: Jak obniżyć podatek dochodowy o połowę W naszych poradach znajdziecie sposób na obniżenie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/mm14.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-841" style="margin: 10px;" title="mm14" src="http://www.millionaire.pl/images/mm15.jpg" alt="" width="210" height="293" /></a>Artykuły dostępne on-line:</strong></h1>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/michel-marbot-historia-zakladow-malma.html" target="_blank">Michel Marbot &#8211; Historia zakładów Malma</a></p>
<p>Wywiad z Michelem Marbotem, człowiekiem który dokonał pierwszej prywatyzacji w Polsce, którego makarony zostały okrzyknięte najlepszymi makaronami na świecie!</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/botswana-afrykanski-sukces.html" target="_blank">Botswana &#8211; Afrykański sukces</a></p>
<p>Czytając artykuł zastanawiamy się, kiedy Polska dogoni afrykę.</p>
<h1><strong> </strong><strong> </strong><strong> </strong><strong>Wyjątkowo polecamy:</strong></h1>
<p><strong>Jak obniżyć podatek dochodowy o połowę<br />
</strong></p>
<p>W naszych poradach znajdziecie sposób na obniżenie podatku dochodowego, dzięki nowym przepisom jest to możliwe.</p>
<p><strong>Chiński Finansowy Blietzkrieg<br />
</strong></p>
<p>Kiedy Polska razem z całym zachodem zwiększa swoje deficyty, Chińczycy dysponują potężnymi zapasami gotówki. Kiedy znudzi im się oszczędzanie. Czy zastanawiałeś się jak mogą wykorzystać te zapasy?</p>
<p><strong>Cena strachu &#8211; Dlaczego kupno nieruchomości tyle kosztuje.<br />
</strong></p>
<p>Koszty uboczne zakupu nieruchomości wynoszą w Polsce od 2,5 do 4% jej wartości. Opłata notarialna i podatki są ogromne. W tej kwocie nie mamy żadnego zabezpieczenia ani pewności, że nie kupujemy kota w worku. W Ameryce koszty zakupu nieruchomości bardzo rzadko przekraczają 0,3%, a w tej opłacie jest ubezpieczenie, gdyby nagle okazało się, że kupiliśmy dom od oszusta firma ubezpieczeniowa nas kryje. Co jeszcze kuleje w naszym systemie obrotu nieruchomościami.</p>
<h1><strong>Spis Treści:</strong></h1>
<p><strong>WYWIAD RZEKA</strong><br />
04 Krzysztof Król</p>
<p><strong>EDUKACJA</strong><br />
12 Myślenie klientem<br />
16 Wydajność przed wszsytkim</p>
<p><strong>HISTORIA</strong><br />
20 Giganci, którzy<br />
wygrali z rządem</p>
<p><strong>FINANSE I PODATKI</strong><br />
26 Jak zachować się podczas kontroli</p>
<p><strong>WITAJ W ŻYCIU</strong><br />
32 W jaki sposób mafia<br />
kradnie całe firmy?</p>
<p><strong>ZARZĄDZANIE</strong><br />
40 Definicje Prawdy i Jakości</p>
<p><strong>EKONOMIA</strong><br />
42 Nie mam nic, mam bank<br />
44 Zjeść Bogatych</p>
<p><strong>PODRÓŻE MILIONERA</strong><br />
46 ALBANIA</p>
<p><strong>BIBLIOTEKA MILIONERA</strong><br />
52 Intelektualiści mądrzy<br />
i niemądrzy<br />
53 Wykończyć bogatych</p>
<p><strong>ZDROWIE</strong><br />
54 Sztuczne witaminy<br />
i mordercze szczepionki</p>
<p><strong>CIEKAWSOTKI</strong><br />
60 Polska<br />
62 Zagranica</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/zamawiam"><img src="http://www.millionaire.pl/images/takchce.jpg" border="0" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-15.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Botswana &#8211; Afrykański sukces</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/botswana-afrykanski-sukces.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/botswana-afrykanski-sukces.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 May 2011 11:35:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Cebulski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=858</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy we wrześniu 1966 roku Botswana uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii, był to jeden z najgorzej rozwiniętych i trzeci najbiedniejszy kraj świata z PKB na osobę wynoszącym 80 USD. Dzisiaj jest to najbogatszy kraj afryki. Dlaczego? Istniało 6 km dróg asfaltowych. Były dwie szkoły średnie i żadnej wyższej. Panował analfabetyzm na poziomie 50%. Jedynie 22 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/bdu-Gaborone-city-centre.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-860" style="margin: 10px;" title="bdu Gaborone city centre" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/bdu-Gaborone-city-centre-300x255.jpg" alt="" width="300" height="255" /></a>Kiedy we wrześniu 1966 roku Botswana uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii, był to jeden z najgorzej rozwiniętych i trzeci najbiedniejszy kraj świata z PKB na osobę wynoszącym 80 USD. Dzisiaj jest to najbogatszy kraj afryki. Dlaczego?</strong></p>
<p>Istniało 6 km dróg asfaltowych. Były dwie szkoły średnie i żadnej wyższej. Panował analfabetyzm na poziomie 50%. Jedynie 22 mieszkańców Botswany miało ukończone uniwersytety, głównie w RPA, a 100 – szkołę średnią. Kraj cierpiał głód, występowały braki wody zdatnej do picia i istniała jedynie minimalna infrastruktura zdrowotna.</p>
<p>W 2005 roku PKB na osobę osiągnęło 10,5 tys. USD, plasując Botswanę w grupie krajów o dochodach średnich wyższych i jest porównywalne z PKB na osobę Rosji i Meksyku (w Afryce była bogatsza jest tylko RPA i Libia), a wyższe niż PKB na mieszkańca takich krajów, jak Brazylia, Turcja czy Bułgaria, 4-krotnie wyższe niż w krajach Afryki Subsaharyjskiej.</p>
<p>Było to możliwe<br />
dzięki nieprzerwanemu wzrostowi gospodarczemu, który w latach 1965-75<br />
wyniósł 10,74%, a w latach 1966-1999 – średnio 9,2%.</p>
<p>Dla kontrastu w latach 1965-98 wzrost PKB w wielu afrykańskich krajach był ujemny: Zair – (-3,8%), Zambia – (-2%), Wybrzeże Kości Słoniowej i Ghana – (-0,8%), a Etiopia – (-0,5%). Oczekiwana długość życia mieszkańca Botswany zwiększyła się z 48 lat w 1966 do 65,3 w 1991 roku, jednak z powodu pandemii HIV/AIDS w 2006 roku spadła do 34 lat (zarażone tą chorobą jest prawie 40% społeczeństwa). Współczynnik śmierci noworodków spadł ze 100 na 1000 urodzeń w 1971 roku do 54 w 2006 roku. Liczba osób żyjących poniżej granicy ubóstwa spadła z 47% w 1993/4 roku do 30,3% w 2002/3 roku. W latach 1990-2004 liczba samochodów osobowych posiadanych przez mieszkańców Botswany wzrosła ponad trzykrotnie z 22,6 tys. do 74,5 tys.</p>
<p>Jak to się stało, że jeden z najbiedniejszych krajów świata w stosunkowo krótkim czasie osiągnął poziom względnego dobrobytu? Jakie czynniki spowodowały szybki rozwój gospodarczy Botswany?</p>
<p>Po pierwsze, stabilność polityczna (brak zamachów stanu jak w innych afrykańskich krajach) i rządy prawa oparte o gospodarkę wolnorynkową. Promowano wolną przedsiębiorczość. W 1994 roku rynek kapitałowy w Botswanie był już tak rozwinięty, że otwarto giełdę. Ponadto istnieje wolność słowa, wolność debaty politycznej, szanowane są wolności osobiste. Nigdy nie było więźniów politycznych. Po odzyskaniu niepodległości przez pierwszą dekadę rząd był ograniczony (w 1965 roku rząd wydawał 23%, a w 1975 roku już tylko 19% PKB) i w niewielkim stopniu mieszał się do gospodarki. Dopiero później stopniowo się rozrastał, osiągając wydatki na poziomie 32% PKB w 2003 roku. Do 1976 roku Botswana nie posiadała sił zbrojnych.</p>
<p>Po drugie, poszanowanie i ochrona własności prywatnej, podstawowej instytucji rynkowego ustroju. W Botswanie nigdy nic nie było nacjonalizowane, ponieważ jest to niezgodne z konstytucją tego kraju. W latach 90. XX wieku ruszył proces prywatyzacji sektora państwowego, jednak przekształcenia własnościowe takich sektorów, jak telekomunikacja czy linie lotnicze niestety nie zakończyły się sukcesem. Ponadto państwo jest ciągle niestety właścicielem także innych monopoli, takich jak koleje, wodociągi czy wytwarzanie i przesył prądu.</p>
<p>Po trzecie, co bardzo istotne, prywatne inwestycje były mile widziane przez władze Botswany. Na przestrzeni lat bezpośrednich inwestycji zagranicznych Botswana otrzymywała na poziomie 21-36% PKB, co spowodowało również silne powiązania botswańskiej gospodarki z rynkami światowymi. Na przykład w latach 1986-90 rocznie do Botswany napływało 61 USD bezpośrednich inwestycji zagranicznych na mieszkańca, podczas gdy w sąsiedniej Zambii – 16 USD, Namibii – 6 USD, a w Mozambiku – 0. Natomiast rządy nie były zainteresowane zagraniczną pomocą finansową z takich instytucji, jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy.</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/botswana_map.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-859" style="margin: 10px;" title="botswana_map" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/botswana_map-300x230.jpg" alt="" width="300" height="230" /></a>Po czwarte, wiarygodny i stabilny pieniądz. Po uzyskaniu niepodległości Botswana nadal miała unię walutową z RPA i używała południowoafrykańskiego randa. Dopiero w 1976 roku wyemitowano własną walutę – pulę. Botswana jako jeden z nielicznych afrykańskich krajów przez większość lat od uzyskania niepodległości może się pochwalić zbilansowanym budżetem, niskim zadłużeniem, które w 2005 roku wynosiło 6,2% PKB (obsługa zadłużenia kosztuje poniżej 5% eksportu wartości) i jednocześnie jednocyfrową inflacją (8% w 2005 roku), podczas gdy np. w Zimbabwe w tym samym roku inflacja jest na astronomicznym poziomie 1200%. W 1999 roku całkowicie usunięto kontrolę wymiany walut. W 2005 roku rezerwy dewizowe Botswany wynosiły 6,3 mld USD, czyli 3,5 raza więcej na osobę niż w Polsce. Botswana została sklasyfikowana jako kraj o najmniejszym ryzyku kredytowym w Afryce.</p>
<p>Po piąte, Botswana prowadziła politykę liberalizacji handlu zagranicznego. Z wieloma krajami podpisano umowy o wolnym handlu. Ponadto Botswana współtworzyła Południowoafrykańską Unię Celną, w skład której weszły także: RPA, Namibia, Lesotho i Suaziland. Do 2008 roku ma nastąpić całkowita likwidacja ceł w 11 krajach Afryki Południowej (Southern African Development Community). Ponadto Botswana jest członkiem Światowej Organizacji Handlu, dzięki czemu z jednej strony nie tworzy barier celnych, jak inne afrykańskie kraje, a z drugiej – ma stosunkowo wolny dostęp do rynków innych krajów, w tym również europejskich. Wartość eksportu zwiększyła się z 2 mln USD do 3,68 mld USD w 2005 roku (eksportuje się głownie diamenty, miedź, nikiel, tekstylia, wołowinę), a importu – z 3 mln USD do 3,37 mld USD w 2005 roku.</p>
<p>Po szóste, w Botswanie notuje się najniższy w Afryce poziom korupcji, co w dużej mierze zawdzięcza się wysokim pensjom, jakie otrzymuj urzędnicy państwowi. Według raportu Transparency International w 2005 roku poziom korupcji w Botswanie był niższy niż w takich krajach, jak Włochy, Grecja, Węgry, Czechy czy Polska.</p>
<p>Po siódme, po odzyskaniu niepodległości przez Botswanę w 1966 roku nie usuwano ze stanowisk dawnych, doświadczonych urzędników z czasów kolonialnych, tak jak to się działo w większości krajów afrykańskich. U władzy utrzymało się wielu białych. Dopiero po wykształceniu własnych elit politycznych uzyskiwały one stopniowo odpowiednie stanowiska we władzach państwa. Chętnie korzystano z usług międzynarodowych konsultantów i doradców, np. z Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ponadto nie ograniczano liczby imigrantów z sąsiednich krajów, którzy nie byli traktowani jak ludzie drugiej kategorii, dzięki czemu korzystano z ich pracy, zwiększając produktywność. Taką sytuację Botswana zawdzięcza pierwszemu prezydentowi Seretse Khamie (1966-1980). Jego prawicowa Demokratyczna Partia Botswany utrzymuje się u władzy od 1966 roku, natomiast lewicowy Narodowy Front Botswany jest ciągle w opozycji.</p>
<p>Po ósme, w omawianym okresie w Botswanie istniały niskie podatki: niski podatek dochodowy od osób fizycznych (0-25%, przy stosunkowo wysokich progach podatkowych), 15-procentowy podatek od osób prawnych w branży wytwórczej, a podatek górniczy zmniejszono do 10%. VAT w Botswanie jest najniższy w tej części Afryki i wynosi 10%.</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/victoria_falls_aerial_da.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-863" title="victoria_falls_aerial_da" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/victoria_falls_aerial_da-300x213.jpg" alt="" width="300" height="213" /></a>Po dziewiąte, Botswana miała duże dochody z kopalni diamentów (aktualnie około 45% całkowitych dochodów rządowych pochodzi z tego źródła), które nie zostały ani zmarnotrawione, tak jak np. w Demokratycznej Republice Konga, Angoli, Sierra Leone czy Nigerii, gdzie również występują bogate złoża mineralne, ani przejedzone, a przyczyniły się do rozwoju kraju. Za te pieniądze budowano infrastrukturę – drogi (do 2003 roku wybudowano ponad 10 tys. km asfaltowych dróg), wodociągi, szpitale, szkoły (rekrutacja do szkół podstawowych między 1966 rokiem a 2000 rokiem wzrosła pięciokrotnie z 66,1 tys. do 327,6 tys. osób, między 1975 rokiem a 1999 rokiem wydatki na edukację zwiększono z 6% do 9% PKB, a do 2000 roku analfabetyzm spadł do 10%). System telefoniczny w Botswanie jest jednym z najnowocześniejszych w Afryce. Jak w 2003 roku powiedział Festus Mogae, prezydent Botswany, „wykorzystujemy nasze diamenty do edukowania naszych ludzi, dostarczania im opieki medycznej, czystej wody pitnej, dróg i mieszkań. Botswańskie diamenty nie powodują konfliktów zbrojnych, które zabijają kobiety i dzieci”.</p>
<p>Większość afrykańskich krajów klepie biedę, mimo posiadanych bogactw naturalnych, ponieważ ich bożkiem jest socjalizm, a niektórych nawet komunizm, mimo poniesionej klęski przez te lewicowe ideologie. Brak poszanowania własności prywatnej, zamknięcie na inwestycje zagraniczne, niestabilna polityka monetarna i finansowa, wysokie podatki, wszechobecna korupcja oraz karygodne bariery w handlu zagranicznym powodują, że nie jest możliwe uzyskanie wzrostu gospodarczego i prosperity. Problem ten dotykał większość krajów kontynentu, w tym w szczególności Angolę, Mozambik, Demokratyczną Republikę Konga, Tanzanię, Etiopię czy Zimbabwe. Tymczasem jak widać na przykładzie Botswany, wolny rynek dobrze działa i sprawdza się nawet w Afryce, prowadząc gospodarkę tego biednego kiedyś kraju na ścieżki szybkiego wzrostu, rzadko spotykanego w Europie, a sięgającego 10% w skali roku.</p>
<p>Tomasz Cukiernik<br />
t.cukiernik@millionaire.pl</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/botswana-afrykanski-sukces.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Michel Marbot &#8211; Historia zakładów Malma</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/michel-marbot-historia-zakladow-malma.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/michel-marbot-historia-zakladow-malma.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 May 2011 11:23:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Millionaire Magazine</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=847</guid>
		<description><![CDATA[Kamil Cebulski: Dlaczego z bogatej Francji przyjechałeś do biednej Polski? Michel Marbot: W 1978 roku stało się coś niespodziewanego, został wybrany papież i Polska, która była biednym, smutnym i tragicznym krajem Europy zaczęła być gwiazdą. Była opisywana na każdej stronie zachodnich gazet. Czytaliśmy o ambitnej Polsce, walczącej o wolność. To mnie bardzo zaciekawiło, gdyż ja [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/b24b4ac3f130ccce023ea54d3c482b9c3710-146-2000-938-0.jpg"><img class="size-full wp-image-849 alignnone" title="b24b4ac3f130ccce023ea54d3c482b9c,37,1,0-146-2000-938-0" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/b24b4ac3f130ccce023ea54d3c482b9c3710-146-2000-938-0.jpg" alt="" width="616" height="309" /></a></strong></p>
<p><strong>Kamil Cebulski: Dlaczego z bogatej Francji przyjechałeś do biednej Polski?</strong></p>
<p>Michel Marbot: W 1978 roku stało się coś niespodziewanego, został wybrany papież i Polska, która była biednym, smutnym i tragicznym krajem Europy zaczęła być gwiazdą. Była opisywana na każdej stronie zachodnich gazet. Czytaliśmy o ambitnej Polsce, walczącej o wolność. To mnie bardzo zaciekawiło, gdyż ja jestem z zamiłowania, jak i z wykształcenia historykiem. Dodatkowo, to właśnie wtedy poznałem moją żonę, która jest Polką.</p>
<p><strong>KC: Jaka wtedy była Polska, aż taka straszna?</strong></p>
<p>MM: Widziałem wtedy Polskę jeszcze komunistyczną, nie tą z lat 50-tych, stalinowską, ale pamiętam jak tramwaj kursował po 50 groszy, tych starych! Pierwsze pobyty w Polsce były dla mnie wzruszające, gdyż z opowiadań rodziców Polska przypominała Francję tuż po wojnie. Jednak to szybko się zmieniło. Nie trzeba wcale myśleć, że Polska jest teraz tysiąc lat do tyłu za Europą.<br />
Miałem szczęście długo pracować dla Banku w Grecji. Pamiętam jak instalowaliśmy tam komputery. To był rok 1985 – była to tragedia. Pracownicy buntowali się i strajkowali przeciwko komputerom. W Polsce jak kupiłem zakład w Malborku na początku lat 90-tych, pierwsze co zrobiłem, to dla 40 osób pracujących w Administracji kupiłem komputery. Na drugi dzień po ogłoszeniu tej decyzji spodziewałem się protestów i strajków. Podejrzewałem, że pracownicy nie będą chcieli komputerów. Tymczasem, rzeczywiście pod moim biurem było kilka osób, jednak ich reakcja była inna. Pracownicy doradzali mi które komputery kupić, aby kupić inne bo są lepsze i szybsze itp. Całą komputeryzacja przeszła bez żadnej awantury, zupełnie inaczej niż było to kilka lat wcześniej w Grecji. Mówi to o gotowości ludzi do zmian w pracy. Zrobiło to dla mnie ogromne wrażenie.<br />
Drugi obraz który pamiętam z dawnych czasów to był pierwszy widok moich zakładów przemysłowych. Warunki pracy straszne, niczym z XIX wieku. Wcześniej pracowałem trochę w Renault, tam było wszystko nowoczesne, dobrze zorganizowane, bardzo dobra atmosfera pracy. Tutaj było inaczej. Poszedłem do zakładu wieczorem i co zobaczyłem? Kobiety, które noszą worki po 60 kg, które pracują przy piecach, w temperaturze 60 stopni. Dosłownie tragedia.<br />
Musiałem to wszystko zmienić. Od razu dałem wszystkim moim pracownikom ubezpieczenie medyczne. Zęby, protezy, wszystko co chcieli. Poszedłem wtedy do francuskiej firmy ubezpieczeniowej, i podpisałem z nią Polisę numer 1 w Polsce. Był to pierwszy kontrakt ubezpieczeniowy dla robotników. Mieli wtedy takie kontrakty politycy, bankowcy, ale nie robotnicy.<br />
Kiedyś jeden z naszych pracowników miał udar mózgu. Zawieźliśmy go do szpitala w Malborku, a tam nam powiedzieli, że lekarz będzie za 4 dni. Zadzwoniłem więc do Gdańska, do Akademii, i tam go wyleczyli. Zaprzyjaźniłem się z tym lekarzem i zapraszałem go co 2 tygodnie do zakładu, aby leczył moich pracowników.<br />
Ja się wtedy uczyłem mówić po polsku, kładłem więc nacisk na ludzi, by robili matury i także uczyli się języków. To było dla mnie bardzo ważne.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/IMAG0005.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-853" style="margin: 10px;" title="IMAG0005" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/IMAG0005-179x300.jpg" alt="" width="179" height="300" /></a>KC: Czy nie wydawało ci się to walką z wiatrakami?</strong></p>
<p>MM: Zupełnie nie akceptowałem tamtego świata. Każdy przedsiębiorca musi mieć coś z anarchisty. Nie może zaakceptować takiego świata jakim jest, tylko musi go zmieniać, unowocześniać. Ci co akceptują świat jakim jest, to są urzędnicy, bankierzy, ludzie, którzy wykorzystują innych. Każdy większy przedsiębiorca buduje swoją własną rewolucję.<br />
Trzeci obraz, który wtedy zobaczyłem, to że nasz zakład był na prowincji. Ja jestem dla tych ludzi „Światem”. Mieszkałem w 5 krajach, mówię w 7 językach. Musiałem więc przynieść Świat do tych ludzi i tych ludzi do Świata. Powiedziałem sobie, że moi ludzie nie będą jeździć do Warszawy, tylko od razu do Nowego Jorku, żeby zobaczyć Świat. Kiedy do moich pracowników mówiłem o Warszawie, oni mówili, że ona jest daleko. Jednak z takimi ludźmi budowaliśmy firmy międzynarodowej. Jak? Dużo wtedy jeździliśmy z naszymi pracownikami po świecie, aby nabrali wiary w siebie. Bardzo szybko ci ludzie nauczyli się kupować pszenicę w Kanadzie, eksportować do Włoch czy do Stanów. To było bardzo ważne osiągnięcie, zrobiliśmy dobry materiał na rozwój.</p>
<p><strong>KC: No dobrze, wiemy już dlaczego Polska, ale nie wiemy dlaczego makarony. Francja przecież nie słynie z makaronów?</strong></p>
<p>MM: Urodziłem się w roku 1957 we Włoszech. Jestem Francuzem, ale moja kultura jest oparta na Włoszech. Dopiero jak dorosłem przeprowadziłem się do Francji, do Paryża. Mieszkałem także w Rzymie, w Londynie, podczas służby wojskowej przebywałem w Niemczech, a kiedy pracowałem dla banku mieszkałem w Grecji. Miałem naprawdę unikalną okazję zobaczyć jak rozwijały się kraje Europy po wojnie i kryzysach.</p>
<p><strong>KC: No dobrze, ale zanim przyjechałeś do Polski pracowałeś gdzieś i poznałeś wielki świat. Pytam bo z bogatych krajów pojechałeś do biednego? To nie jest normalna decyzja.</strong></p>
<p>MM:  Studiowałem nauki polityczne. To mi pomogło zrozumieć pewne procesy, dlaczego komunizm musi upaść i jak będą kształtować się przemiany w Polsce. Kiedy myślałem o tym, by zainwestować w Malmie, złożyłem do rządu francuskiego pismo o pomoc. Sam premier mnie przyjął i mówił, że to jest „szaleństwo”. Mówił że Rosjanie wrócą do Polski, że to nie pierwszy raz, że były wydarzenia z 1956 roku, i z 1968. Ja mu powiedziałem, że to już koniec tego systemu, bo nowe pokolenie tego nie zaakceptuje.<br />
Każdy człowiek ma w sowim życiu taki moment, pociąg historii, który się nazywa rewolucja. Ja miałem szansę, bo był upadek komunizmu i to była ogromna szansa. Drugiej takiej szansy nie miałem. Każdy ma taką szansę w swoim życiu. Trzeba pilnować tego pociągu, aby go nie przeoczyć.<br />
Kiedy skończyłem studia poszedłem do wojska, potem pracowałem w administracji publicznej. Dobrze pisałem przemówienia i szybko współpracowałem z Ministrem Handlu Zagranicznego. To była dobra szkoła. Jeden z moich kolegów mi wtedy powiedział, że idzie do szkoły biznesu. Postanowiłem zrobić to samo. Wtedy tak naprawdę poznałem przedsiębiorczych ludzi. Zawsze byłem w dobrych szkołach. W szkole biznesu poznałem świat przemysłowy, ludzi, którzy mieli marzenia i realizowali je.<br />
Po szkole biznesu zacząłem pracę w Renault, gdzie pracowałem przez 2 lata. Następnie pracowałem dla Banku, który mi zaproponował wyjazd do Aten w Grecji, aby zostać dyrektorem. Mając 27 lat zarządzałem 80 osobami.<br />
Miałem w Grecji bardzo poważną lekcję tego czym są komunistyczne związki zawodowe, gdyż organizacje te w Grecji były bardzo silne. Byłem dla nich ciekawością, bo znałem PRL. Miałem problem jak przekonać tych ludzie że komunizm nie jest dobrym rozwiązaniem bo to jest jak powiedzieć katolikowi, że Bóg nie istnieje. Nigdy się go nie przekona. Zacząłem wiec z nimi rozmawiać, a oni się mnie pytali jak to jest w komunistycznej Polsce, na co ja z uśmiechem odpowiadałem, że jest to „raj na ziemi”. Zmartwieni byli tym, że na Ukrainie zabito 40 górników którzy strajkowali, a ja im odpowiedziałem, że trzeba być szalonym, żeby strajkować jak się ma takie wspaniałe warunki pracy. Pytali się o szpitale, odpowiadałem, że za antybiotyki trzeba zapłacić, ale po co antybiotyki skoro w raju nikt nie choruje. Zmysł dyplomaty się przydał. Pracując z tymi ludźmi powoli zmieniałem ich nastawienie.<br />
Po 5 latach w Atenach, zostałem z powrotem przeniesiony do Włoch, do Mediolanu. To było dla mnie wspaniałe, bo wróciłem do miejsca, w którym się urodziłem. Był 1989 rok, w Polsce była rewolucja. Postanowiliśmy z moja żoną, że jest tylko jedna możliwość. Jedziemy do Polski.<br />
Z pięknego 400 metrowego apartamentu w Mediolanie, przenieśliśmy się do 40 metrowego mieszkania w bloku, w centrum Warszawy. Aby zadzwonić do Paryża, trzeba było przez 45 minut wykręcać numer, po czym sekretarka mówiła, że pożądany rozmówca będzie za 10 minut, i prosiła bym zadzwonił za chwilę. Więc znowu wykręcałem numer, i gdy po godzinie udawało się uzyskać połączenie, sekretarka mówiła, że pożądany rozmówca wyjechał 10 minut temu.<br />
Wszyscy się dziwili, jak ja mogę żyć w takich warunkach. Ja jednak byłem przekonany, że nie jestem jedyny, który tu coś buduje. Gdyby telefon chodził normalnie, wszyscy by tu byli. Był to rodzaj bariery, który był dla mnie pozytywny, pomimo trudów które zadawał.<br />
Pamiętam taki dzień, kiedy byłem umówiony z ministrem Bałaszem, który zajmował się rozwojem żywności. Byłem pod prysznicem, pełny w mydle, gdy nagle nie ma juz wody, a ja cały w mydle i za 20 minut mam spotkanie z ministrem. Wziąłem ręcznik, wytarłem się, zaczerwieniona skóra. Pan minister jak mnie zobaczył powiedział „aha, miałem tę samą przygodę wczoraj”.<br />
Taki był świat. Nie trzeba myśleć, że jesteśmy w złej sytuacji bo jest nam trudno. Lubię ten Polski przysłowie „Nie ma tego złego co by na dobry nie wyszło”.<br />
W takiej sytuacji ja chciałem robić makarony. Dobrze gotuję, od dawna znam się na makaronach. Problem był taki, że aby zbudować fabrykę makaronu potrzebowałem 30-40 milionów euro. Pracowałem wtedy jeszcze w banku. Pojechałem do prezesa tego banku i powiedziałem mu prawdę, że chcę tworzyć własny biznes, że chcę jechać do Polski. Powiedziałem, mu że jest to informacja tylko między nami. Obiecał, że nie powie mojemu bezpośredniemu przełożonemu i że mi pomoże i rekomendował mnie do innego Banku.<br />
Zaprezentowałem tam swój projekt, a bankierzy się ze mnie śmiali. Mówili, że lepiej abym do Zimbabwe jechał bo w Polsce nie leży przyszłość. Mówili, że jestem urzędnikiem, a nie przedsiębiorcą. Żebym kupił raczej mieszkanie w Londynie i jako manager banku będę dobrze zarabiał.<br />
Zapytali się mnie czy mam pieniądze. Byłem wtedy spłukany, nawet sprzedałem samochód, aby wdrożyć w życie mój projekt. Takie miałem szczęście, że znalazłem sponsora, który mi pożyczył pierwsze 100.000 dolarów. Na spotkaniu powiedziałem, że mam 100 tys. dolarów, ale potrzebuje jeszcze milion. Udało się jednak uzyskać kredyt. Prezes tego banku powiedział, że nie da mi miliona, bo nie chce stracić, dlatego daje mi 3 miliony dolarów, gdyż z taką kwotą będę miał za co porządnie zorganizować firmę.<br />
Musiałem jednak uzyskać od rządu zabezpieczenie tego kredytu. Okazało się to bardzo trudne do załatwienia, gdyż musiałem się zwrócić do moich starszych kolegów, z którymi pracowałem w ministerstwie w Francji. Nie ma nic gorszego niż wrócić do starych kolegów. Katastrofa. Nikt nie chciał podjąć decyzję. Tutaj spotkałem pewnego starszego człowieka. Nie wyglądał na wpływowego, ale pomógł mi zorganizować spotkanie z Premierem Francji i uzyskałem zabezpieczenie.</p>
<p><strong>KC: Czyli zanim otworzyłeś zakład bardzo długo się do tego przygotowywałeś?</strong></p>
<p>MM: Miałem 32 lata, ale pracowałem już dobre 6-7 lat. Miałem doświadczenie przy Ministrze, prezesa banku, znałem ludzi z bliska w różnych krajach i kulturach. Nie straciłem czasu. Miałem już nawet rodzinę, która jest bardzo ważna.  Myślimy tylko o pracy. Praca! Praca! a potem będziemy budować rodzinę. To jest złe. Jeden znajomy mi powiedział, że ja mam szczęście, bo mam 7 dzieci. Człowiek, który nie lubi rodziny to jest jak przedsiębiorstwo, które nie inwestuje.<br />
Nie tylko ten wykształcony człowiek może inwestować i coś budować. Trzeba złapać ten moment, złapać siebie. Najbogatszy Francuz, Pan Pinault, mówi, że jego jedyny dyplom to jest prawo jazdy, pomimo tego udało mu się zarobić 50 miliardów euro. W biznesie trzeba mieć mentalność rewolucjonisty. Trzeba być gotowym, aby wszystko stracić, aby osiągnąć cel. To znaczy, wykorzystywać maksymalnie nasze możliwości.<br />
Cały zachód jest pełny ludzi, którzy inwestowali bardzo dużo. Teraz myślą, że mogą żyć z tego przez całe lata. Nieprawda, trzeba ciągle inwestować. Widzę po kolegach z Włoch, którzy dostaną od Taty mieszkanie w centrum miasta, od Mamy dostaną drugie mieszkanie, w jednym mieszkają, w drugim wynajmują i tylko czekają na czynsz co miesiąc. To jest tragedia. To jest brak inwestycji i projektów.<br />
Wszyscy mówią, że Afryka jest biedna. Ale tam ludzie inwestują. My widzimy tę biedę, ale w 10 lat zrobili tyle co Europa w 100 lat.  Każde przedsiębiorstwo jest jak człowiek, ma swoją młodość, swój wiek i swoją starość, a jeżeli nie ma potem nowej generacji to jest strata ogromna.<br />
Przedsiębiorca to jest artysta. On szuka perfekcji. Cokolwiek to jest czy szamba czy makarony czy wielkie mosty, on zawsze szuka perfekcji. Są ludzie, którzy na mnie mówią makaroniarz, ale ja jestem dumny z tego. Mogłem w życiu robić wiele rzeczy, ale robię makarony i staram się najlepiej jak mogę. Nigdy nie będę perfekcyjny, ale zawsze się staram.<br />
W latach 90 kiedy kupowałem zakład, makarony z Malborka były najlepsze w Polsce, ale co zrobić, aby były najlepsze na świecie. W końcu udało nam się uzyskać ten tytuł. I to nie taki jak w konkursie Teraz Polska, gdzie jak ktoś zapłaci to ma. Malma ma najlepsze makarony według SlowFoody czy dziennikarzy włoskich, a także największych szefów kuchni świata. To była niespodzianka dla Włochów, że najlepszy makaron wybrany przez Jury to był makaron Malma z Malborka.</p>
<p><strong>KC: A jak wyglądały pierwsze dni Twojej pracy?</strong></p>
<p>KC:  Malma było pierwsza prywatyzacja w Polsce. Oprócz zorganizowania pieniędzy na zakup musiałem także przekonać świat polityczny. Byłem największym inwestorem do 1994 roku. Poszedłem do burmistrza Malborka i powiedziałem, że chcę kupić makaroniarnię. Ona była warta niewiele. Maszyny mające po 20 lat, budynki rozwalające się. To nie znaczy, że była katastrofa. Ludzie i makaron byli najlepsi w Polsce.<br />
W latach 80 komuniści inwestowali bardzo dużo w zakłady, inwestowali we wszystkie zakłady poza Malborkiem. Zapytałem się dlaczego Malma nie była modernizowana. Usłyszałem, że dlatego, że nie było reklamacji od klientów. To znaczy, że inwestycje były robione tam gdzie był zły produkt, źli ludzie, złe wszystko, a tam gdzie produkt był dobry i ludzie zaradni to nic nie inwestowano.<br />
Poszedłem do zakładów i spotkałem dyrektora, który zgodził się na moje inwestycje. Poszedłem do burmistrza, który powiedział, że musi mieć zgodę ministerstwa, bo to jest pierwsza prywatyzacja w Polsce i on nie wie jak ja przyprowadzić. A więc potrzebowaliśmy zgodę od ministerstwa, ale nikt nie chciał ją udzielić. Słyszałem – będą mi mówić, że ja otrzymałem łapówkę od Pana. Jednak tutaj moje doświadczenie w administracji pomogło. Sporządziłem więc notatkę w której pytałem się ministra – czy minister ma coś przeciwko mojemu projektowi. Minister odpisał, że nie ma nic przeciwko. Poszedłem do burmistrza, że już jest zgoda ministra. Jeżeli ktoś nie może powiedzieć Tak, to wcale nie znaczy, że mówi nie. Trzeba mu tylko dobrze sformułować pytanie.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/Dwa_lata_ratowanie_firmy_5047378.jpg"><img class="size-medium wp-image-855 alignleft" style="margin: 10px;" title="Dwa_lata_ratowanie_firmy_5047378" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/05/Dwa_lata_ratowanie_firmy_5047378-300x215.jpg" alt="" width="300" height="215" /></a>KC: Ale z tego co pamiętam, zakłady nie nazywały się wtedy Malma?</strong></p>
<p>MM: Ja nazywałem wtedy tą firmę Danuta. Myśląc o Pani Danucie Wałęsowej. Danuta to jest super imię. Proste litery, typowo polskie imię, nie ma „rz” „cz” wszystkie litery nadają się na markę międzynarodową.<br />
Te imię dało nam szczęścia. Obiecałem wszystkim podwójne pensje, ale sytuacja spółka nie była wesoła. Dokładnie wtedy gazeta NIE opublikowała artykuł, że „Danuta Wałęsowa kupiła makaroniarnię”. To oczywiście była nieprawda.  Artykuł ten jednak podwoił mi sprzedaż. Wtedy pewien taksówkarz mi mówił, że jest wielki skandal w Polsce, że Pani Danuta kupiła makaroniarnię. Ja się pytam, czy jest Pan pewien, on mówił, że Tak, że ma dowody. Wczoraj Wałęsa był w radio i powiedział „Ja jestem jak każdy Polak, jak potrzebuję pieniędzy idę do Danusi”.<br />
Z powodu szacunku do Pani Wałęsowej nie chciałem nazywać nasze makarony pod marką Danuta. Wybraliśmy nazwę MALMA, czyli „Malborskie Makarony” i stworzyliśmy logo. Zaczynaliśmy się reklamować w telewizji. Była to pierwsza reklama polskiej marki żywnościowej w TV publicznej. Zrobiliśmy wiele spotów ze wspaniałymi aktorami jak Michnikowski i Sophia Loren.<br />
Nawet ja bawiłem się w aktora. Produkowaliśmy program dla TV Smakosze Rozkosze, gdzie uczyliśmy widzów gotować różne rzeczy z udziałem makaronu. Do gotowania zapraszaliśmy znanych ludzi. Dzięki temu wpływaliśmy na kulturę kulinarnej Polaków. Wtedy Polacy głównie jedli makaron w zupie, a nie jako osobna potrawa jak jedzą je Włosi. Do zupy się wrzuci 30g makaronu, a pomieszanie z sosem 100g. Wtedy Polacy nie umieli robić sosu bolońskiego. Program był nadawany między innymi w niedzielę o 7 rano. Kiedyś będąc w kościele na 9:30 ksiądz w momencie podania mi do ust komunii powiedział cichutko – smaczny ten makaron był dzisiaj :).<br />
Dzięki tym akcjom w ciągu pół roku byliśmy liderem na rynku makaronów w kraju.</p>
<p><strong>KC: A skąd się wzięła sława Malmy na świecie?</strong></p>
<p>MM: Kiedyś zadzwonił organizator konkursu, aby zaprosić mnie do Jury, aby wybrać najlepszą książkę oraz program TV o tematyce kulinarnej na świecie. Początkowo myślałem, że chodzi im o sponsoring, ale miałem być członkiem jury. Mówiłem im, to pomyłka ale stanowczą zaprzeczali mówiąc „jest Pan wielką gwiazdą TV w Polsce”. To była przesada, ale się zgodziłem. Pojechałem z żoną do Cannes na 3 dni. Byli tam najwięksi kucharze oraz znawcy kuchni świata, szef dział kulinarny New York Times’a i wiele innych światowych gwiazd. Dzięki temu poznałem ciekawe osoby, które mi bardzo potem pomogły.</p>
<p><strong>KC: No ale nadal nie mogę zrozumieć jak Polski makaron został uznany za najlepszy na świecie?</strong></p>
<p>MM:  Wszyscy myślą, że od zawsze Włosi jedzą dużo makaronu. Jednak kiedy byłem młody, mieszkałem w Mediolanie i tam przeważały ryż i polenta z kukurydzy, które rosną na północy Włoch. Makaron natomiast był importowany z południa Włoch, z Neapolu i żadnej konsumowany. Północni Włosi nie umieli gotować makaronu jak Neapolitance. Dopiero się uczyli.<br />
Cała sztuka w gotowaniu makaronu to jest wyjąć go z wody w odpowiednim momencie. Bo trzeba go wyjąć lekko niedogotowany, bo po wyjęciu, makaron nadal się gotuje i dochodzi do siebie przez 2 minuty. Jak się wyjmie za późno go rozgotujemy i będzie niedobry.<br />
Jedna spółka z Północy Włoch, Barilla wymyśliła sposób na to. Wymyśliła taki makaron, który nie da się rozgotować. Uncle Bens z ryżem podobnie. To jest genialne, gdyż gospodynie przeważnie nie wiedzą, jak gotować makaron. Czy to znaczy, że ten produkt jest lepszy. Nie. Jest smakowo gorszy, ale jest wygodny. Jednak dzisiaj gospodyni na północy Włoch szukają makaron o bardziej wyrafinowanym smaku bo nauczyły się go gotować idealnie jak na południu kraju. Dzisiaj nasz makaron jest doceniany w Polsce i we Włoszech bo jest właśnie wyprodukowany według stare neapolitańskie receptury, które dają przewagę do smaku.</p>
<p><strong>KC: Dużo się mówi, że w latach 90-tych było więcej wolności niż dzisiaj. Potwierdzasz to?</strong></p>
<p>MM: Wolność jest bardzo ważna. Żeby nie poddawać się myślą czy rolom nam narzuconym, ale aby móc wybierać. Jest choroba w tym kraju, która nazywa się Gazeta Wyborcza. Tak nie powinno być, że jest jedna gazeta. Nie mówię, że jest to zła gazeta. Mają bardzo dobre dziennikarzy, którzy ładnie piszą. Problem w tym, że nie ma w prasie alternatywy o porównywalnej sile. To jest nienormalnie. Ostatecznie może być jedna gazeta, ale trzeba brać z niej tylko 50%.</p>
<p><strong>KC: Ale trzeba wiedzieć, które 50%?</strong></p>
<p>MM:  Tak, trzeba wiedzieć które, ale nawet jeżeli weźmie się artykuł i stawi się NIE w miejsce każdego TAK a TAK zamiast NIE, i tak nie uzyska się prawdy.<br />
Jedna rzecz, której w Polsce dla mnie jest za dużo to tzw. inteligencji a za mało normalnych ludzi. Wielu ludzi po to, aby pokazać, że są członkami tej inteligencji brakują podlejsza krytycznego do tego co przedstawiają im media. Będąc w Malborku i widząc realia robotnicze nie mogę dzielić świat pomiędzy inteligencja i inni. Jeden francuski pisarz powiedział, że wśród mniejszości inteligenckiej, większość jest imbecylami. Prości ludzie mają zdrowy rozsądek. Wspominam w Grecji staruszkę z odległej wsi, która mi powiedziała, że ówczesny Premier jest nie godny zaufania, gdyż nigdy nie zostało wybrany przez własny miasteczku, dopiero musiał wyjechać 500 km dalej aby być wybrany. To są mądrości prostych ludzi. Byłem bardzo wzruszony, jak się mówiło, że Wałęsa jest głupi, bo jest elektrykiem. Wałęsa był człowiekiem, który kierował organizacją w której było 10 milionów ludzi i to przez 10 lat.<br />
Nawet u mnie w zakładzie był początkowo podział między pracownikami umysłowymi i fizycznymi. Na lepszych i gorszych. Mówiłem, że nie ma takiego rozróżnienia, że każdy z nas jest i umysłowy i fizyczny.<br />
Rozmawiamy teraz ze światem, gdzie z jednej strony mamy Murzynów w Afryce, którzy są biedni. Trzeba z nimi rozmawiać, coś robić, a nie mówić, że to są prymitywy, a my wiemy lepiej a oni nigdy sobie sami nie dadzą rady. Kiedy mówimy o terroryzmie Arabów to warto przypomnieć sobie, że jeszcze 60 lat temu Europa wytworzyła Hitlera i Stalina. Nie są to przecież czasy odległy. Trochę skromności. Między ślimakiem a człowiekiem jest 2 lub 3 procent różnicy, ale między dwoma ludźmi nie ma różnicy waloru.</p>
<p><strong>KC: Jak dotrzeć do mediów?</strong></p>
<p>MM:  Trzeba się z mediami spotykać. Co 3 miesiące jeździłem do Neapolu. Kolebka kultury makaronu to nie są cały Włochy, tylko konkretny Neapol. Tam i rozmawiałem z szefami kuchni, z dziennikarzami, zapraszałem ich do Polski.</p>
<p><strong>KC: Tak to wszystko ładnie wygląda, ale było coś co się nie udało?</strong></p>
<p>MM:Robiliśmy kiedyś Pizze. W Niemczech wtedy rynek był miliard pizzy rocznie, a w Polsce 5 milionów. Uznałem, że warto więc inwestować w ten rynek. Zainwestowaliśmy i klęska. Dlaczego? Bo Niemcy stosowały cenę dumpingową dla Polski. Bo jak ktoś produkuje miliard pizzy to dla niego 5 milionów sztuk to nic. Jednak inwestycja ta posłużyła do kolejnej: uruchomiliśmy produkcję pierogów i postawiliśmy na produkcji pizze z wyższej półki. Z sukcesem.</p>
<p><strong>KC: A rynek włoski?</strong></p>
<p>MM:  Musieliśmy być w Neapolu. Bo gdybyś my nie byli w Neapolu u najlepszego szefa kuchni oznaczałoby to, że nie jesteśmy najlepsi na świecie. Najlepszy kucharz w Neapolu kupuje Malmę i głośno o tym mówi. Uczestniczyłem w takich ślepych próbach na najlepszy makaron. Wszyscy szefowie najlepszych restauracji i dziennikarze włoscy próbując 10 różnych makaronów mówili jednogłośnie, że ten nasz makaron Malma jest najlepszy. Wtedy zaprosiłem tych kucharzy do Polski, robiliśmy wywiady z różnymi gazetami Polskimi.<br />
Udało nam się także zaangażować Sophii Loren, która wystąpiła w reklamie naszych makaronów, mówiąc: „To co najbardziej mi się podoba w Polsce to muzyka Chopina i makaron Malma”. Sophii Loren wtedy była w Malborku, my zrobiliśmy z tego wielki event, nasi specjaliści od PR naprawdę się wykazali.  Dziennik telewizyjny przez 3 dni mówił tylko o Sophii Loren. Kiedy była premiera tej reklamówki ja byłem we Włoszech, spotkałem się z dziennikarzami, robiłem tam konferencję prasową i od razu największa gazeta dał nagłówek wielkimi literami „Sophii Lorem zdradziłaś nas”. Następnego dnia był nagłówek „Odpowiedź polskiego makaroniarza”. Wtedy rynek włoski nam się otworzył. Każda najlepsza restauracja musiała mieć Malmę.</p>
<p><strong>KC: Czyli makaron malma to włoski makaron produkowany w Polsce?</strong></p>
<p>MM: Malma jest to tradycyjny Neapolitański styl makaronowy. Tutaj trzeba eksperta, aby to robić i gotować. Nie boję się tego. Tłumaczyłem w TV jak należy go przygotowywać. Jednak zawsze podkreślam, że my robimy makaron Polski, nie makaron Włoski. Jeżeli chcę być luksusowy nie mogę kłamać odnośnie swojego źródła. Muszę to bardzo wyraźnie pokazać.<br />
Jednak najlepszy makaron to także wyróżniające się opakowanie. Kiedy otworzyły nam się światowe rynki, wynajęliśmy najlepszego projektanta na świecie. Projektował on logo dla Benetona, Lancia, American Airlines, Bloomingdales. Poprosiłem go o logo super nowoczesne. On wymyślił grafikę obecnej Malmy. Długie proste litery, przypominające makaron, czerwony na białym tle, co znaczy, że to Polska. Dzisiaj każdy uznaje, że to Logo to bardzo dobra rzecz.<br />
Każdy produkt musi mieć także swoją historię. Nasza historia mówi, że w XVIII wieku najlepsza pszenica pochodziła z Ukrainy i z Polski. To jest znana historia w Neapolu, że najlepsze ziarna to były właśnie stamtąd. Jednak kiedy była rewolucja, polscy i ukraińscy rolnicy wyjechali, głównie do Kanady, oczywiście z tą pszenicą w kieszeni. I teraz  wiadomo, że jeżeli chcemy te najlepsze ziarna z tej starej dobrej pszenicy, z której były robione najlepsze makarony, te sławne w XVIII wieku, to tylko można je kupić w Kanadzie. My właśnie tam kupujemy ziarna.<br />
W całych Włoszech jest 5 restauracji, które mają nadane 3 gwiazdek. Do tych 5 restauracji trafiliśmy z naszym makaronem Malma. Robiliśmy reklamy z szefami kuchni tych restauracji.</p>
<p><strong><br />
KC: Ta historia zaczyna być za piękna. Czy firma naprawdę nie miała większych problemów czy sytuacji w których była na krawędzi bankructwa?</strong></p>
<p>MM: Były takie momenty. W 1993 roku kupowaliśmy zakład we Wrocławiu. Jest to 6 hektarów w centrum miasta i młyn. Jedyny młyn do makaronów w Polsce. Był to ważny moment. Nie miałem wtedy pieniędzy, ale chciałem mieć ten zakład. Po trudnościach udało mi się wygrać przetarg. Dogadałem się wtedy z Barillą, że oni zapłacą i podzieliliśmy się spółką Malma . Byli z tego zadowoleni bo dałem im 20% rynku w Polsce, ja też byłem zadowolony.<br />
Niestety rok później umarł właściciel Barilli, a nowy zarządca, były prezes Procter &#038; Gamble oznajmił mi, że  mam 2 tygodnie na wyniesienie się. Zgodziłem się, bo nie myślałem, że uda mi się wygrać z takim kolosem. Barilla oznajmiła mi wolę kupna mojej połowy spółki za pół miliona dolarów. Ja jednak się upomniałem, że zgodnie z umową moja część była warta 10 milionów dolarów. Tak zaczęła się walka między nami.<br />
Mam super prawnika z Polski. Pycha Barilli spowodowała, że nie docenili tego przeciwnika. Popełniła pomyłka przez który nie kontrolowałem już 50%, lecz 51% spółki Malma. Wtedy, miałem do dyspozycji cały zakład, a także wyłączność na znaku Barilla dla Rosji oraz Ukrainy. Potężny majątek. Kilka tygodni później zadzwonił do mnie syn Barilli mówiąc, „Michel, Malma jest Twoja”. Ja powiedziałem, że wiem, że chcę być uczciwy i oddać im znak towarowy Barilla ale odkupić ich połowę spółki po cenie na jaką oni wycenili moje akcje. Dzięki temu odkupiłem wszystkie akcje bardzo tanio. Dzięki temu stałem się właścicielem całości firmy. Były to ciężkie chwile, ale w rezultacie firma zyskała na tym bardzo dużo.<br />
Kiedy byłem we Francji w jednej firmie makaronowej widziałem wielki hol, marmur. My nie mamy pieniędzy na marmury. My jesteśmy w fazie młodości w firmie. Młodość oznacza, że nie mamy pieniędzy. Marzymy dużo i jesteśmy gotowi pracować bardzo długo. Młodość daje też zaufanie, ludzie inwestują w nas, bo widzą przyszłość. Firma Malma jest bardzo rentowna operacyjnie, ale kapitałowo nie może jeszcze zarabiać.</p>
<p><strong>KC: To dlaczego brałeś kredyty na rozwój firmy zamiast sprzedać część akcji inwestorowi?</strong></p>
<p>MM: Bardzo łatwo jest dla przedsiębiorcy rozwijać się idąc na giełdę. Jednakże tylko do pewnego stopnia jeżeli chce się utrzymać charakter rodzinny firmy gwarantując długofalową strategię, która jest po prostu niezbędna dla sukcesu firm w przemyśle. Przekładem są Michelin, Fiat, Peugeot, Ford, Johnson. Trzeba pamiętać, że początki są zawsze trudne dla tego, który inwestując chciałby otrzymać szybki zwrot . W pierwszych latach miałem stopy procentowe 36%. Jedna czwarta moich obrotów to były stopy procentowe, a kolejna 1/4 to była amortyzacja. To nie znaczy, że nie zarabiałem. Miałem ogromny sukces bo osiągnąłem 10% zysku operacyjnego.</p>
<p><strong>KC: A nie korciło cię sprzedać firmę, skoro tak dobrze funkcjonuje?</strong></p>
<p>MM: Kiedy miałem 35 lat Barilla robiła mi propozycje odkupu całej firmy. Byłem bardzo zadowolony. Umówiliśmy się na wieczór, piliśmy wino, a prezes Barilli mówił, że celem jego jest zamknięcie zakładu w Malborku. Ja mogę sprzedać moje dziecko, ale nie zabić je. Odmówiłem sprzedaż firmy. Wtedy mogłem stać się bogaty, nie pracować do końca życia.<br />
W 2001 i 2002 roku mieliśmy bardzo trudny moment. Stopy procentowy były długofalowo ponad 20%, złotówka się umocniła a makarony importowane ze względu na kurs potaniały o 25%. Wtedy mieliśmy wielki problem.</p>
<p><strong>KC: Czy to właśnie wtedy Malma zaczynała przeżywać kłopoty?</strong><br />
MM: Tutaj właśnie jest moment, który wykorzystał szef banku PeKaO S.A. Zaproponowali mi wejście na giełdę, aby pozyskać kapitał, który pozwoliłby spłacić kredyty. Wszystko przebiegało bardzo dobrze, jednak zmieniła się dyrekcja banku i prezesem został Jan Krzysztof Bielecki. Okazało się, że jest on moim przeciwnikiem. Powiedział, że Bank nie wpuści firmy na giełdę i przedłużył nam kredytów.<br />
Bielecki wtedy wiedział jaki majątek posiadam. Było to między innymi 6 hektarów w Centrum Wrocławia. I głównie o to poszło. Później, Bank z dnia na dzień wypowiedział umowę kredytową. Celem tej operacji było zamkniecie zakładów i pozbycie się pracowników, nie dając im odszkodowań.<br />
1 czerwca 2005 roku Bank podpisał umowę prywatną i tajną z grupą developerską Pirelli. Bank dał developerowi opcję na wszystkie nieruchomości banku w Europie. To oznacza ze jeżeli Bank przejmie jakąś nieruchomość to ma ją proponować ekskluzywnie do Pirelli. Jeżeli Pirelli nie jest zainteresowany, dopiero wtedy nieruchomość może trafić na rynek. To jest wielki skandal.<br />
Porozumienie to zwane było Umową Chopin.<br />
Kilka dni później Bank wypowiedział mi kredyty. Ja w tej sytuacji gram bardzo uczciwie. Oni myśleli, że ja się będę bronił, bo znają mój charakter. Ja im powiedziałem, że zgadzam się sprzedać to co mam, czyli funkcjonująca firma i z tego spłacić kredyty. Ja nie chcę aby ta firma umierała. Oni mi zaproponowali, abym dał im pełnomocnictwo, do szukania tego inwestora. Musiałem to podpisać, bo albo bym podpisał, albo jutro firma będzie zamknięta. Przez 9 miesięcy bank nie znalazł nikogo, a wszyscy inwestorzy, których ja znalazłem byli odrzucani. Miałem inwestorów, którzy skłonni byli spłacić dług, jednak bank nie chciał spłaty, tylko chcieli przejąć zakład, pusty, bez pracowników. Bank potem wyłączył nam prąd, zakręcał wodę i stanyła produkcja.<br />
Już mówiłem, że ja jestem gotowy wszystko stracić, ale ja walczę na życie, nie na śmierć. Aby przedłużyć życie zakładu dałem cały swój prywatny majątek na zabezpieczenie do Banku pod warunkiem, że nie zamkną firmę. To znaczy, że ja byłem gotowy stracić 100% to co ja mam. Dokładnie w dniu, gdy podpisaliśmy hipotekę, bank zamknął firmę. Złamał jasno umowę. Musiałem się bronić. Wydzierżawiłem całą firmę innej firmie na 25 lat.<br />
Mój cel to uratować moich pracowników. Przez rok, bez pensji pilnowali zakładu. To jest niespotykane. Jest to wynik 15 lat super relacji i traktowania pracowników normalnie. Liczyć się ze robotnikami. To mi wszystko wróciło. Robiliśmy w zakładzie Boże Narodzenie, Sylwester. W efekcie, dzięki pomocy i pracowników produkcja po roku ruszyła ponownie. Odzyskaliśmy dopiero 1/3 obrotu tego co było przed przerwą.<br />
W międzyczasie sądziliśmy się. Najpierw, Bank przegrał wszystko w pierwszej instancji. Ale Bank ma potęgę, który nazywa się Bielecki. Okazuje się, że prezes sądu był zmieniony, skład sędziowski się zmienił, i nagle po 2 latach sąd jest dokładnie przeciwko mnie. Bank zaczyna przesadzać.<br />
Wszystko potoczyło się o pszenicę, która leżała w silosie zmagazynowana na rok produkcji. Ta pszenica nie może leżeć bez wentylacji, bo może się popsuć. Pracownicy, którzy pilnowali zakład widzieli, że mogliśmy z tego robić makaron, sprzedawać go i oddawać więcej pieniędzy do banku, ale bank tego nie chciał, bank nie chciał nic dawać pracownikom aby sobie zabrać nasze pusty tereny. Bank ma za sobą siłę polityczną przez Jana Krzysztofa Bieleckiego.<br />
W tym momencie Bank zaczynał robić błędy. Aby wygrać w sądzie Bank rozdzielił sprawę Malmy na kilka procesów. W każdym używa różnych argumentów, które mu pasują w danym procesie. Jednak kiedy się to wszystko składa, widzi się, że argumenty które użył w jednym procesie są sprzeczne z argumentami w innym procesie. Nie można powiedzieć, że ja wydzierżawiłem zakład za darmo, a w innym procesie, że cena jest adekwatna. Nie można powiedzieć, że firma pracuje, a w innym procesie, że nie pracuje i nie zatrudnia pracowników. Jestem skonsternowany faktem, że część sędziów przejmuje sprzeczne między sobą argumenty Banku, igrając w ten sposób z podstawową zasadą Państwa prawa. Za sprzeniewierzenie pszenicy, które było jej ratowaniem dostałem wyrok w zawieszeniu, z którego się odwołałem. Dzięki temu wyrokowi dostałem bardzo dużo sympatii od różnych środowisk, nawet od prawników, którzy zaczęli mnie bronić za darmo. Dla nich to jest bardzo duża odwaga, bo oni tracą bardzo poważnego potencjalnego klienta.<br />
Jestem obecnie przekonany, że wygramy tę bitwę. Ja nie mam nic do tego banku, chcę, aby zwrócili mi majątek, abym mógł pracować i produkować. Przez kilka lat zamiast się modernizować, zmarnowaliśmy czas na niepotrzebnej wojny.</p>
<p><strong>KC: I tego właśnie Ci życzę. W imieniu czytelników Milionera, dziękuję serdecznie za wywiad.</strong></p>
<p>MM: To ja dziękuję. Pozdrawiam wszystkich. No i oczywiście zapraszam do jedzenia makaronów Malma.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/michel-marbot-historia-zakladow-malma.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Millionaire Magazine #14</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-14.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-14.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Jan 2011 17:15:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Millionaire Magazine</dc:creator>
				<category><![CDATA[Co w numerze?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=833</guid>
		<description><![CDATA[Artykuły dostępne on-line: Krzysztof Król – Jak zrobić biznes na dyskotekach? Wywiad z Krzysztofem Królem, który jest między innymi organizatorem największej nielegalnej imprezy masowej w Polsce, a także prowadzi firmę organizującą dyskoteki w całej Polsce. W jaki sposób mafia kradnie całe firm Zapis wystąpienia Pana Lecha Jeziornego podczas Seminarium Alternatywnego dotyczącego prześladowania przedsiębiorców przez urzędy. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/mm14.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-841" style="margin: 10px;" title="mm14" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/mm14.jpg" alt="" width="210" height="293" /></a>Artykuły dostępne on-line:</strong></h1>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/krzysztof-krol-jak-zrobic-biznes-na-dyskotekach.html" target="_blank">Krzysztof Król – Jak zrobić biznes na dyskotekach?</a></p>
<p>Wywiad z Krzysztofem Królem, który jest między innymi organizatorem największej nielegalnej imprezy masowej w Polsce, a także prowadzi firmę organizującą dyskoteki w całej Polsce.</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/w-jaki-sposob-mafia-kradnie-cale-firmy.html" target="_blank">W jaki sposób mafia kradnie całe firm</a></p>
<p>Zapis wystąpienia Pana Lecha Jeziornego podczas Seminarium Alternatywnego dotyczącego prześladowania przedsiębiorców przez urzędy.</p>
<h1><strong> </strong><strong> </strong><strong> </strong><strong>Wyjątkowo polecamy:</strong></h1>
<p><strong>Giganci, którzy wygrali z rządem<br />
</strong></p>
<p>Historyczny artykuł opowiadający o gigantach w amerykańskiej gospodarce, którzy wygrali konkurencję z dofinansowanymi przez Państwo konkurentami. Firmy budujące koleje w dawnej Ameryce otrzymywały od rządu ziemię, niekiedy nawet 1/3 danego stanu. Pomimo tego, przegrały konkurencję z prywatnymi firmami, które budowały kolej za swoje pieniądze.</p>
<p><strong>Jak zachować się podczas kontroli<br />
</strong></p>
<p>Artykuł człowieka, który był prześladowany przez Urzędników, podczas aresztowania stracił nawet wzrok. Opisuje on nam, co mamy zrobić i jak zachować się podczas kontroli.</p>
<p><strong>Sztuczne witaminy i mordercze szczepionki<br />
</strong></p>
<p>Artykuł o branży farmaceutycznej oraz prezentacja badań na temat szkodliwości używania leków, a także przyjmowania szczepionek. Artykuł zainteresuje każdego, któremu zdrowie leży na sercu.</p>
<h1><strong>Spis Treści:</strong></h1>
<p><strong>WYWIAD RZEKA</strong><br />
04 Krzysztof Król</p>
<p><strong>EDUKACJA</strong><br />
12 Myślenie klientem<br />
16 Wydajność przed wszsytkim</p>
<p><strong>HISTORIA</strong><br />
20 Giganci, którzy<br />
wygrali z rządem</p>
<p><strong>FINANSE I PODATKI</strong><br />
26 Jak zachować się podczas kontroli</p>
<p><strong>WITAJ W ŻYCIU</strong><br />
32 W jaki sposób mafia<br />
kradnie całe firmy?</p>
<p><strong>ZARZĄDZANIE</strong><br />
40 Definicje Prawdy i Jakości</p>
<p><strong>EKONOMIA</strong><br />
42 Nie mam nic, mam bank<br />
44 Zjeść Bogatych</p>
<p><strong>PODRÓŻE MILIONERA</strong><br />
46 ALBANIA</p>
<p><strong>BIBLIOTEKA MILIONERA</strong><br />
52 Intelektualiści mądrzy<br />
i niemądrzy<br />
53 Wykończyć bogatych</p>
<p><strong>ZDROWIE</strong><br />
54 Sztuczne witaminy<br />
i mordercze szczepionki</p>
<p><strong>CIEKAWSOTKI</strong><br />
60 Polska<br />
62 Zagranica</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/zamawiam"><img src="http://www.millionaire.pl/images/takchce.jpg" border="0" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-14.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W jaki sposób mafia kradnie całe firmy</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/w-jaki-sposob-mafia-kradnie-cale-firmy.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/w-jaki-sposob-mafia-kradnie-cale-firmy.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Jan 2011 17:03:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Millionaire Magazine</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=823</guid>
		<description><![CDATA[O mojej działalności Obecnie mam 55 lat. W  czasach PRL-u należałem do opozycji, byłem internowany, angażowałem się w młodzieżowy Ruch Młodej Polski, później byłem doradcą przewodniczącego Zarządcy Regionu w Solidarności na Śląsku. Po zakończeniu stanu wojennego kontynuowałem działalność opozycyjną. Do zajęcia się przedsiębiorczością zachęcił mnie Mirosław Dzielski, jedna z bardziej znanych osób w Krakowie, (filozof, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/krak1.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-826" style="margin: 10px;" title="krak1" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/krak1.jpg" alt="" width="169" height="135" /></a>O mojej działalności</strong></p>
<p>Obecnie mam 55 lat. W  czasach PRL-u należałem do opozycji, byłem internowany, angażowałem się w młodzieżowy Ruch Młodej Polski, później byłem doradcą przewodniczącego Zarządcy Regionu w Solidarności na Śląsku. Po zakończeniu stanu wojennego kontynuowałem działalność opozycyjną. Do zajęcia się przedsiębiorczością zachęcił mnie Mirosław Dzielski, jedna z bardziej znanych osób w Krakowie, (filozof, polityk, człowiekiem który miał wizję). Razem z nim i wieloma innymi osobami założyłem w połowie lat 80-tych, (dokładnie w 1985 roku) Krakowskie Towarzystwo Przemysłowe, które miało na celu propagowanie idei wolnej przedsiębiorczości, gospodarki wolnorynkowej i prywatnej formy własności. Uważałem, że to jest moja misja &#8211; w jakiś sposób życiowa, że zaangażowanie na rzecz pro kapitalistycznych różnych przedsięwzięć jest tym co Polsce jest rzeczywiście potrzebne, po to, abyśmy mogli przygotowywać sobie i kadry i koncepcje rozwoju gospodarczego. Mirosław Dzielski uważał, że myśląc o Polsce, możemy się skoncentrować na tych mniejszych ojczyznach, nie musimy tylko i wyłącznie myśleć w kategoriach globalnych, co dla całej Polski  i uważał, że możemy również sporo zrobić dla samego Krakowa. W związku z tym w 1988 roku zorganizował seminarium, gdzie była ta światlejsza część aparatu partyjnego, która była związana z uczelniami i tam właśnie krakowscy przedsiębiorcy, czy ludzie z uczelni, którzy myśleli o gospodarce wolnorynkowej, przedstawiali pewne idee reformy, powiedziałbym małych kroków, że w Krakowie powstanie strefa wolnej przedsiębiorczości, czy pewne regulacje, które mogły być korzystne, a równocześnie nie wywracać całego porządku politycznego,  który w tamtych czasach wydawał się, że jest stosunkowo odległy. Okazało się, że z jednej strony te działania miały jakiś skutek, bo sporo osób zaczęło myśleć twórczo. Ustawa Pana Wilczka, myślę, że w jakieś mierze też była efektem podobnych działań w całej Polsce.</p>
<p>W 1989 roku pojawiały się nowe możliwości i uważałem, że moją powinnością jest  zaangażowanie na rzecz już takich prawdziwych inicjatyw gospodarczych, oczywiście kontynuując działalność na rzecz rozwoju możliwości dla ludzi, którzy nie mieli dostępu do literatury wolnorynkowej, do myśli wolnorynkowej. Byłem jednym z założycieli Instytutu Mirosława Dzielskiego, który wydawał publikacje właśnie na tematy gospodarcze i jakby pewnej myśli ekonomicznej związanej z gospodarką wolnorynkową. Zorganizowaliśmy pierwszą szkołę biznesu w Krakowie itp.</p>
<p><strong>Narodowy Fundusz Inwestycyjny</strong></p>
<p>W poważniejszy biznes wszedłem w 1995 roku, kiedy zostałem dyrektorem inwestycyjnym w jednym z Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Wcześniej prowadziłem działalność doradczą, zaangażowany byłem w programy restrukturyzacyjne różnych przedsiębiorstw, przeważnie prywatnych i w 1995 roku rzeczywiście mogłem działać na szerszą skalę. NFI są dzisiaj różnie oceniane, ale ten mój NFI Magna Polonia wydaje mi się, że był funduszem bardzo uczciwym i bardzo twórczo podchodzącym do rzeczywistości. Zrealizowaliśmy sporo projektów inwestycyjnych i kilkuletnia działalność przyniosła mi rzeczywiście sporo doświadczeń i wiedzy. Jednak mój okres zaangażowania w Fundusz miał jedną zasadniczą wadę, ponad połowę czasu musiałem spędzać poza Krakowem, jeżdżąc po Polsce lub po Warszawie. Po kilku latach stwierdziłem, że wolę się angażować we własne przedsięwzięcie, ale lokalnie w Krakowie tak, abym mógł więcej czasu spędzać w domu.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/mieso.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-824" style="margin: 10px;" title="mieso" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/mieso.jpg" alt="" width="314" height="234" /></a>KRAKMEAT i SAFRI</strong></p>
<p>W 1999 roku zwolniłem się z Funduszu i wspólnie z dwoma przyjaciółmi zrealizowaliśmy wykup managerski Krakowskich Zakładów Mięsnych oraz Towarzystwa Inwestycyjnego SAFRI. Był to czas, w którym zaczął się właśnie kryzys gospodarczy i rzeczywiście, był to czas w którym przedsiębiorcy mieli pod górkę. Tzn. zawsze mieli pod górkę, ale weszły pewne uwarunkowania makroekonomiczne, które spowodowały, że kredyty spowrotem zaczęły drożeć, a popyt zaczął maleć. Weszliśmy w te dwa przedsięwzięcia w sytuacji, która nie sprzyjała osiąganiu szybkich sukcesów. Okazało się jednak, że 4 lata wytężonej pracy spowodowały, że osiągnęliśmy pewien sukces, a właściwie duży sukces ponieważ zrealizowaliśmy nasze zamierzenia. Co prawda trwało to 2 lata dłużej niż planowaliśmy, ale zrealizowaliśmy je.<br />
Krakowskie zakłady mięsne były zapuszczone z dramatycznym stanem technicznym, położone w centralnym punkcie Krakowa, w zapuszczonej dzielnicy w odległości ponad kilometr od rynku, nad Wisłą. Nasz pomysł polegał na tym, żeby oczyścić ten teren z działalności związanej z przetwórstwem mięsa i przenieść tą działalność na peryferie Krakowa do dzielnicy przemysłowej, która by do tego się nadawała i na tym miejscu można by kontynuować działalność zakładu, który był rzeczywiście najstarszym przemysłowym funkcjonującym zakładem Krakowa, ponieważ data założenia rzeźni miejskiej w Krakowie była 1878 (akurat za naszej kadencji obchodziliśmy 125 rocznicę istnienia zakładu).</p>
<p>Aby ten cel osiągnąć czekała nas długa droga, podstawowym warunkiem było znalezienie dewelopera, który ten teren prawie 6 ha w centrum Krakowa, byłby w stanie zagospodarować, czyli kupić od nas, a równocześnie my w tym samym czasie wybudujemy zakład i przeniesiemy tam produkcję. Z dzisiejszej perspektywy wygląda to rzeczywiście prosto, jednak nie w realiach zmieniającego się prawa związanego z nieruchomościami.</p>
<p>Uważaliśmy, że ten teren jest unikalny, dlatego zadbaliśmy o to, aby inwestor rzeczywiście chciał zachować to co było tam z punktu widzenia urbanistycznego, czy architektonicznego najcenniejsze w starym zakładzie.  Zakład był mini miasteczkiem z bardzo wysokim płotem, o którym mało kto wiedział jak w środku wygląda.  Natomiast w środku, poza halami produkcyjnymi, które były w opłakanym stanie, istniała piękna uliczka dookoła której znajdowało się chyba 6 bardzo ładnych obiektów, domeczków z czerwonej cegły z XIX i z początku XX wieku. My uważaliśmy, że warto to odsłonić i pokazać Krakowianom oraz dobudować do tych zabytkowych obiektów nowe, które przyniosą inwestorowi sukces i spowodują, że będzie to ładne i funkcjonalne oraz biznesowo korzystne dla nas i dla inwestora.</p>
<p>Okazało się, że taki inwestor się znalazł &#8211; była to firma, która prowadzi w Warszawie Galerię Mokotów, firma GTC, z którą podpisaliśmy umowę w 2001 roku. Umowa została zawarta na pewnych warunkach, które trzeba było spełnić, aby inwestor mógł ten teren kupić. Rzeczywiście powiem, że cena tej nieruchomości, którą udało nam się wynegocjować była najwyższa w Krakowie (prawie 9 milionów dolarów). Wtedy dolar był lepiej nominowany niż Euro. Mówię to po to, aby za chwilę wytłumaczyć, że ta cena nie była bez znaczenia w kontekście późniejszych wydarzeń.</p>
<p>Równolegle zaczęliśmy realizować projekt budowy nowego zakładu. Znaleźliśmy dobrą lokalizację, znaleźliśmy miejsce gdzie udało nam się wybudować zakład i w kwietniu 2003 roku, czyli prawie po 2 latach od podpisania tej umowy najważniejszej z inwestorem, udało nam się otworzyć (z taką małą uroczystą oprawą, na której był wojewoda, prezydent miasta, biskup Nycz i wielu innych znakomitych gości), z hukiem nowy zakład. Uważaliśmy, że jest on sukcesem dla Krakowa, ponieważ w tym 2003 roku nie było za wiele inwestycji przemysłowych, były oczywiście inwestycje mieszkaniowe czy komercyjne, ale inwestycji strikte przemysłowych nie. Byliśmy jedyną fabryką otwartą w latach 2002-2004 w Krakowie. Uważaliśmy, że tworzymy 300 nowych miejsc pracy, zakład był zgodny z normami unijnymi, nowe wyposażenie, wszystko na najwyższym poziomie. Znawcy branży, rzeczywiście mówili, że jest to najnowocześniejszy zakład w Polsce południowej związany z przetwórstwem mięsnym.</p>
<p>Równolegle były działania związane ze spółką SAFRI, która była naszą drugą spółką, którą wykupiliśmy. Sprzedała one swoje główne aktywa, czyli spółkę Polmozbyt inwestorowi, który jakby oddzielił się i prowadził swój własny biznes od dwóch lat.</p>
<p><strong>Przebieg kontroli </strong></p>
<p>Opowiem Państwu co się wydarzyło w obu spółkach chronologicznie, gdyż niektóre wątki się łączą, niektóre są osobne, ale chronologia pozwoli nam to uporządkować.<br />
Na początku lutego 2003 roku do ówczesnego prezesa zarządu firmy Polmozbyt przyjechał osobiście, co się nie zdarza nigdy, ale wtedy właśnie się zdarzyło, naczelnik urzędu skarbowego i zawiadomił go, że jutro od 7.00 rano rozpoczyna kontrolę w spółce Polmozbyt i w związku z tym życzy sobie wszystkich dokumentów, wszystkich osób żeby były na miejscu itd. Jak naczelnik zapowiedział tak zrobił. Następnego dnia zaczęła się kontrola, która trwała do późnej jesieni 2003 roku.</p>
<p>Myśmy w kwietniu 2003 roku otwarli z dużym pozytywnym rozgłosem, kładę tutaj nacisk na słowo „pozytywnym”, nową inwestycję, nowy zakład. Uważaliśmy że restrukturyzując starą fabrykę daliśmy Krakowowi możliwość odkrycia nowych terenów dla siebie i jednocześnie kontynuowaliśmy działalność na terenach już do tego przeznaczonych. Uważaliśmy, że to jest sukces, robiliśmy to w sposób otwarty, informowaliśmy o wszystkim pracowników i opinię publiczną, udzielaliśmy wywiadów prasowych. Uważaliśmy, że pewna przejrzystość jest naszym atutem, bo tak rozumieliśmy pewną powinność społeczną, że biznes ma nie tylko wymiar indywidualny, ale także społeczny. Chcieliśmy, aby nasz przykład był tym przykładem pozytywnym, w sytuacji w której rzeczywiście było dużo artykułów jak to przedsiębiorcy oszukują pracowników, pracownicy pracodawców itp. My pokazaliśmy, że pewne trudne programy, można realizować przy otwartej kurtynie, przy przejrzystości, wiarygodności i rzetelności działania.</p>
<p>22 kwietnia 2003 roku otworzyliśmy fabrykę, natomiast 19 maja 2003 roku rozpoczęły się aresztowania w spółce Polmozbyt z którą byliśmy z 2 kolegami związani, ale dużo wcześniej. W chwili aresztowania żadnych związków z nią nie mieliśmy, ponieważ kupił ją przedsiębiorca, który sam ją rozwijał.</p>
<p>Zostało tam 6 osób  aresztowanych. Tradycyjnie o godzinie 6 rano, kominiarki, wiadomo jak to funkcjonuje. Dla nas to był szok, bo w prawdzie nie mieliśmy żadnych kontaktów, ale byliśmy zdziwieni, mieliśmy jakby nie patrzeć jakąś wiedzę na temat tej spółki. Nie spodziewaliśmy się, że mogły tam być jakieś nieprawidłowości i skąd taka sytuacja. Okazało się, że parę miesięcy później po wakacjach w 2003 roku. Dokładnie 21 lub 22  września zadzwonił do mnie ten sam naczelnik urzędu skarbowego i zapytał się, kto jest właścicielem zakładów mięsnych. Naczelnik, który dzwoni do managera czy do osoby związanej z firmą i przez telefon wypytuje o stan własnościowy to dosyć niestandardowa sytuacja, no ale zgodnie z przyjętymi zasadami pewnej przejrzystości, otwartości odpowiedziałem mu zgodnie z prawdą, że jest to spółka akcyjna, gdzie jest trzech właścicieli, ja i dwóch moich kolegów. On odłożył słuchawkę i okazało się, że 2 lub 3 dni później 25 września, po mnie oraz po dwóch moich kolegów przyszli Panowie z CBŚ.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/szynka.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-828" style="margin: 10px;" title="szynka" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/szynka.jpg" alt="" width="237" height="190" /></a>Aresztowania</strong></p>
<p>O 6.02 moja mama, która mieszkała piętro wyżej niż moja rodzina powiedziała: – „Lechu, właśnie do mnie zadzwonili i stoją pod domem z CBŚ, może wyjdź do nich”. Oczywiście odpowiedziałem, że zaraz wyjdę. Włożyłem na siebie jakieś spodnie, było jeszcze ciepło, więc nie zmieniałem podkoszulki wyszedłem do nich. Oczywiście tłoczyli się przed bramą, kamery itd. Ja spokojniutko powiedziałem, że zapraszam, wejdźcie sobie i jeżeli macie jakieś potrzeby to nie ma problemu. Powiedziałem, że proszę bardzo wszystko jest do dyspozycji. Żona spytała się czy piją kawę czy herbatę. To ich jakoś uspokoiło więc wyłączyli kamerę. Zaczęła się kilkugodzinna rewizja.</p>
<p>Dzieci jeszcze były stosunkowo małe. Najpierw był zakaz, że nie mogą wychodzić do szkoły, ale moja córka, która miała jakąś klasówkę tego dnia, troszeczkę była w szoku powiedziała, że absolutnie musi wyjść i mogę w pewnym stopniu powiedzieć, że się im wyrwała i wyszła z domu, chociaż wiem, że w innych przypadkach dzieciom zakazali policjanci wychodzić z domu. U mojego kolegi, który był aresztowany w pierwszej turze właśnie tej w maju, była dziewczynka, maturzystka, która miała tego dnia maturę ustną z języka polskiego i rzeczywiście policjanci o godzinę opóźnili jej wyjście z domu, dopiero po rewizji. Wyszła w szoku, oczywiście zdała maturę, ale było to traumatyczne przeżycie dla niej. W innym przypadku, kiedy były jeszcze mniejsze dzieci niż u mnie, był chłopczyk, który miał iść tego dnia pierwszy raz do szkoły, bo był to 1 września. Było to wielkie święto w rodzinie itp. Oczywiście nie poszedł i tak się zamknął w sobie, że przez rok praktycznie do nikogo się nie odzywał. Chłopak do tej pory ma problemy psychologiczne.</p>
<p><strong>Na komendzie</strong></p>
<p>Teraz wrócę do swojego przypadku. 25 września kiedy jadę z tymi funkcjonariuszami CBŚ na komendę, byłem przekonany, że jest to jakaś pokazówka, że jakieś nieporozumienie, byłem przekonany, że wrócę popołudniu, że jak prokurator mnie przesłucha to mu wszystko wyjaśnię. Nie miałem nic do ukrycia, biznes prowadziliśmy w sposób jak najbardziej otwarty.</p>
<p>Pierwsze zaskoczenie to takie, że siedzę na tej komendzie i nic się nie dzieje. Siedzę, siedzę i siedzę w jakimś pokoju do którego zwożono rzeczy zabrane z rewizji u mojego wspólnika Pawła Reja i zabrali mu też komórkę, której on nie wyłączył. Ja wyłączyłem komórkę, więc nie dzwoniła, była gdzieś indziej, ale w tym pokoju gdzie ja siedziałem oczywiście w towarzystwie funkcjonariuszy była też jego komórka, która dzwoniła i ja widziałem co się wyświetla na ekranie. Otóż dzwonił przedstawiciel inwestora z którym mieliśmy finalizować transakcję wejścia kapitałowego, inwestora branżowego do naszego zakładu, do tego nowo wybudowanego na przedmieściach Krakowa, który nazwaliśmy Krak Meat. Dzwonił, gdyż umówiliśmy się, że tego dnia ustalimy, kiedy będziemy podpisywali umowę już transakcyjną. Paweł był jego głównym rozmówcą, więc chciał się umówić na konkretną datę i godzinę podpisania tej umowy. Przez godzinę czy dwie regularnie dzwonił co 15 minut.</p>
<p>No i teraz taka sytuacja trochę filmowa. To wejście tego inwestora miało zwieńczyć naszą 4 letnią bardzo ciężką pracę. Miało jakby umożliwić zakładowi pełny rozwój i zwiększyć zdolności produkcyjne. No i widzę telefon, który jest. Oczywiście nie mogę podnieść bo funkcjonariusze by nie pozwolili, ale z drugiej strony nawet gdybym mógł to co bym mu powiedział, że gniję w jakiejś komendzie i nie wiem co się będzie działo? Może jest jakieś nieporozumienie, może jakaś pomyłka. Zęby zaciskałem, ale nic nie mogłem zrobić.</p>
<p>Wieczorem. Może to była 19.00 może 20.00, po całodniowym siedzeniu na komendzie, wziął mnie prokurator. W międzyczasie okazało się, że żona zadbała, aby zaprzyjaźniony adwokat przybył i był rzeczywiście przy tej rozmowie. Natomiast Pan prokurator Andrzej Kwaśniewski, który nadal robi karierę przedstawił mi zarzuty. To jest taka procedura, jak one wędrują później do sądu to się nazywa akt oskarżenia, natomiast postanowienie o przedstawieniu zarzutów to jest ten pierwszy etap. Czytam na 6 stronach, coś co jest kompletnie jakimś Orwelem. Totalna abstrakcja. Czytam, że we wszystkich firmach w jakich działałem w ostatnich 5 czy 6 latach powstały jakieś gigantyczne straty, jakieś gigantyczne machlojki, które działają na szkodę wszystkich podmiotów w których byłem w radach nadzorczych, zarządach lub współwłaścicielem. Byłem ponoć w zmowie i w porozumieniu i działaliśmy w zorganizowanej grupie przestępczej, że praliśmy brudne pieniądze i jeszcze parę innych rzeczy. Zarzucano mi straty na 65 milionów złotych. Kiedy to czytałem byłem naprawdę w szoku. Czytać takie rzeczy, kiedy człowiek rzeczywiście borykał się z biedą w pewnym sensie, bo prowadząc biznes uważaliśmy, że nie można go obciążać dodatkowymi kosztami nawet jak się jest właścicielem to uważaliśmy, że fair jest działanie, że do momentu kiedy ten biznes się nie ustabilizuje, że kiedy ponosimy straty związane z inwestowaniem, nie będziemy też jako właściciele brali np. wynagrodzenia z tytułu zasiadania w Radzie Nadzorczej. Rzeczywiście mieliśmy taką filozofię, że dostawaliśmy pieniądze na utrzymanie rodzin, natomiast nie bierzemy z firmy pieniędzy na luksusy czy nowe inwestycje. Oczywiście dopóki sytuacja się nie rozwinie na tyle, że firmę będzie stać na to, żeby nam wypłacać dywidendę czy jakieś inne źródło naszych zarobków. W tym momencie ja czytam, że prokurator mi zarzuca, że wytransferowałem z moich spółek 65 milionów złotych. To jest rzecz, której nie zapomnę nigdy, trudno zresztą byłoby zapomnieć. Natomiast powiedziałem mu &#8211; „Panie prokuratorze to jest jakieś kompletne nieporozumienie, ja jestem przedsiębiorcą, jestem działaczem gospodarczym, nie jestem oszustem, nie jestem człowiekiem, który działał na szkodę tych firm, Pan się po prostu myli”. Odpowiedział że „zobaczymy, zobaczymy” że będzie śledztwo, że będę mógł się wykazać, że to jest nieprawda, ale on był przekonany, że to jest prawda. Argumentował to tym, że świetnie zna się na gospodarce i ekonomii, że jest oczytany. Podawał nawet przykłady, że jakieś kursy odbywał, ale ja widzę, że on nie ma pojęcia nawet o czym mówi. Nie mam słów, aby go opisać. Bełkot, no totalny biznesowy i ekonomiczny bełkot.</p>
<p>Przesłuchanie trwało mniej więcej godzinę. Rozstaliśmy się i poszedłem na dołek czyli do aresztu. Byłem opozycjonistą i siedziałem w PRL-u w więzieniach więc nie było to dla mnie nowością. Ten plus, że jak człowiek ma biografię jakąś to potrafi to wykorzystać, aby się specjalnie nie przejąć. Na drugi dzień po tym dołku, gdzieś tam popołudniu wzięto mnie na rozprawę sądową tzw. aresztową. Na tej rozprawie po raz pierwszy byłem w sądzie, nigdy wcześniej nie miałem okazji. Okazało się, że występuję jako człowiek podejrzany i jest miejsce, że można coś powiedzieć na swoją obronę do sądu. Oczywiście powiedziałem, że te wszystkie zarzutu są nieprawdziwe, nie poparte dowodami i polega na jakimś nieporozumieniu albo na nieprawdzie. Natomiast niezależnie od tego poprosiłem sąd, aby wziął pod uwagę, że jesteśmy właścicielami i głównymi managerami zakładu, który po długiej i ciężkiej restrukturyzacji jest w przededniu podpisania najważniejszej umowy w tych ostatnich latach i że jeżeli nas zabraknie to nie będzie tej umowy i zakład może po prostu upaść i 300 pracowników i kilkuset kooperantów straci pracę. Prawie tysiąc miejsc pracy w sytuacji 2003 roku gdzie bezrobocie było wysokie i szalejące, nawet na poziomie 23%, to jest rzecz społecznie cenna. Nawet niezależnie od tego czy jestem winny czy nie, żeby sąd wziął to pod uwagę. Sąd się poszedł naradzać. Adwokat do mnie powiedział, że osiągnąłem personalnie sukces o tyle duży, że sąd się naradzał chyba godzinę czy nas aresztować czy nie. W innych sytuacjach jest to rutyna i trwa  do 15 minut. Sąd myśląc godzinę doszedł jednak do wniosku, że jesteśmy na tyle dużymi zbrodniarzami gospodarczymi, że należy nas zamknąć. Jak postanowił, tak zrobił. Siedzieliśmy prawie 9 miesięcy. Co ciekawe, przez te 9 miesięcy nie byliśmy ani razu przesłuchiwani! Jest więc to taka działalność panów prokuratorów, którzy piszą do wniosku do sądu, że istnieje groźba matactwa trzeba wyjaśnić w międzyczasie wszystkie okoliczności, po czym przez 9 miesięcy nikogo nie przesłuchują.</p>
<p><strong>Na wolności</strong></p>
<p>Wyszliśmy w 2004 roku. W czerwcu 2005 roku prokurator skierował akt oskarżenia w sprawie Polmozbytu. Ta sprawa dla mnie i dla mojego wspólnika była sprawą poboczną, gdyż myśmy się z tą firmą kilka lat wcześniej rozstali. Natomiast w głównej sprawie, w której mieliśmy zarzuty zakładów mięsnych oczywiście śledztwo trwało nadal i stało się  odrębnym postępowaniem.</p>
<p>W czerwcu 2005 roku akt oskarżenia wpłynął do sądu. Rozprawy zaczęły się w lutym 2006 i do dnia dzisiejszego się nie zakończyły. Przewód sądowy jeszcze trwa. Główna perełka, którą pan prokurator przedstawił, czyli 750 stronicowa ekspertyza, zrobiona przez nijakiego biegłego została oczywiście odrzucona przez sąd jako stronnicza i niewiarygodna i sąd już 3 rok szuka nowych ekspertów i jest szansa, że być może do końca roku jakaś dodatkowa ekspertyza w tej sprawie zostanie zrobiona.</p>
<p><strong>Umorzenie</strong></p>
<p>Dla nas podstawowy wątek po 7 letnim śledztwie &#8211; 31 grudnia 2009 roku to, że sprawa została umorzona przez tą samą prokuraturę okręgową w Krakowie. Oczywiście nie przez prokuratora Kwaśniewskiego, tylko innego prokuratora, który na 96 stronach pisze, dlaczego te zarzuty są bez sensu i dlaczego nie mogły być postawione, bo wszystko było zgodnie z prawem. Okazuje się, że jak prokurator może to jednak potrafi tą wiedzę ekonomiczną sobie przyswoić.</p>
<p><strong>Co z zakładem?</strong></p>
<p>Teraz co się działo z zakładem. Otóż my byliśmy już przygotowani do wejścia inwestora, natomiast firma, po wszystkich dotychczasowych inwestycjach była zadłużona. Po przedłużeniu nam na kolejne 3 miesiące aresztu, pod koniec 2003 roku zgodziliśmy się na podstawie pewnej rekomendacji naszych współpracowników, którzy byli na wolności, podpisać umowę sprzedaży zakładu, żeby go ratować. Sprzedaży za symboliczną złotówkę, firmie budowlanej, wobec której mieliśmy największy dług. Uważaliśmy, że to co możemy zrobić to przynajmniej sprzedamy, aby firma nie upadła, nie zapadła się pod ziemię, natomiast żeby przetrwała, my nie zarobimy, ale przynajmniej firma przetrwa.</p>
<p>Na skutek rożnych działań, co do których nie ma jednoznacznej opinii, ale myślę, że było to też   inspirowane, nowy właściciel nie rozwinął zakładów mięsnych, poszły one w upadłość. Do dzisiaj jest tam dewastacja, jest to majątek w pewnym sensie niczyj, przejął go ktoś jeszcze inny. Jest to przykład wandalizmu biurokratycznego, że najnowocześniejsze zakłady po praktycznie roku działania zostały kompletnie zdewastowane, upadły i dzisiaj tam hula wiatr.</p>
<p><strong>Co z Polmozbytem?</strong></p>
<p>Ciekawa sytuacja się przedstawiała w firmie Polmozbyt, w której od wielu lat nie działaliśmy, ale jak rozpoczął się nasz proces zaczęliśmy poznawać również sprawę Polmozbytu od strony tych managerów, którzy byli aresztowani i którzy zaczęli opowiadać jak ta sytuacja się przedstawiała.</p>
<p>Aresztowanie miało miejsce 19 maja 2003 roku i praktycznie na drugi dzień po aresztowaniu przyszedł faks z Ministerstwa Skarbu Państwa domagający się zwołania walnego zgromadzenia akcjonariuszy z jednym tylko punktem – zmiany w radzie nadzorczej. Ponieważ cały zarząd był aresztowany więc nie było komu tego walnego nawet zwołać. W związku z tym pod presją Pana naczelnika urzędu skarbowego, który cały czas w tej spółce był jako kontroler i jako nadzorujący swoich pracowników, pod jego presją walne zgromadzenia zwołała księgowa, mimo, że kompetencje do zwoływania walnych zgromadzeń ma wyłącznie zarząd spółki. Ona była tylko główną księgową i prokurentem. Takiej kompetencji nie miała. Jednak jakimś „dziwnym” trafem Monitor Sądowy i Gospodarczy przyjął od niej zawiadomienie o walnym zgromadzeniu i na dzień 30 czerwca 2003 roku takie walne zgromadzenie zostało zwołane.</p>
<p>Pech chciał dla prokuratora i dla Pana naczelnika, że na wolności został człowiek, który miał pełnomocnictwo do reprezentowania większościowego akcjonariusza, który był w areszcie. Pełnomocnik normalnie zgodnie z procedurą pobrał dokumenty i zabukował się na walne zebranie. Główna księgowa w porozumieniu z panem naczelnikiem nie wpisała go na listę akcjonariuszy, a fizycznie wynajęta firma ochroniarska nie wpuściła go na walne zgromadzenie. On oczywiście od razu zaskarżył uchwały, a uchwała była praktycznie tylko jedna, polegała na zmianie Rady Nadzorczej spółki Polmozbyt w której jedynym akcjonariuszem, który się wpisał na listę akcjonariuszy to był skarb Państwa, który miał w tym czasie zaledwie 15% akcji. Przewodniczącym Rady Nadzorczej został oczywiście Naczelnik Urzędu Skarbowego, który kontrolował spółkę. Widocznie bardzo mu się ta spółka spodobała i uważał za pewne, że jest ją w stanie dobrze poprowadzić.</p>
<p>Ten człowiek, który zaskarżył uchwałę walnego zgromadzenia, nazywa się Grzegorz Nicia, po to, aby sąd w KRS nie wpisał nowej rady nadzorczej, która w międzyczasie wymieniła zarząd. Odwołała ten zarząd, który był aresztowany i powołała swój zarząd, który był pod kontrolą Pana naczelnika. Okazało się, że pan prokurator Kwaśniewski, który dowiedział się o tym, że jest taki śmiałek, który kwestionuje te decyzje, po prostu zaaresztował człowieka i kazał mu, żeby wycofał to powództwo o uznanie tych uchwał za nieważne. Pan Grzegorz Nicia oczywiście odmówił, tym bardziej heroicznie, że miał trójkę dzieci małych i trudną sytuację rodzinną, natomiast kompletnie odmówił współpracy z prokuratorem. Powiedział, że nie odwoła i rzeczywiście nie odwołał.</p>
<p>Pan prokurator razem z panem naczelnikiem bardzo intensywnie zabiegali w sądzie, żeby ta decyzja walnego zgromadzenia jednak została wpisana w KRS, pomimo tego, że jest zaskarżona, a decyzja o tym, czy sąd uzna zaskarżenie czy nie odbywała się z formalnych powodów. W styczniu 2004 roku prokurator napisał pismo i odbył szereg rozmów z panią przewodnicząca wydziału rejestrowego. Są na to dokumenty. Nacisnął ją po to, aby wpisała nowe władze, rzekomo w interesie społecznym. Oczywiście sąd to zrobił. Po tygodniu było pismo, że została wpisana nowa ekipa Rady Nadzorczej i Zarządu. Czyli bezprawne przejęcie firmy stało się faktem. Jest to tyle ciekawe i ważne, że 5 lat później dzięki bardzo heroicznej postawie Grzegorza Nici Sąd Apelacyjny  dokładnie w 5 rocznicę walnego zgromadzenia wydał postanowienie o unieważnieniu tych uchwał, ponieważ jak wziął dokumenty z których jasno wynika, że akcjonariusz nie został wpisany na listę akcjonariuszy, pomimo, że prawidłowo złożył dokumenty spółce i nie został fizycznie dopuszczony na walne zgromadzenie to nie było innego wyjścia. Trwało to jednak 5 lat, firma została już daleko przejęta przez uzurpatora.</p>
<p>Grzegorz Nicia w czasie swojego aresztowania przeżył trudne chwile. Między innymi taką, że prokurator w pewnym momencie, kiedy po raz kolejny Grzegorz odmówił mu współpracy powiedział, że w takim razie „weźmie jego dzieci do domu dziecka”, ponieważ żona była w ciąży i musiała rodzić. W związku z tym adwokat Grzegorza złożył wniosek, aby go wypuścić ze względu na trudną sytuację rodzinną. Prokurator wezwał Grzegorza, że w takim wypadku składa on wniosek o umieszczenie dzieci w domu dziecka. Mimo tego, Grzegorz, podkreślam, heroicznie, trwał na swojej pozycji. Nie dał się zastraszyć. Pomimo tego, że funkcjonariusz CBŚ był w szpitalu w którym miała rodzić żona Grzegorza, i próbował zniechęcić szpital do przyjmowania jej jako pacjentki, ponieważ jest żoną gangstera, wielkiego przestępcy itp. Był to mały szpital, na szczęście lekarze byli odporni i ją przyjęli.</p>
<p>Okazało się, że wygrana w sądzie, która unieważniała decyzję walnego zgromadzenia miała umiarkowane znaczenie. Ponieważ, aby odwrócić ciąg wydarzeń w spółce należy unieważnić wszystkie następne uchwały, które były podjęte w ciągu tych lat. W ciągu tych lat wielokrotnie zmieniła się Rada Nadzorcza, Zarząd itp., a samą spółkę przejął uzurpator.</p>
<p>Uzurpator to określenie na prywatnego człowieka, który jak sądzimy, a mamy na to niezbite dowody na piśmie, musiał być w zmowie z instytucjami państwa i za bezcen przejął spółkę Polmozbyt, w której majątku były również różne nieruchomości, w tym jedna bardzo znacząca, o wartości 100 milionów zł. Jak jednak spółka trafiła do uzurpatora?</p>
<p>Okazało się, że główny akcjonariusz Polmozbytu przepisał, sądząc, że należy tak zrobić, aby zdywersyfikować udziały, znaczący pakiet akcji swojej córce długo przed aresztowaniem, która miała 19 lat i zaczynała studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na Wydziale Zarządzania i ona również została 19 maja 2003 aresztowana. W areszcie powiedziano jej, że ojciec się jej wypiera, że wszystko wyśpiewał, że zrzuca winę na nią itp. i po miesiącu dziewczyna zmiękła i zgodziła się na poddanie dobrowolnej karze i w ramach za tzw. szkody, które rzekomo wyrządziła zgodziła się oddać  akcje na rzecz spółki Polmozbyt w ramach rekompensaty.</p>
<p>Okazało się także, że spółka Polmozbyt w ramach kontroli dostała także domiary podatkowe. Pan naczelnik tak pokierował sprawą, że akcje, które miał od córki właściciela przeszły w ramach roszczeń Urzędu Skarbowego na własność urzędu skarbowego, który z kolei sprzedał inwestorowi, który zapłacił jakieś śmieszne pieniądze i dzisiaj jest głównym właścicielem spółki Polmozbyt.</p>
<p><strong>Media o naszej sprawie</strong></p>
<p>To jest zarys pewnego działania, które miało miejsce w Krakowie od 2003 do 2009 roku. Pierwsze artykuły, które na nasz temat były pozytywne, ukazały się na  jesieni 2008 roku. Dopiero wyrok, który Grzegorz Nicia uzyskał od sądu zrobiły naprawdę duże wrażenie na mediach. Były też audycje w telewizji. Sprawa nabrała rozgłosu. Okazało się, że w naszych sprawach pojawiają się podobni prokuratorzy, czy wręcz ci sami, którzy właśnie Pana Romana Kluskę oskarżali, więc nie ulega wątpliwości, że Kraków jest miejscem na mapie, niejedynym niestety, ale na pewno takim w którym ta machina urzędnicza ma swoje ekstremum.</p>
<p><strong>Stan na dzisiaj</strong></p>
<p>Dzisiejszy stan jest taki, że ciągle jestem oskarżonym w sądzie. Jednak po przedstawieniu faktycznego przebiegu wydarzeń oraz kompromitacja biegłego spowodowało, że w połowie 2009 roku, sąd poprosił mnie, żebym zrobił coś w rodzaju własnej ekspertyzy. Pomimo, że jestem oskarżonym to jednak jestem człowiekiem, który ma pewną wiedzę dotyczącą mechanizmu wykupu managerskiego, a to było u podstaw naszych zarzutów. Miałem 2 miesiące, żeby zrobić własną ekspertyzę do sprawy, w której byłem oskarżony i taką ekspertyzę przedstawiłem sądowi i sąd z dużym zainteresowaniem przyjął to co miałem do powiedzenia. Mogę się pochwalić tym, że w jednej sprawie jestem oskarżonym i biegłym powołanym przez sąd. Jest to pewien ewenement w Polsce, ale ewenement pozytywny, że sąd chce się dowiedzieć, jak było naprawdę i jakie są te mechanizmy gospodarcze.</p>
<p>W drugiej sprawie, tej dla nas podstawowej, mamy oczywiście umorzone śledztwo, ale z tego umorzenia nic dla nas nie wynika, ponieważ firma już się dawno skończyła, natomiast niedobitki firmy, bo działaliśmy w holdingu, toczą jeszcze zażarte boje z urzędem skarbowym, gdyż nie powiedziałem Państwu, że równocześnie z kontrolą w Polmozbycie rozpoczęła się kontrola skarbowa w naszej grupie Krak Meat. Przed aresztowaniem we wrześniu 2003 roku otrzymaliśmy protokół z kontroli UKS, która pomimo, że była drobiazgowa i trwała kilka miesięcy nie dopatrzyła się żadnych uchybień formalnych w księgowości czy podatkach. Natomiast zasygnalizowała jedną rzecz, którą nie zdążyliśmy oprotestować, gdyż nas zamknięto. Urząd skarbowy zakwestionował kwoty czynszu, którą płaciła firma produkująca wędliny, za wynajem starych nieruchomości, które były przygotowywane do sprzedaży i należały do innej spółki akcyjnej, która także wchodziła w skład naszego holdingu.</p>
<p><strong>Co nam zarzucają teraz?</strong></p>
<p>Okazało się, że stara rzeźnia, która miała 8 ton amoniaku, który w każdej chwili groził katastrofą ekologiczną, która miała już warunki, które uchybiały normom higienicznym, cudem żeśmy przekonywali inspektorów sanitarnych, żeby nam umożliwili dociągnięcie do momentu wybudowania nowego zakładu, aby nie było na rynku informacji, że Krak Meat zszedł z rynku i przestał produkować. Chcieliśmy, aby odbyło to się w sposób ciągły. Ponieważ byliśmy na stratach to czynsz między spółkami w ramach jednego holdingu był wymyślony, czy też wykreowany po to, aby można było realnie zapłacić, a nie nabijać puste faktury i tworzyć fikcyjne konstrukcje księgowe. Okazało się, że panie z UKS wiedziały lepiej jaki czynsz powinniśmy zapłacić i stwierdziły, że stawka czynszu jest za niska ponieważ – uwaga! &#8211; „kupcy w rejonie Krakowa Śródmieścia za lokale handlowe płacili stawki znacznie wyższe”. Nasza umowa dzierżawy, która miała w sobie hale produkcyjne itp, wiadomo co trzeba do zakładu produkcyjnego, została przeszacowana do stawek, które kupcy płacą w centrum Krakowa, co spowodowało naliczenie zaległych podatków VAT, karnych odsetek, dochodowego itp. kompletnie absurdalnego, nie związanego z żadnym dochodem, z przychodem z niczym takim na około 3,5 miliona zł. Po naszym zamknięciu te domiary zostały zasądzone. Po to, aby jak przypuszczamy, pozbawić nas resztek pieniędzy, ponieważ my mieliśmy w jednej z tych spółek, która miała największy domiar zgromadzone pieniądze po to, aby łącznie z inwestorem branżowym mieliśmy dokapitalizować jesienią 2003 roku zakład produkcyjny. Mieliśmy na koncie ponad 3 miliony złotych i dokładnie te pieniądze nam wzięto z konta. Cudem kancelaria prawna, która z nami współpracowała długo postanowiła nas bronić i wszystkie decyzje zostały zaskarżone kiedy my byliśmy w areszcie. Po 5 latach w 2008 roku, dokładnie 25 czerwca przeżyliśmy moment satysfakcji, ponieważ wszystkie decyzje zostały odrzucone przez Naczelny Sąd Administracyjny. Pieniędzy jeszcze nie otrzymaliśmy, gdyż NSA działa w ten sposób, że decyzja jest unieważniona, ale idzie do ponownego rozpatrzenia – do tych samych inspektorów, aby jeszcze raz rozpatrzyli! Oni teraz porównali stawki czynszowe nie do kupców centrum Krakowa, ale do innych zakładów, które funkcjonowały w doskonałych obiektach i wyliczyli w zasadzie te same pieniądze i jeszcze raz nam zafundowano te same decyzje. W jednej tylko decyzji nie zdążyli, więc nam trochę pieniędzy zwrócili, bo musieli, ale pozostałe decyzje wszystkie zaskarżyliśmy w tym samym trybie. W tym momencie czekamy ponownie na wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.</p>
<p>Jaka jest działalność urzędnika? Ano dostaje on pensję z naszych podatków i jeżeli przysporzy Skarbowi Państwa podatków, dostaje on jakąś wielką premię. Nie wiem czy jest prawdą, że nawet do poziomu 20-25% tego co wygrzebie od firm. Urzędnik ma etat i nie zależy mu czy to będzie szybko czy krótko, wszystkie decyzje musi skarżyć i dla niego to jest wygodne. My jako przedsiębiorcy, musimy w międzyczasie zarobić na siebie i na naszych prawników i na tego urzędnika. Pomimo zwycięstwa w NSA, mamy jeszcze raz dokładnie tą samą sprawę. Nie mamy złudzeń, jeżeli jeszcze raz wygramy przed NSA to prawdopodobnie jeszcze raz wróci do rozpatrzenia do tych samych urzędników.</p>
<p><strong>Odpowiedzialność prokuratorów</strong></p>
<p>Jeżeli chodzi o odpowiedzialność prokuratorów to wiara, że prokurator może być pociągnięty do odpowiedzialności jest wiarą fikcyjną, ponieważ nie znam nikogo, kto został pociągnięty do odpowiedzialności. Mogę tylko powiedzieć, że ten nasz prokurator zaczynał karierę jak zaczynał aresztowania w Polmozbycie w Prokuraturze Rejonowej, został delegowany do Prokuratury Okręgowej i błyskawicznie przeskoczył do Prokuratury Apelacyjnej, potem do Oddziału Krakowskiego Prokuratury Krajowej. Włos mu z głowy nie spadł. Ja złożyłem doniesienie na różne przestępstwa, które robił. Postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień  toczy się w Gliwicach. Mogę jednak powiedzieć, że prokurator w Gliwicach toczył tak tą sprawę, tak przesłuchiwał świadków, aby broń boże nie wyszła jakaś sprawa, że te przekroczenia występowały i umorzył po niecałym roku to postępowanie. Myśmy je zaskarżyli i ponieważ właściwy miejscowo sąd jest w Krakowie, a w Krakowie w sądzie pracuje żona Pana prokuratora Kwaśniewskiego, właśnie w tym sądzie który ma rozpatrywać apelację od umorzenia śledztwa w Gliwicach. Sąd podjął mądrą decyzję, wysłał do Sądu Najwyższego prośbę o wyznaczenie innego sądu do rozpatrzenia tego odwołania. W sprawie tego śledztwa w Gliwicach uzyskałem status pokrzywdzonego i sytuacja w której mogę przez 5 godzin przesłuchiwać prokuratorów, którzy byli w naszej sprawie, jest to jednak moment satysfakcji. Również naczelnika urzędu skarbowego i kilka innych takich kreatur. Było to bardzo wyczerpujące energetycznie, ale ciekawe. Moja żona widziała bezpośrednio po wyjściu z przesłuchania prokuratora Kwaśniewskiego, który przez godzinę rozmawiał przez komórkę maksymalnie zdenerwowany. Są to takie momenty które przysparzają satysfakcji, aczkolwiek wolałbym, takiej satysfakcji w życiu oczywiście nie mieć.</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/krakmeat.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-831" style="margin: 10px;" title="krakmeat" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/krakmeat.jpg" alt="" width="232" height="120" /></a>Naczelnik urzędu skarbowego również ma się dobrze. Poszedł na zasłużoną emeryturę i naucza w Wyższej Szkole jakiejś technicznej w Tarnowie. Nikt nie został posunięty do odpowiedzialności.</p>
<p><strong>Podsumowanie</strong></p>
<p>Myśmy uważali, że należy biznes prowadzić z otwartą przyłbicą, przejrzyście itp. Okazało się, że ta metoda jest nieskuteczna. Czy inna metoda byłaby bardziej skuteczna, tego nie wiem. Kiedy okazało się, że nasze nieruchomości są warte 9 milionów dolarów zlekceważyliśmy taki sygnał, że na początku 2003 roku przyszło jakieś pismo z prokuratury, że tam są jakieś badania i proszą o przysłanie, tej umowy jaką podpisaliśmy na sprzedaż tej nieruchomości. Myśmy myśleli, że jakaś pomyłka czy niedomówienie, myśmy oczywiście wszystko wysłali i każdej informacji udzieliliśmy. Prokurator na początku 2003 roku miał napisane – 9 milionów dolarów – więc chłopcy są „przypakowani”, więc trzeba ich po prostu załatwić, nie mam wątpliwości, że to w ten sposób poszło. Pytanie co można zrobić? Jeżeli prokuratura żąda dokumentu, to nie można powiedzieć, że tego dokumentu nie ma, bo w tym momencie jest człowiek niezgodny z przepisami. Nie mam tezy jednoznacznej, czy można było się przed tym wszystkim uchronić. Dla mnie natomiast osobiście ja gdybym działał inaczej niż otwarcie, miałbym mniejszą satysfakcję, bo mam poczucie, że byłem wobec tego Państwa fair. Zrobiłem wszystko, żeby ten mój biznes był przejrzysty, był korzystny nie tylko dla właścicieli czy pracowników, ale też dla otoczenia Krakowa, który zyskał nowy zakład przemysłowy i ładny obiekt komercyjny. Gdybym tak nie robił, tylko robił jakoś pokątnie, inaczej to po prostu skutek byłby ten sam, ale moja satysfakcja daleko mniejsza.</p>
<p>Naszą sprawą nie zainteresowały się prawie żadne organizacje pozarządowe. Grzegorz Nicia zwrócił się do Fundacji Helsińskiej, która jednak nie wyróżniła go tym, że przyjdzie na sprawę ich delegat. Prosili tylko, aby ich informować. Były w czasie aresztowania pisma do Rzecznika Praw Obywatelskich. Odpowiedź była jedna i to odpowiedź żenująca. Pan rzecznik i inne tego typu instytucje odpowiadają, że wszystko jest zgodne z prawem, gdyż to nie Pan prokurator decyduje o areszcie tylko niezawisły sąd, na którego nie ma sposobu. Sąd najczęściej dowiaduje się 15-30 minut przed rozprawą jakie są akta w tej sprawie i widać nawet na korytarzach jak wózeczkiem pół godziny przed rozprawą wprowadzane są akta.  Taki sędzia ile ma czasu aby się zastanowić. Jest to pewna fikcja, która jest ładnie opakowana dla świata, że to sądy decydują. Teraz jest może trochę lepiej bo tych spraw głośnych trochę było, ale to jest w dużej mierze jak uważam – fikcja.</p>
<p style="text-align: right;"><strong>Lech Jeziorny</strong><br />
<em>zapis seminarium alternatywnego<br />
<a href="http://www.seminarium.asbiro.pl" target="_blank">www.seminarium.asbiro.pl</a></em></p>
<table>
<tbody>
<tr>
<td valign="top"><a href="http://www.alternatus.pl/seminarium-alternatywne-gdy-urzednicy-chca-cie-zniszczyc/" target="_blank"><img class="alignnone size-full wp-image-258" style="border: 0pt none;" title="gdyurzednicychcaciezniszczyc" src="http://www.alternatus.pl/images/gdyurzednicy.png" alt="" width="150" height="213" /></a></td>
<td valign="top">
<h2><a href="http://www.alternatus.pl/seminarium-alternatywne-gdy-urzednicy-chca-cie-zniszczyc/">Seminarium Alternatywne &#8211; Gdy urzędnicy chcą Cię zniszczyć</a></h2>
<p>Kilka osób, które potraciły dziesiątki milionów poprzez &#8222;pomyłkę&#8221; urzędów opowiadają o przebiegu swoich spraw, jak się bronili oraz wskazują sposoby, jak można było się przed tymi nieprzyjemnościami ustrzec.</p>
<p>Nagranie z dwudniowego seminarium możesz kupić w sklepie Alternatus.pl</p>
<p><strong>SA: Gdy urzędnicy chcą cię zniszczyć</strong><br />
<a href="http://www.alternatus.pl/seminarium-alternatywne-gdy-urzednicy-chca-cie-zniszczyc/" target="_blank">www.alternatus.pl/seminarium-alternatywne-gdy-urzednicy-chca-cie-zniszczyc/</a></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></td>
</tr>
</tbody>
</table>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/w-jaki-sposob-mafia-kradnie-cale-firmy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krzysztof Król &#8211; Jak zrobić biznes na dyskotekach?</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/krzysztof-krol-jak-zrobic-biznes-na-dyskotekach.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/krzysztof-krol-jak-zrobic-biznes-na-dyskotekach.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Jan 2011 16:47:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Millionaire Magazine</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=809</guid>
		<description><![CDATA[Kamil Cebulski: Czym się dokładnie obecnie zajmujesz? Krzysztof Król: Zajmuję się organizowaniem imprez w całej Polsce, a oprócz tego organizuję szkolenia motywacyjne jak również szkolenia na temat podrywania i ogólnie stosunków damsko-męskich. Jest to bardzo dobry temat, który dopiero wkracza do Polski, oba te tematy, gdyż obecnie organizacja imprez klubowych w naszym kraju także zupełnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k14.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-810" style="margin: 10px;" title="k14" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k14.jpg" alt="" width="175" height="263" /></a>Kamil Cebulski: Czym się dokładnie obecnie zajmujesz?</strong></p>
<p>Krzysztof Król: Zajmuję się organizowaniem imprez w całej Polsce, a oprócz tego organizuję szkolenia motywacyjne jak również szkolenia na temat podrywania i ogólnie stosunków damsko-męskich. Jest to bardzo dobry temat, który dopiero wkracza do Polski, oba te tematy, gdyż obecnie organizacja imprez klubowych w naszym kraju także zupełnie leży.</p>
<p><strong>A jak to się u Ciebie zaczęło z organizacją tych imprez? Bo nie uwierzę, że skończyłeś studia i nagle postanowiłeś organizować imprezy bo nie mogłeś znaleźć pracy.</strong></p>
<p>Zaczęło się wszystko jak miałem 4 czy 5 lat, kiedy zobaczyłem Jean-Michel Jarre na pożyczonej gdzieś kasecie wideo przez mojego kuzyna. Był na niej koncert w Houston, na którym było prawie półtora miliona osób. Na takim małym dziecku zrobiło to ogromne wrażenie. Wtedy byliśmy we wspaniałym okresie socjalizmu i w Polsce nie odbywały się takie rzeczy, ani w telewizji nie było tego widać, natomiast jak ja zacząłem już pierwsze rzeczy kojarzyć to skojarzyłem nagle koncert. I właśnie wtedy wytworzyło się we mnie jakieś takie straszliwe pragnienie, aby coś wielkiego w życiu zrobić, najlepiej związanego z muzyką. W wieku 8 lat zacząłem grać na klawiszach i rozwijać swoje umiejętności. W wieku 13-14 lat stwierdziłem, że na klawiszach w Polsce grają tylko ludzie w zespołach disco-polo. Ostatnio słyszałem że Boysi w Chinach robią karierę, nawet widziałem gdzieś film, więc może był i to dobry biznes, ale w tedy jeszcze miałem taki honor małego dziecka i zupełnie nie chciałem podlegać pod disco-polo. Zacząłem wtedy właśnie być DJ. Zacząłem grać na osiemnastkach i małych imprezach szkolnych. W zasadzie pierwszą imprezę poprowadziłem jeszcze w podstawówce, ale taką pierwszą poważną zagrałem w pierwszej klasie liceum. Była to impreza na 2 tysiące osób, gdzie przypadkiem w sumie trafiliśmy do takiej dużej dyskoteki w Krakowie, która mieściła 2-3 tysiące osób i akurat była kilka dni po otwarciu więc ten klub był całkowicie pełny. Jako, że ja i mój przyjaciel Piotrek graliśmy jako jedyni w zasadzie w Krakowie z płyt winylowych, a tego dnia zepsuły im się odtwarzacze CD i DJ, który był tam na stałe nie potrafił grać z tych odtwarzaczy. Tak się złożyło, że my przyszliśmy właśnie do nich w sprawie grania w klubie. W ten sposób, zupełnie przypadkiem ze szkolnych dyskotek na 100 osób czy 200 trafiłem na wielką imprezę, gdzie gości liczono w tysiącach. Impreza się spodobała i zostałem przyjęty do tego klubu i byłem z nim związany przez wiele lat.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k3.jpg"><img class="size-full wp-image-813 alignright" style="margin: 10px;" title="k3" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k3.jpg" alt="" width="368" height="225" /></a>A jaki miałeś pseudonim artystyczny?</strong></p>
<p>Na początku był to Rebit, a teraz Kriss King od paru lat. Później biznes na byciu DJ tak wyglądał, że doskonaliłem się w tym zawodzie. Tak na dobrą sprawę wszystko zaczęło się rozwijać, kiedy do klubów trafiła muzyka typu House, Elektro, gdzie moje klimaty czyli ciężkie techno były trudnym tematem i raczej nie trafiającym się w Polsce. Nie miały one za bardzo możliwości aby wypłynąć. Jeżeli więc mogłem przerzucić się na elektro i ciągle grać tą ostrą muzykę, ale trochę wolniejszą to zacząłem to robić. Pojawiły się pierwsze sukcesy, pojawiły się wyjazdy po całej Polsce po klubach. W mistrzostwach polski zająłem nawet drugie miejsce. Ale nadal nie byłem spełniony, nie czułem do końca satysfakcji.</p>
<p><strong>A powiedz mi na czym polegają takie mistrzostwa Polski na DJ?</strong></p>
<p>Konkurs polega na tym, że są eliminacje, które odbywają się w całej Polsce, dokładnie w 10 czy 15 miastach. Jest jury które głosuje, są to doświadczeni DJ, którzy oceniają kandydatów. Jest to mniej więcej tak jak jazda figurowa na lodzie.</p>
<p><strong>Powiedziałeś, że nie byłeś spełniony i oczekiwałeś więcej. Ale chyba taki DJ jeden z lepszych w kraju dobrze zarabia?</strong></p>
<p>No właśnie tak na dobrą sprawę 2 rzeczy mi się nie podobały: pierwsza to była taka, że dopóki nie jesteś DJ znanym na cały świat i nie płacą ci przykładowo 50 tys. za jedną imprezę to musisz grać tak naprawdę to co lubią ludzie w danym klubie więc jak jeździsz w różne miejsca to jesteś skazany na to, że nie grasz tego co ty lubisz, co byś chciał zaprezentować, tylko musisz dopasować się do ludzi. Kariera DJ szła mi dobrze, bo już dawno temu się nauczyłem, aby nie grać dla siebie tylko dla ludzi. Ja to wiedziałem, ale ciągle nie mogłem się wykazać muzyką, którą ja lubię. To była pierwsza rzecz, a druga to stawki, które otrzymują DJ są tak marne, że nie ma o czym mówić, zwłaszcza na południu, bo na północy jeszcze jakoś to wygląda. Jakieś 100 czy 200 zł za noc + dojazd to niewiele. Nie są to stawki powalające i gdyby robić tylko to wyżyć z tego nie można, nie mówiąc już o bogaceniu. Dopóki nie zacznie się robić czegoś więcej, tworzyć jakiejś muzyki itp. to te stawki nie zaczną się nigdy zwiększać.<br />
Gdy my zaczynaliśmy sprzęt był bardzo ubogi i tępy można by rzecz. Trzeba było spędzić ze wzmacniaczami wiele czasu, aby się nauczyć ich obsługi, a teraz wszystko jest tak zautomatyzowane, że praktycznie podpinasz sobie laptopa do sprzętu i on ci sam miksuje i osoba niewprawiona nie zauważy, że w ogóle nie ma DJ. Jest więc to teraz proste, DJ się bardzo dużo namnożyło, sprzęt potaniał to i stawki są mniejsze.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k12.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-816" style="margin: 10px;" title="k12" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k12.jpg" alt="" width="260" height="189" /></a>Ja wiem, że wynajmując kapelę na wesele płaci się bardzo duże kwoty, bo coraz mniej ludzi umie grać na instrumentach, nie mówiąc już o zgraniu się kilku osób w jakiś zespół. Może gdybyś grał na weselach to byś miał lepsze stawki?</strong></p>
<p>Szczerze mówiąc ja jakoś ten temat wesel zawsze omijałem szerokim łukiem, bo powiedzmy, że jak jeszcze w klubach można grać nawet zniżając się do poziomu totalnej komercji tak na weselach nie da się grać ambitnie. Byłoby to granie już totalnie pod pieniądze, a ja byłem na tyle młody, że mogłem wybierać to co robię, a nie byłem zmuszony aby zarabiać za wszelką cenę.</p>
<p><strong>No dobrze. Nie zarobiłeś na byciu DJ, nie zarobiłeś na weselach to jak w końcu zarobiłeś?</strong></p>
<p>No właśnie w tym okresie stwierdziłem, że jest sposób, aby grać i swoją muzykę i aby na tym jeszcze dobrze zarobić. Sposób jest taki, że można robić swoje własne imprezy. Czyli mieć pomysł, ściągnąć ludzi na tą imprezę, dogadać się z klubem i wtedy już fajne pieniądze można zarobić, a oprócz tego ty dyktujesz warunki muzyczne.</p>
<p style="text-align: left;">Tym właśnie sposobem zacząłem uniezależniać się od wchodzenia w tyłek managerom klubów, bo mniej więcej tak to zawsze wyglądało, że trzeba było się prosić, aby gdzieś zagrać, niż żeby oni Ciebie prosili. Układ był prosty. Ja robiłem imprezę i ściągałem ludzi, miałem pieniądze z biletów, a klub zarabiał na barze. Wystarczyło odwiedzić kilka klubów, gdzie ludzie nie przychodzili, zrobić jedną taką pokazową imprezę, a kiedy impreza się udawała i klub był zadowolony można było wynegocjować bardzo ciekawe warunki.</p>
<p style="text-align: left;">Na początku organizowaliśmy te imprezy tylko w Krakowie. Był to okres, gdy robiliśmy tych imprez 8 tygodniowo. Było np. tak, że w Czwartki mieliśmy 3 imprezy jednocześnie. I tak się to szybko rozwinęło na cały kraj.</p>
<p style="text-align: left;">Był to okres końcówki moich studiów, studiowałem informatykę i ekonometrię, jednak mimo to, codziennie odwiedzaliśmy kilka klubów w których były organizowane moje imprezy.</p>
<p><strong>Chwila, organizujesz jedne z największych imprez w kraju i studiowałeś informatykę? Przecież to się kupy nie trzyma?</strong></p>
<p>Wiesz, wybrałem taki kierunek, który uważałem za łatwy, znałem się na tym, a że na informatyce się trochę znam więc dzięki temu nie miałem problemów na studiach. Nawet obecnie sam zrobiłem swoją stronę internetową. Bardzo dobrze wspominam uczelnie, to jest akurat Uniwersytet Ekonomiczny, byli tam ludzie, którzy byli praktykami i rozumieli to, że jak ktoś prowadzi sporą firmę na studiach  to nie trzeba go cisnąć specjalnie i uczyć go rzeczy, które mu się nie przydadzą w życiu i mu to ułatwić. To była świetna uczelnia dla kogoś kto już sam ogarnia pewne tematy i jeśli chce się czegoś nauczyć to się uczy, natomiast jeśli niespecjalnie interesują go pewne tematy to nikt specjalnie go zmuszać nie będzie.</p>
<p><strong>Powiedz mi proszę, co takiego robiłeś, że ludzie woleli przyjść na Twoją imprezę do klubu, a nie przychodzili na imprezę do tego samego klubu organizowaną przez kogoś innego. Co takiego w Twoich było unikalne i atrakcyjne?</strong></p>
<p>Ściągałem fajnych ludzi, a reszta przychodziła, bo byli fajni ludzie. Wystarczyło zadać sobie pytanie, dlaczego ktoś miałby przyjść do klubu? Albo przyjdzie bo jest tam tanio, albo bo są fajni ludzie, albo jest fajna muzyka, więc my zapewnialiśmy fajną muzykę i fajnych ludzi.</p>
<p style="text-align: left;">Właściciele klubów rzadko się znają, wysługują się managerami, którymi często jest najdłuższy stażem kelner. Takich profesjonalnych managerów jest bardzo mało. Wszystkie imprezy, które się odbywały nie były jakieś specjalne, nawet nazw dni miały, tylko piątek-sobota, klub otwarty od tej do tej. Nic tam się praktycznie nie działo. U nas każda impreza miała swój temat. Przykładowo jedna impreza była latynoska, leciała taka muzyka, mieliśmy układy ze szkołami salsy w Krakowie i ci wszyscy ludzie tam przychodzili. Stroiliśmy nawet klub specjalnie na jedną imprezę.</p>
<p style="text-align: left;">Z drugiej strony mieliśmy imprezy typowo studenckie, gdzie ściągaliśmy ludzi z jednej uczelni z pomocą samorządu. Pojawiał się marketing, że nie możesz żyć bez tej imprezy, bo jak się nie pojawisz to jesteś miękki i nie masz się co pokazywać w mieście i ludzie przychodzili. To była mocna perswazja prowadzona na bardzo prymitywnym poziomie, natomiast nie było jakiejś wielkiej konkurencji, więc mogliśmy się wykazać. Ludzie przychodzili, oceniali nasz humor i żart w jaki czasami ściągaliśmy ich na imprezy drukując czarno białe ulotki co nie wygląda profesjonalnie. Ale kiedy już przychodzili widzieli atmosferę i wiele atrakcyjnych dziewczyn, więc panowie też ściągali na te imprezy. Po prostu wiedzieli, że jak my robimy imprezę to jest to przeważnie udana impreza.<br />
<strong><br />
<a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k8.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-817" style="margin: 10px;" title="k8" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k8.jpg" alt="" width="221" height="300" /></a>Powiedziałeś, że jak na imprezie pojawią się kobiety to za nimi przyjdą inni. Wynajmowałeś te dziewczyny czy jak?</strong></p>
<p>Nie, nigdy nie wynajmowaliśmy dziewczyn. Po prostu mieliśmy duża grupę zaprzyjaźnionych koleżanek „klientów”, które wiernie odwiedzały nasze imprezy. To tak naprawdę do nich kierowaliśmy nasze imprezy, bo za nimi przychodzili mężczyźni. Zasada w marketingu imprezowym jest taka, aby ściągnąć dziewczyny, nawet za darmo, a za nimi przyjdą Panowie, kupią bilet i zrobią odpowiedni obrót na barze.</p>
<p><strong>To w takim bądź razie po co przychodzą dziewczyny?</strong></p>
<p>Dziewczyny przychodzą potańczyć, porozmawiać, przychodzą bo je zaprosisz, bo mają znajomych, różne są powody.</p>
<p><strong>A jak reagowali właściciele klubów na to, że chcesz u nich organizować imprezę. Przecież oni sami mogli takie imprezy organizować.</strong></p>
<p>No szedłem do właściciela, prosiłem o szansę, abym mógł się wykazać, robiłem pierwszą imprezę. Jak impreza się udała to potem już oni sami mnie prosili abym ją zorganizował. Za pierwszym razem zawsze dawałem właścicielowi jakąś gwarancje zadowolenia, gdyby moja impreza była spalona to na pewno taki właściciel nic by mi nie zapłacił. To moje działanie przypominało dilowanie narkotyków. Pierwsze działki za darmo i dobry towar. Jak już właściciele posmakowali tego co oferowałem, chcieli więcej, ale wtedy i stawki rosły.</p>
<p><strong>Czyli gdyby ci nie wychodziło, nie miałbyś biznesu?</strong></p>
<p>No tak. Przeważnie dokładnie tak jest w życiu. Uważam, że zawsze należy próbować, iść do przodu i łapać się wszystkiego co ci wpadnie do głowy, bo nigdy nie wiesz co może z tego wyjść. Też jakiś specjalnych kokosów nie dało się zrobić na tych imprezach. Inaczej by to wyglądało gdybyśmy robili jedną imprezę na miesiąc, a inaczej tak jak my robiliśmy kilka dziennie. Jak się robi dużo imprez to ludzie się rozchodzą na kilka i żadna z nich nie jest taka mega wielka. Natomiast były to imprezy dobre i w miarę stabilne.</p>
<p style="text-align: left;">Po roku jednak stwierdziłem, że najwyższy czas zacząć organizować naprawdę duże imprezy, uderzyłem więc do największych klubów w Polsce. Wpadł mi wtedy do głowy pomysł przywieziony z Berlina. Byłem tam z przyjaciółmi przejazdem. Pod naszych hotelem był klub który nie cieszył się za bardzo popularnością przez te dni, w które tam byłem. Jednak pewnej nocy do tego klubu który mieścił około 200 osób, przyszło ponad 800. Była to impreza dla singli. Stwierdziłem więc, że w Polsce nie ma tego typu imprez, a skoro tam się udała to u nas też musi. Nie ma innej możliwości, no bo po co ludzie przychodzą do klubów? Ano po to, aby kogoś poznać. Mało kto przychodzi potańczyć itp.</p>
<p style="text-align: left;">Uderzyliśmy więc do portalu sympatia.pl, który się zgodził współpracować. Był to fajny gracz bo mają ponad 3,5 miliona użytkowników. Dogadaliśmy się z radiem eska i w jednym z Krakowskich klubów zorganizowaliśmy tę imprezę. Pierwsza impreza to był hicior. W tych dniach przeważnie do klubu przychodziło 50-100 osób, a na naszą imprezę przyszło ponad 400. Bardzo fajnie to wyszło. Zrobiliśmy drugą imprezę. Potem walentynki. Media się tą imprezą zainteresowały, pojawiłem się w TVN i innych stacjach. Roboty przy tym było dużo. Bo specjalnie dekorowaliśmy kluby. Zatrudnialiśmy hostessy, wynajęliśmy także hummera limuzynę, która woziła ludzi. To był nasz hit. Zaczęliśmy imprezy „Are you single?” organizować w całej Polsce. W sumie przez 2 lata zorganizowaliśmy ponad 100 imprez.  Zrobił się więc z tego już prawdziwy biznes, dorobiliśmy się stałych klientów.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k6.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-820" style="margin: 10px;" title="k6" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k6.jpg" alt="" width="212" height="300" /></a>Czyli od singli się na dobrą sprawę zaczęło. A jakie inne imprezy robicie. </strong></p>
<p>Jedną z najnowszych imprez jest „Photo sesion”, która polega na tym, że przywozimy do klubu całe studio fotograficzne i profesjonalnego fotografa i wszystkim dziewczynom, które przyjdą do klubu robimy profesjonalne sesje zdjęciowe. Więc każda z tych dziewczyn dostaje sesję wartą 500-1000 zł zupełnie za darmo. W ten sposób zapełniamy klub kobietami, a tak jak mówiłem za kobietami pojawią się zawsze mężczyźni.</p>
<p><strong>Na Twojej stronie czytam, że jesteś także organizatorem największej nielegalnej imprezy masowej w Polsce. O co dokładnie chodziło. </strong></p>
<p>A to trochę dłuższa historia. Wiosną 2007 roku stwierdziliśmy, że musimy zorganizować coś dużego w Krakowie. Takie coś co ludzie będą pamiętać na długie lata. Dogadaliśmy się więc z jedna agencją reklamową i kilkoma innymi ludźmi i w kilka osób postanowiliśmy zrobić największe Juwenalia w Polsce. Zaczęliśmy planować imprezę, która odbyła się w dawnym hotelu Forum w Krakowie, to taki opustoszały budynek na przeciwko wawelu, głośny np. z tego względu, że po katastrofie w Smoleńsku pojawiła się tam reklama piwa „Zimny Lech”, a potem reklama napoju energetycznego „Ożyj i zwyciężaj”. To właśnie w tym hotelu zorganizowaliśmy imprezę, gdyż była tam wielka sala balowa. Hotel nie działa już od dłuższego czasu więc mieliśmy prawdziwe pole do popisu.</p>
<p style="text-align: left;">Z całej europy ściągnęliśmy najlepszych DJ, między innymi Mogwaia czy dr Motte, właśnie tego co organizuje Love Parade w Berlinie od 20 lat. Z Polski ściągnęliśmy wszystkich znaczących się DJ, a z Krakowa byli wszyscy. W sumie było 50 DJ i zrobiliśmy festiwal dwudniowy na trzech scenach. W hotelu, w plenerze, a jedna scena była VIPowska. Wszystko układało się bardzo ładnie, jak nigdy w zasadzie. Sprzedaliśmy około 3 tys. biletów, natomiast później jeszcze 2 tys. osób weszło z powodu źle działającej firmy ochroniarskiej z którą już nie chcę mieć nic do czynienia. Impreza więc była naprawdę duża. Byli na niej w zasadzie wszyscy właściciele klubów z rynku, a były to Juwenalia. Zamiast więc siedzieć w swoich klubach i pilnować obrotu oni przyszli do nas.</p>
<p style="text-align: left;">W tą imprezą zainwestowaliśmy duże pieniądze, było to dobrze ponad 200 tys. zł, a większość tej sumy była wzięta z biletów.  Wniknęła śmieszna sytuacja, bo trzy dni przed imprezą, gdy już wszystko było załatwione, podpisane, a bilety wysprzedane przyszli do nas przedstawiciele urzędu miasta, policji, straży miejskiej, sanepidu, straży pożarnej i chyba wszystkich służb, które wydają jakieś pozwolenia. Wszyscy jak jeden odebrali nam pozwolenia na zorganizowanie imprezy. Oficjalny powód był taki, że nie mieliśmy odpowiednich warunków przeciwpożarowych, ponieważ był to hotel i nie można było tam zorganizować imprezy masowej. Natomiast straż pożarna się zgodziła, pod warunkiem, że co parę metrów będzie stał strażak z gaśnicą i tak to właśnie wyglądało. Było to naciągane, ale legalne. Wtedy urzędnicy się strasznie wkurzyli. Odebrali nam inne pozwolenia od policji, zabrali możliwość sprzedaży alkoholu na imprezie itp.</p>
<p style="text-align: left;">Co mogliśmy wtedy zrobić? W zasadzie wyjechać z Krakowa, bo wszystko mieliśmy już opłacone, załatwione, nie mielibyśmy z czego ludziom oddać pieniędzy. Wstyd by był okropny i firma wyłożona. Nie było więc opcji, abyśmy nie zrobili tej imprezy. Podjęliśmy więc decyzję, że robimy tę imprezę nielegalnie.</p>
<p style="text-align: left;">Sprawa była na tyle dziwna, że wszyscy byli za imprezą, aż tu nagle 2 dni wszystkie służby się zmówiły przeciwko nam i chciały doprowadzić do tego, żeby imprezy nie było. Okazało się, że w Krakowie miał się odbyć  w tych dniach zapowiedziany lub nie szczyt energetyczny na Wawelu, dosłownie 200 metrów przez Wisłę od miejsca naszej imprezy. Mieli tam być prezydenci Polski Kaczyński, Ukrainy itp. No i przyjechali i powiedzieli, że wszystkie imprezy, które mają być na około, mają być w miarę możliwości zlikwidowane. A były to juwenalia &#8230; to trudno skomentować dlatego, aby zamykać juwenalia tylko dlatego, że przyjechali jacyś politycy i to w mieście jakby nie patrzeć akademickim jakim jest Kraków.</p>
<p style="text-align: left;">I tak to się odbyło. W pierwszy dzień impreza bardzo ładnie wyszła. Dosłownie 5 minut przed końcem imprezy tak się zdarzyło, że dwóch dresiarzy się pobiło w przejściu. Nawet jeden drugiemu wbił nóż w tyłek. Jedna z moich przyjaciółek wtedy spanikowana przybiegła do mnie i mówi, że „zabili jednego z uczestników”. Już zobaczyłem, że będę świat oglądał zza krat. Ale na szczęście rana okazała się niegroźna, a jak odjeżdżał w karetce to jeszcze darł się, że jeden klub piłkarski jest ok, a drugi to szmata. Policja, która przez całą imprezę była dookoła naszego terenu prywatnego, gdzie nie mogli wejść, było kilkadziesiąt radiowozów, mieli powód aby interweniować. Pospisywali całą masę ludzi, znaleźli siedem nielegalnych barów z alkoholem, kręcili film i dzieje się naprawdę straszny hard-core. Na szczęście nie skończyło się to wszystko dla nas źle, dogadaliśmy się z prokuratorem, dostaliśmy zasłużoną karę pieniężną.</p>
<p style="text-align: left;">Mieliśmy jednak problem z drugim dniem. Policja nam groziła aresztem, więc przenieśliśmy się do  klubów w Krakowie. Cała impreza odbiła się echem i stała się wręcz kultowa w Krakowie. Tak właśnie nam politycy pomogli w rozwoju firmy.</p>
<p><strong>Ano właśnie tak to już u nas jest, że politycy przeszkodzą każdemu, a to co teraz mówisz jest dowodem na to, że w Polsce, aby prowadzić działalność nie tyle trzeba być przedsiębiorczym co „mieć jaja” i nie bać się konfrontacji i czasami zrobić coś nielegalnie. Bo gdybyś tego nie zrobił miałbyś ponad 200 tys. długu, a tak zapłaciłeś tylko drobną karę.</strong></p>
<p>Ja wychodzę z założenia, że trzeba w życiu decyzje odważne podejmować, zwłaszcza, że nikomu się krzywda nie dzieje. To nie była decyzja czy mordujemy ludzi czy nie, tylko czy robimy to co mieliśmy zrobić.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k23.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-821" title="k23" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k23.jpg" alt="" width="250" height="227" /></a>No ale w końcu zająłeś się szkoleniami z podrywania, znalezienia drugiej połowy itp. Czyli ten biznes z imprezami nie wypalił?</strong></p>
<p>Znaczy imprezy robię, ten biznes dalej działa. Tylko po prostu one się nieco zautomatyzowały. Mam pracowników, a same imprezy nie absorbują mnie tak bardzo, aby nie ruszyć kolejnego tematu, którym się okazały szkolenia. Temat imprez jest fajny, zwłaszcza, jak byłem młodszy, teraz w pewnym wieku człowiek dojrzewa i chce stworzyć coś naprawdę wielkiego. Ponieważ moje życie toczyło się wokół imprez to temat „stosunków” damsko-męskich był mi dosyć dobrze znany. Podszkoliłem się także w tym temacie, a ponieważ miałem dostęp do dziesiątek tysięcy poznawanych codziennie ludzi, mogłem sprawdzić wiele rzeczy w praktyce i przetrenować. Uczyłem się też dużo, zainteresowałem się psychologią, głównie psychologią grupy, wszystkim tym pomoże mi w organizowaniu imprez. Zacząłem tłumaczyć podstawowe rzeczy moim znajomym, potem kolejnym i kolejnym, aż tak powstały moje szkolenia z zakresu związków.</p>
<p style="text-align: left;">Odkryłem, że nie tyle sposoby czy techniki mają znaczenie, tylko to co ty masz w środku, jakim jesteś człowiekiem. Czy jesteś pewny siebie czy nie. Najpierw trzeba ogarnąć siebie. To się stało wtedy kluczem do sukcesu w kontaktach z kobietami. Po prostu ogarnąć siebie i różne rzeczy, które nie mają związku z kobietami, ale mają wpływ na to jak się zachowujesz. Jeżeli to się zrobi to już naprawdę niewiele trzeba. Jeżeli do  tego dodamy trochę zwykłej podręcznikowej wiedzy na temat pierwotnych mechanizmów ewolucyjnych, które każdy z nas ma to można wiele osiągnąć. Są pewne mechanizmy, które powstały wiele wiele setek tysięcy lat temu, które funkcjonują do dzisiaj. My dzisiaj możemy tworzyć wielkie obrazy, wymyślać komputery, ale tak naprawdę to, że podoba ci się dana kobieta jest zaczepione na tym poziomie dlaczego podoba się jeden orangutan drugiemu, czy raczej Pani orangutanowej. To są takie proste rzeczy, zwykłe ewolucyjne potrzeby. Kobiecie tak naprawdę trzeba zapewnić bezpieczeństwo, trzeba jej pokazać, że mężczyzna jest przywódcą stada i potrafi o nią zadbać, zapewni dobre potomstwo i je ochroni. I z tego wynikają rzeczy, które ludzie robią.</p>
<p style="text-align: left;">Jeżeli taki delikwent, którego uczę, przeorganizuje swoje życie w ten sposób, że będzie miał większą pewność siebie, będzie miał cel w życiu i chęć do działania, co można wykształcić, to też będzie miał większe powodzenie wśród kobiet.</p>
<p><strong>Czyli nie być taką ciepłą kluchą?</strong></p>
<p>Dokładnie, nie być taką ciepłą kluchą, która nie wie co w życiu zrobić, która poznaje kobietę i zaczyna nagle  robić wszystko to co ona mu karze. Trzeba być człowiekiem, który zmierza w swoją stronę. który wie czego chce. Kobieta jest zainteresowana tym, aby stać się częścią jego życia, a nie całym jego życiem. Więc jeżeli człowiek potrafi to ogarnąć, potrafi znaleźć jeszcze kilka sposobów aby pozbawić się strachu przed podejściem do obcej dziewczyny, strachu który każdy w sobie ma, gdyż od małego wpaja się dzieciom, że nie należy podchodzić do obcych. No to jak taka osoba ma poznać później jakąś dziewczynę.</p>
<p style="text-align: left;">Jeżeli mężczyzna ogarnie w sobie pewne sprawy to potem rozmowa z dziewczyną jakąkolwiek czy dziewczyną siostrą czy matką wydaje się łatwiejsza i skuteczniejsza. Kobiety mają swój świat, często nie mówią wprost, facet wielu rzeczy musi się domyślać, nawet zrozumienie tych podstawowych zachowań naprawdę może człowiekowi pomóc.</p>
<p style="text-align: left;">Jak się więc okazuje to nie są trudne sprawy. Dziewczyny często śmieją się z facetów, bo ci popełniają coraz więcej błędów, nie mają oni dobrych wzorców do naśladowania. Jeżeli rodzice ich tego nie nauczą, a przeważnie nie uczą. Drugą rzeczą jaką widzi chłopak to scenariusze filmów disnejowskich, gdzie dziewczyna rzuca faceta, a ten przez cały film goni ją, kupuje kwiaty i jak jakiś podnóżek rzuca się do stóp, aż w końcu ta Jessica Alba  wraca do niego. Mężczyzna ma później takie scenariusze do głowy włożone i on myśli, że jak dziewczyna go rzuciła to trzeba od razu do niej przybiec z bukietem. On nie wie, że go rzuciła bo stracił dla niej wartość . Tym, że przynosi dla niej bukiet pokazuje, że ma jeszcze mniejszą wartość, tym że pada na kolana i traktuje ją jako jeszcze większą księżniczkę, która może go rozdeptać. Taki mężczyzna nigdy sobie nie poradzi. Faceci często zachowują się, głównie w sytuacjach trudnych często odwrotnie od tego jak powinni.</p>
<p><strong>Cały czas mówisz jednak o tym jak uczyć facetów, a kobiet nie uczysz technik rozmowy z mężczyzną?</strong></p>
<p>Kobiety też zacznę uczyć. U kobiet jest sytuacja prostsza, bo cała inicjatywa polega na tym, aby to facet się starał, a kobieta ma tylko akceptować zaloty. Kobieta według mnie powinna się tylko nauczyć jak nie zepsuć sprawy. Bo często one próbują być zadziorne, często próbują faceta zwodzić, aż ten się poddaje itp.<br />
Te mechanizmy pierwotne sprawiają, że u faceta nie liczy się wygląd, nie liczą się pieniądze. Liczy się charakter i jak on się zachowuje w stosunku do kobiet. Dziewczyna może polecić na faceta, który jest bezdomny, ale jak będzie się super zachowywał i się umyje. Natomiast my faceci jesteśmy dużo prostszymi zwierzętami, my głównie patrzymy na wygląd. Mamy to zakorzenione, że kobieta ma dać dobre potomstwo i je wychować i mężczyźnie w zasadzie więcej do szczęścia nie potrzeba. Natomiast kobieta potrzebowała człowieka silnego, mądrego, który wyżywi rodzinę i nie ucieknie jak ją zaatakują tylko obroni. Stąd się właśnie to bierze, że mężczyzna z silnym charakterem jest dla kobiet atrakcyjny, natomiast dla faceta ważniejszy jest wygląd. Dla kobiet ja głównie polecam pracę nad swoim wyglądem, dziewczyna naprawdę może dużo osiągnąć jak się dobrze ubierze, umaluje, zadba o figurę. Widziałem już takie przemiany niesamowite. Ale zamiast tego dziewczyny wolą siedzieć i użalać się nad sobą, że są takie mądre, a nie mogę znaleźć chłopaka.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k1.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-819" style="margin: 10px;" title="k1" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k1.jpg" alt="" width="286" height="163" /></a>To tak jak w biznesie. Wielu ludzi by chciało zacząć działać, ale siedzą i ciągle użalają się. </strong></p>
<p>No dokładnie. Tak jest w całym życiu, taka nasza mentalność polaków. Wynika to z tego, że jest nam za wygodnie. Dawno temu, kiedy trzeba było biegać za swoim jedzeniem i jak tego jedzenia nie zdobyłeś to umierałeś. Jest teraz w jakiś sposób wszytko dostępne. Każdy z nas żyje dostatniej niż królowie kilkaset lat temu. Po co się więc starać. Dostają nawet od państwa socjal i pracować się nie chce. Dlatego wolimy narzekać i nic nie robić i przez to też większość ludzi jest dla nas nieatrakcyjna i więcej singli jest.</p>
<p style="text-align: left;">Mało tego, takiego braku inicjatywy uczy się nas od najmłodszych lat, gdzie w szkole masz ślepo wykonywać polecenia nauczyciela. Zabija to indywidualność w człowieku i zabija  chęć pracy w życiu.</p>
<p><strong>Czy zatem przedsiębiorcy, są w oczach kobiet dobrym kandydatem na męża?</strong></p>
<p>Tak. Zdecydowanie. To są pewne cechy, które są zakorzenione w psychice. Po pierwsze jesteś na swoim czyli nie jesteś pracownikiem, który dostał pracę z przypadku. Przedsiębiorca robi przeważnie coś co jest jego pasją. Jest więc to sygnał, że masz kontrolę nad swoim życiem. Jesteś człowiekiem dużo bardziej wolnym.</p>
<p>No ale powiedziałeś, że pieniądze nie są ważne.</p>
<p>Ale ja nie powiedziałem, że musisz być bogatym przedsiębiorcą. Możesz być nawet biednym przedsiębiorcą. Słuchaj, dla kobiety będziesz atrakcyjny nawet jak będziesz sobie strugał drewniane ludziki w lesie i będziesz je sprzedawał, będziesz na skraju ubóstwa. Ale jeżeli te drewniane ludziki będą Twoją pasją i będą ci dawać tyle radości, że będziesz mógł kobiecie opowiadać o tych drewnianych ludzikach godzinami. To ona będzie potrafiła zobaczyć w tobie atrakcyjność. Jest mały procent kobiet, które lecą na kasę i tak naprawdę nikt takich kobiet nie chce mieć.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k16.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-818" style="margin: 10px;" title="k16" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2011/01/k16.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>A czy nie masz wrażenia, że jak branża szkoleń z podrywania urośnie to kobiety będą miały wrażenie, że wszyscy są przeszkoleni, że zachowanie facetów nie jest naturalne tylko sztuczne?</strong></p>
<p>Moja dziewczyna przychodzi na te szkolenia, pomaga i nie ma nic przeciwko. To nie są szkolenia z uwodzenia, podrywania czy hipnozy, nie uczymy jakiś wyuczonych tekstów, które zawsze działają i później im więcej osób się ich nauczy tym więcej kobiet już je zna. To nie na tym polega. Tego, że ty jesteś mężczyzną, który ewolucyjnie pociąga kobietę, każdą kobietę, bo każda kobieta ma podobną ewolucję, to nigdy się to im nie znudzi. Będzie dużo bardziej szczęśliwych związków na ziemi, ludzie będą się lepiej dobierać. Popatrz jakie są statystyki rozwodów, gdzie masz 50% szans, że Twoje małżeństwo skończy się rozwodem w ciągu kilku lat. Dzieje się tak, że często są to związki zrodzone z przypadku, ludziom odbija, nie szukają partnera takiego, aby był rzeczywiście atrakcyjny, tylko mają wkręcane w telewizji jakieś stereotypy. Są bombardowani przez telewizję negatywnym przekazem. Reklamy starają się nam wmówić, że jesteśmy do niczego jak nie kupimy samochodu czy jak jesteś za gruby to kup środek na odchudzanie, a jak jesteś za głupi to kup sobie to czy tamto to się lepiej poczujesz. W telewizji ciągle masz kretyńskie telenowele, albo teleturnieje lub politykę. Na MTV można zobaczyć program, gdzie jest jakaś lesbijka i facet, a jakaś kobieta żyje z nimi i ma wybrać z kim pójdzie na randkę. Takie wzorce nic dobrego naszej młodzieży nie dadzą, a tylko zaszkodzą. Dziwimy się potem, że jesteśmy w związkach nieszczęśliwi. Ktoś musi tym ludziom pokazać gdzie jest tak naprawdę ścieżka w życiu.</p>
<p><strong>Życzę ci zatem sukcesów zarówno w imprezach, szkoleniach oraz w życiu prywatnym i niech ci nawet nowa podwyżka Vat nie przeszkodzi w realizacji tego co zamierzasz.</strong></p>
<p>O tych podwyżkach Vat-u dowiedziałem się zupełnie niedawno i bardzo mi się to nie podoba. Podwyżki Vatu są dla mnie czymś nie do pomyślenia. Zwłaszcza, że ci ludzie, ta partia obiecała co innego parę lat temu. Podwyżki Vatu i tak dotkną tak naprawdę klienta, czyli nas wszystkich, bo każdy przedsiębiorca doliczy to do swojej ceny. Ale myślę, że dam radę.<br />
Dziękuje za możliwość podzielenia się swoimi spostrzeżeniami. Wszystkiego dobrego.</p>
<p><strong>Kamil Cebulski</strong><br />
<em>k.cebulski@millionaire.pl</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/krzysztof-krol-jak-zrobic-biznes-na-dyskotekach.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Millionaire Magazine #13</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-13.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-13.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jul 2010 17:04:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Millionaire Magazine</dc:creator>
				<category><![CDATA[Co w numerze?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=644</guid>
		<description><![CDATA[Artykuły dostępne on-line: Elżbieta Wojdyła &#8211; Rak piersi nie przeszkodził mi w otwarciu i prowadzeniu firmy Wywiad z Elą, której na przeszkodzie do sukcesu stanęła choroba. Nie przeszkodziło jej to i pomimo trudności otworzyła swoją wymarzoną firmę. Teraz zbiera nagrody. Carlos Slim Helu &#8211; Najbogatszy spryciaż świata Sylwetka najbogatszego człowieka świata według Forbes. Człowieka, którego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1><a href="http://www.millionaire.pl/images/mm13.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-536" style="margin-left: 10px; margin-right: 10px;" title="mm12" src="http://www.millionaire.pl/images/mm13.jpg" alt="mm13" width="210" height="293" /></a><strong>Artykuły dostępne on-line:</strong></h1>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html">Elżbieta Wojdyła &#8211; Rak piersi nie przeszkodził mi w otwarciu i prowadzeniu firmy</a><a href="http://www.millionaire.pl/urszula-czwartkowska-od-zera-do-70-osobowej-firmy.html" target="_blank"><br />
</a></strong></p>
<p>Wywiad z Elą, której na przeszkodzie do sukcesu stanęła choroba. Nie przeszkodziło jej to i pomimo trudności otworzyła swoją wymarzoną firmę. Teraz zbiera nagrody.</p>
<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html">Carlos Slim Helu &#8211; Najbogatszy spryciaż świata</a><a href="http://www.millionaire.pl/ankietowa-kampania-reklamowa.html" target="_blank"><br />
</a></strong></p>
<p>Sylwetka najbogatszego człowieka świata według Forbes. Człowieka, którego bogactwo jest co najmniej podejrzane i jest raczej efektem układów politycznych niż fachowego podejścia do tematu.</p>
<h1><strong> </strong><strong> </strong><strong> </strong><strong>Wyjątkowo polecamy:</strong></h1>
<p><strong>Nie masz problemów? Kup sobie Volvo &#8211; problemy same cię znajdą<br />
</strong></p>
<p>Oparty na prawdziwej historii materiał dotyczący lekceważenia klienta przez duża motoryzacyjną firmę. Kupując nowy, luksusowy samochód można spodziewać się różnych niespodzianek, ale na pewno nie tego, że 40% czasu auto będzie nie sprawne.</p>
<p><strong>Witamy w Zimbabwe<br />
</strong></p>
<p>Sytuacja gospodarcza w Zimbabwe jest co najmniej beznadziejna. Galopująca inflacja sięgająca miliardów procent oraz banknoty o nominale setek bilionów dolarów czy wożenie gotówki taczkami. To normalność w Zimbabwe i wcale nie planuje się polepszyć.</p>
<p><strong>Atomowy szwindel<br />
</strong></p>
<p>Czym jest elektrownia atomowa, a czym na pewno nie jest. O zagrożeniach płynących z budowy elektrowni atomowej w Polsce, i bezsensie takiego rozwiązania, zwłaszcza, że mamy unikalne możliwości tańszego i bardziej ekologicznego rozwiązania.</p>
<h1><strong>Spis Treści:</strong></h1>
<p><strong>WYWIAD RZEKA</strong><br />
04 Elżbieta Wojdyła &#8211; rak piersi nie<br />
przeszkodził mi w prowadzeniu firmy</p>
<p><strong>LUDZIE</strong><br />
10 Carlos Slim Helu<br />
- najbogatszy spryciarz świata</p>
<p><strong>EDUKACJA</strong><br />
14 Jak zwiększyć szanse przetrwania<br />
nowej firmy</p>
<p><strong>PROMOCJA I REKLAMA</strong><br />
18 Jak dobrze obsługiwać klientów<br />
przez internet</p>
<p><strong>WITAJ W ŻYCIU</strong><br />
22 Nie masz problemów? Kup VOLVO<br />
- problemy same cię znajdą</p>
<p><strong>ŚWIAT</strong><br />
26 Witamy w Zimbabwe</p>
<p><strong>ZARZĄDZANIE</strong><br />
32 Politycy i ornitolodzy</p>
<p><strong>TECHNOLOGIA</strong><br />
36 Atomowy szwindel</p>
<p><strong>EKONOMIA</strong><br />
44 Drukarze<br />
50 Pieniądz rządzi &#8230; Rządem!!!</p>
<p><strong>BIBLIOTEKA MILIONERA</strong><br />
56 Ekonomia Stosowana<br />
57 Giganci</p>
<p><strong>NEW YOU CAN USE</strong><br />
58 Jak ominąć podatek belki</p>
<p><strong>CIEKAWSOTKI</strong><br />
60 Polska<br />
62 Zagranica</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/zamawiam"><img src="http://www.millionaire.pl/images/takchce.jpg" border="0" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-13.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Carlos Slim Helu &#8211; Najbogatszy spryciarz świata</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jul 2010 16:50:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=664</guid>
		<description><![CDATA[Kontekst, w jakim dorobił się majątku i prowadzi swoje biznesy tegoroczny lider publikowanej przez magazyn Forbes listy najbogatszych ludzi świata za rok 2010, zaprzecza rzetelności samej listy. Majątek meksykańskiego krezusa, Carlosa Slim Helu, który już drugi rok z rzędu przewodzi rankingowi Forbesa, ma więcej wspólnego z układami politycznymi, tanim sprytem, znajomościami i moralną słabością rządzących, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/?attachment_id=666"><img class="alignleft size-medium wp-image-666" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="Carlos-Slim-Helu" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/Carlos-Slim-Helu-300x203.jpg" alt="" width="300" height="203" /></a>Kontekst, w jakim dorobił się majątku i prowadzi swoje biznesy tegoroczny lider publikowanej przez magazyn Forbes listy najbogatszych ludzi świata za rok 2010, zaprzecza rzetelności samej listy. Majątek meksykańskiego krezusa, Carlosa Slim Helu, który już drugi rok z rzędu przewodzi rankingowi Forbesa, ma więcej wspólnego z układami politycznymi, tanim sprytem, znajomościami i moralną słabością rządzących, niż z przedsiębiorczością i konkurencją.</strong></p>
<p>Jedną z zasad tworzenia listy najbogatszych ludzi świata, publikowanej każdego roku przez magazyn Forbes, jest pomijanie na niej koronowanych głów i przywódców państw, a także osób, które – jak handlarze narkotyków, czy mafioso – dorobiły się majątku w sposób nieuczciwy, nielegalny bądź odrażający. Steven Forbes powiedział w wywiadzie udzielonym niżej podpisanemu, że jego lista jest formą promocji kapitalizmu, a więc wolnego rynku i przedsiębiorczości. Ma dowodzić, a tym samym uczyć, że bogactwo i sukces są możliwe i leżą w zasięgu każdego z nas. Dowodem prawdziwości tych słów jest fortuna zgromadzona przez dziadka i ojca obecnego włodarza Forbes Inc., Steven Forbesa, którzy – pomimo ogromnej konkurencji &#8211; dorobili się majątku dzięki własnej pracy, inicjatywie i kreatywności. Przykładami takiej postawy są postacie Sama Walton, założyciela największej na świecie sieci sklepowej, Wal-mart, który przewodził liście w latach 80., a także zdetronizowany przez tegorocznego lidera listy najbogatszych, meksykańskiego krezusa, Carlosa Slima Helu, założyciel Microsoftu, Bill Gates &#8211; najbogatszy człowiek świata w ostatnich 15 edycjach listy.</p>
<p>Nominowaniem p. Helu na najbogatszego przedsiębiorcę świata, magazyn Forbes rzucił cień na największy atut swego imperium wydawniczego, jakim była zawsze rzetelność informacyjna oraz wierność regułom wolnego rynku i konkurencji. Jeśli Forbes zdecydował się umieścić na swej liście meksykańskiego nababa, mógł równie dobrze uczynić to samo z Vladimirem Putin, który dorobił się majątku dzięki inwestycjom w papiery wartościowe, czy kolumbijskiego potentata przemysłu „farmaceutycznego”, nie żyjącego dziś Pablo Escobara.</p>
<p><strong><a rel="attachment wp-att-671" href="http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html/1725-telmex-reuters"><img class="alignleft size-medium wp-image-671" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="1725-telmex-reuters" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/1725-telmex-reuters-300x172.jpg" alt="" width="300" height="172" /></a>Skąd te pieniądze?</strong></p>
<p>W Meksyku go nienawidzą. I trudno się dziwić. Każdy, kto korzystał kiedyś z usług meksykańskiego telecomu czuje się w jakimś stopniu upokorzony, żeby nie powiedzieć, okradziony. Telmex, albo jak kto woli, Telefonos de Mexico, to meksykański monopolista telekomunikacyjny, który robi z tamtejszym, ostatnio także z brazylijskim rynkiem telekomunikacyjnym, niemal co chce.<br />
Tegoroczny lider dorobił się fortuny dzięki bezprecedensowym w skali świata przywilejom monopolistycznym uzyskanym blisko dwadzieścia lat temu od rządu meksykańskiego. Ochrona ze strony skorumpowanych polityków i urzędników pomogła Telmexowi stać się czwartym pod względem wielkości dochodów (ale nie ilości abonentów) operatorem telefonii komórkowej na świecie. Właściciel firmy inwestuje ponadto w wydobycie ropy naftowej, produkcję kabli telefonicznych, opon, a od niedawna także w media; Slim Helu przejął właśnie pakiet kontrolny najbardziej wpływowego dziennika amerykańskiego, New York Times. Nie twierdzę, że najbogatszemu człowiekowi AD 2010 brak jest pomysłowości, energii i innowacyjności, uważam jednak, że nie tym cechom zawdzięcza on swój sukces. Umożliwił mu go niemal wyłącznie układ polityczny, który od samego początku był, co najmniej, podejrzany.<br />
Zaczęło się od spotkania Slima ze złej sławy, zbiegłym zaraz po zakończeniu kadencji eks-prezydentem Meksyku, Carlosem Salina de Gortari, na którego koncie znajduje się m.in. sprowokowanie krwawo stłumionego powstania Indian w Chiapas, a także podejrzenia o mordowanie przeciwników politycznych. Brat eks-prezydenta odsiaduje za morderstwo konkurenta politycznego, Luisa Closio, wyrok 50 lat więzienia, sam prezydent zaś schronił się (podobno) na Kubie. To właśnie Salinas, w ramach programu „liberalizacji” gospodarki Meksyku, sprzedał meksykańskiemu biznesmenowi pochodzenia libańskiego, Carlosowi Slim Helu, Telmex nie tylko za relatywnie śmieszne pieniądze (1,7 miliarda dolarów, ekwiwalent mnij niż 5 miliardów złotych), lecz także z zapewnieniem, że przez kolejne lata (plotka głosi, że chodzi aż o 20 lat) żaden meksykański rząd nie pozwoli, by Slimowi stała się „krzywda” w postaci dopuszczenia do meksykańskiego rynku konkurencji zagranicznej. Od tamtego momentu, niezagrożony jakimkolwiek rywalem, stworzył Slim jeden z najgorszych i najdroższych telefonicznych systemów świata. Tak przynajmniej wyrażają się o meksykańskiej telefonii jej użytkownicy; sam przez trzy lata z Telmexu korzystałem, więc wiem co piszę. W walce o miano najgorszej firmy telefonicznej świata nie jest w stanie wyprzedzić Telmexu go nawet polska (francuska?) TP S.A., która powstała w dość podobnych okolicznościach.<br />
Dzięki bezprawnej ochronie ze strony państwa niezagrożony p. Slim Helu gromadził środki na pomnażanie zasobów swego imperium. Rosnąca potęga ekonomiczna, zamieszkałego przez 100 milionów mieszkańców, Meksyku, a także ponad 10.milionowa diaspora w USA, zmuszone praktycznie do korzystania z Telmexu wprowadziły go na Olimp najbogatszych ludzi globu. Nie mam cienia wątpliwości, że gdyby tylko pojawiła się tam (i w Polsce) konkurencja czy to z USA czy z Azji, Telmex ze swoim prezesem Slim Helu, podobnie jak i Telekomunikacja Polska S.A. z jej największymi akcjonariuszami, poszliby z torbami, a ich abonenci odżałowaliby ostatni swój grosz (czy peso) na Mszę świętą dziękczynną.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-672" href="http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html/untitled-2-copy-2"><img class="size-full wp-image-672 alignnone" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="Untitled-2 copy" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/Untitled-2-copy.jpg" alt="" width="695" height="385" /></a></p>
<p><strong>Who is who</strong></p>
<p>Zasługą Slima jest to, że wyczuł właściwy moment i go nie zmarnował. Początek lat 1990., to w Meksyku, podobnie jak i w Polsce czas zamętu i zmian. Skorumpowany rząd, chaos wywołany kryzysem, jaki pojawił się w następstwie wejścia Meksyku do NAFTA, dewaluacja peso prawie o 60 procent, wybuch krwawo stłumionej przez Salinasa rewolucji indiańskiej w Chiapas, a także gwałtowne utarczki przedwyborcze w ramach rządzącej PRI, których ukoronowaniem było zamordowanie przez brata prezydenta, Raula Salinasa de Gortari, kandydata na najwyższy urząd w kraju, Luisa Colosio wszystko to było skuteczną zasłoną dymną dla dziwnych prywatyzacji. Pod tym względem sytuacja przypominała to, co działo się wtedy w Polsce, że wymienię tylko prywatyzację Elektrociepłowni Warszawskiej czy Telekomunikacji Polskiej S.A., które nie miały przecież całkiem „spontanicznego” charakteru.<br />
W takich to okolicznościach pojawia się na scenie gospodarczej, a właściwie politycznej, bliżej nieznany makler z Mexico City, niejaki Carlos Slim, nazwisko po matce: Helu. Majątek zgromadził zajmując się rzekomo skupem upadających firm meksykańskich. Być może tak było, choć jeszcze cztery, czy nawet pięć lat po przejęciu Telefonos de Mexico, Slim był postacią względnie mało znaną. Stał się człowiekiem nieco bardziej rozpoznawalny z chwilą zakupu firmy, która jest do tej pory uznawana raczej za porażkę inwestycyjną niż jego sukces, chodzi o sieć sklepów odzieżowych i kawiarni Sanborns. Wciąż jednak uchodził za uosobienie frajera. Na pewno jednak telefonami się jeszcze nie interesował, choć przecież powinien. Telmex – podobnie jak całe państwo meksykańskie, które minister skarbu za prezydenta Clintona, Robert Rubin cudem wykupił w 1994 roku, ratując przy okazji swoje własne pieniądze zainwestowane w Goldman Sachs and Co., największego posiadacza zbankrutowanych obligacji skarbu państwa Meksyku – był ruiną na skraju bankructwa. Dla kogoś, kto skupuje upadające firmy, żeby zarobić na ich rewitalizacji, okazja wyśmienita. Ale Slim jej nie dostrzegł. Dlaczego? To pytanie zadają sobie analitycy meksykańscy, amerykańscy i polscy analizując metody prywatyzacji firm państwowych w latach 1990. Czy to nie dziwne?  Warrent Buffett, George Soros, Carl Icahn czy nawet Roman Karkosik nie czekaliby na ostateczny upadek firmy, w obawie, że wtedy konkurentów do wielkich pieniędzy będzie wielu. Slim zaryzykował? A może szukał dobrego dojścia?<br />
Ludzie z Wall Street, dla których najbogatszy człowiek świata był do niedawna zagadką uważają, że dopiero pełne bankructwo Telefonos zwróciło uwagę miejscowych polityków na firmę, którą rząd traktował dotąd jak kulę u nogi. Meksykański telecom, podobnie jak Pemex, państwowy monopolista na rynku ropy naftowej, były jedynymi w świecie firmami w swoich branżach, które przynosiły stratę. Dostrzegli w bankrucie potencjał dla siebie. Psa z kulawą nogą nie obejdzie fakt sprzedaży Telefonos de Mexico w ręce prywatne. Właśnie wtedy Slim Helu zaczął się pojawiać na dworze w Los Pińos, gdzie urzędował Carlos Salinas.</p>
<p><strong>Ekonomicznie i politycznie</strong></p>
<p>Ludzie pokroju Slima Helu to zakała kapitalizmu. W popularnej opinii traktuje się ich jak kapitalistów, podczas gdy w rzeczywistości są kombinatorami, którzy z wolnym rynkiem mają niewiele wspólnego. Nawet dzisiaj, kiedy jest już najbogatszych facetem świata, Slim ma opinię krwiopijcy, który słabo płaci, źle ludzi traktuje, żyłuje ceny – i to nie tylko w Meksyku, taką strategią zdobył również największy rynek latynoski, jakim jest Brazylia. Jak to możliwe? A no możliwe, wszak nie obawia się konkurencji, przed którą chroni go układ prywatyzacyjny sprzed niespełna 20 lat.<br />
Slim Helu to nie jedyny „biznesmen”, który tak działa. Roi się od nich w Rosji i byłych demoludach. Palą długie cygara, kupują drogie jachty i drużyny futbolowe za pieniądze, których tak naprawdę nigdy nie zarobili.<br />
Upadek komunizmu, liberalizacja gospodarek większości rozwiniętych krajów świata, wypromowały swoisty rodzaj kapitalizmu, zwany interwencjonizmem. Jest to upolityczniona wersja gospodarki wolnorynkowej, nie mająca wiele wspólnego z klasyczną odmianą tego systemu. Wykorzystując moralną słabość rządu, a przede wszystkim rosnące w kosmicznym tempie wydatki budżetowe, za które władza kupuje spokój i przychylność mas, niektórzy z „biznesmenów” zorientowali się, że dużo korzystniej i bezpieczniej jest robić interesy nie bezpośrednio z rynkiem, lecz z państwem, czyli z politykami.<br />
Panowie Kulczyk, Krauze, Chodorkowski, Berezowski i kilkuset innych tworzyli swą zasadniczą przewagę konkurencyjną, dzięki której zbudowali fortuny i po części monopole, nie w oparciu o wybitne talenty przedsiębiorcze, innowacyjność, ciężką pracę i udowadniając, że służą konsumentowi lepiej od innych – jak Gates, Dell czy Witkowicz – lecz przy pomocy działań politycznych: umiejętności współpracy z politykami i dostosowaniu się do ich preferencji, które z rynkiem i gospodarką miały stosunkowo niewiele wspólnego. Chodorkowski, Abramowicz, Krauze brali udział w „manipulowanych” przetargach, do których pełny dostęp mieli tylko wybrani, albo które odbywały się wedle reguł uznaniowych określanych przez klasę polityczną. Jeśli nawet ktoś zakwestionował ich wiarygodność, nie oni ponosili konsekwencje mętnych układów, lecz podatnicy, którzy, jak choćby w przypadku PZU-Eureko, z własnej kieszeni zapłacili odszkodowanie za wadliwą albo oszukańczą procedurę przetargową.<br />
W przypadku Carlosa Slima przetarg też nie był otwarty, bo gdyby był, przegrałby go niechybnie z potężną konkurencją ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Chin. A gdyby nawet potrafił z konkurentami wygrać, nikt by mu nie zagwarantował ochrony na tak długie lata. Skorzystał dzięki polityce. Nie twierdzę, że ktoś, kto robi w ten sposób interesy jest złoczyńcą, lecz staram się pokazać, że taki biznes nie jest kapitalizmem. Co więcej, jest wrogiem kapitalizmu. Widać to chociażby z ostatniego sondażu „Gazety Wyborczej”, w którym aż 80 procent ankietowanych uważa, że w Polsce – co jest kompletną bzdurą &#8211; można się wzbogacić tylko na drodze przestępczej. Czy trudno się potem dziwić histerii, jaka owładnęła zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, który nawet konta bankowego nie ma?<br />
Jeśli zatem magazyn Forbes mieni się ikoną kapitalizmu i wolnego rynku, powinien bardziej skrupulatnie dobierać kandydatów do swojej listy najbogatszych. W przeciwnym razie łatwo pomylić kapitalizm, a więc ustrój oparty na równych szansach, konkurencji, na pracy, pomysłowości i wolności, z cwaniactwem polegającym na korupcji, umiejętnościach porozumiewania się z elitami politycznymi, pozyskiwania dotacji finansowanych przez podatnika i lobbowania na rzecz własnych interesów kosztem konsumentów, czyli nas wszystkich. Taki ustrój to rzeczywiście horror.</p>
<p>Jan M. Fijor</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elżbieta Wojdyła &#8211; Rak piersi nie przeszkodził mi w otwarciu i prowadzeniu firmy</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jul 2010 16:29:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Hubert Zawrzykraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=646</guid>
		<description><![CDATA[Otworzyć własną firmę i odnieść sukces jest ciężko. Jeszcze trudniej jest, kiedy przez całe życie nie miało się styczności z prowadzeniem firmy. Elżbieta Wojdyła, długoletnia „przedszkolanka” postanowiła otworzyć salon welness dla kobiet. Kilka tygodni po zainwestowaniu kilkuset tysięcy złotych wykryto u niej raka piersi. Remontowała lokal, organizowała firm, zatrudniała ludzi, a popołudniami walczy z rakiem. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a rel="attachment wp-att-647" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/elawojdyla"><img class="size-full wp-image-647 alignleft" style="margin: 10px; border: 1px solid black;" title="elawojdyla" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/elawojdyla.jpg" alt="" width="200" height="211" /></a>Otworzyć własną firmę i odnieść sukces jest ciężko. Jeszcze trudniej jest, kiedy przez całe życie nie miało się styczności z prowadzeniem firmy. Elżbieta Wojdyła, długoletnia „przedszkolanka” postanowiła otworzyć salon welness dla kobiet. Kilka tygodni po zainwestowaniu kilkuset tysięcy złotych wykryto u niej raka piersi. Remontowała lokal, organizowała firm, zatrudniała ludzi, a popołudniami walczy z rakiem. Nie było miejsca na żale i poty. Z rakiem wygrała, a jej firma rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów, zodbywają co chwilę kolejne nagrody.</strong></p>
<p><strong>W czym tkwi sukces firmy, którą Pani zakładała podczas ciężkiej choroby, a mianowicie raka piersi?</strong></p>
<p>Sukces mojej firmy tkwi w mojej ogromnej pasji, jaką jest moja praca. Od samego początku wierzyłam w sukces mojego projektu, ponieważ w 33 tys. mieście, jakim jest Oława, nie było takiego klubu. Sama, jak również inne kobiety, jeździłam do pobliskiego Wrocławia lub Brzegu, żeby skorzystać z ofert tamtejszych klubów.<br />
Tam też zobaczyłam, jakie są, rodzaje zajęć, poznałam pracę instruktorów, wiedziałam już z obserwacji, jakie są oczekiwania młodych kobiet i dziewcząt, miałam więc wizję swojego wymarzonego klubu.<br />
Centrum Odnowy Biologicznej zaczęłam remontować w chwili, kiedy dowiedziałam się, że jestem chora na raka piersi. Przechodzenie choroby w żadnym stopniu nie zatrzymało moich zamierzeń. Dwu miesięczny pobyt w szpitalu opóźnił prace remontowe zaledwie o kilka dni. Brak materiałów budowlanych, ich wysokie ceny, masowy wyjazd specjalistów i brygad budowlanych nie był dla mnie samej żadną przeszkodą. Wiedziałam, że i z tym sobie poradzę.<br />
Mój pozytywizm zarażał wokół innych, dlatego też całkowity remont naszego klubu od momentu wbicia pierwszej łopaty do przyjęcia pierwszego klienta trwał zaledwie 8 miesięcy.<br />
Patrząc dziś na moje centrum z perspektywy 2 lat widzę, jak wspaniale rozwinął się nasz klub, jak profesjonalny stał się nasz zespół pracowników do którego należą panie z obsługi klienta, kosmetyczki, masażystki, instruktorzy fitness. Stworzyłam w klubie rodzinną atmosferę, co sprzyja większemu angażowaniu się personelu w codzienną pracę klubu.</p>
<p><strong>Jakie zajęcia prowadzone są w Centrum? Czym wyróżnia się firma na tle konkurencji?</strong></p>
<p>Przez cały czas ofertę naszego klubu rozszerzamy o wspaniałe nowości, nie skupiając się tylko na odnowie biologicznej. Szkoła Rodzenia czy Akademia Małego Brzdąca, to małe dzieci naszego sukcesu.<br />
W ofercie naszego klubu są zajęcia dla kobiet w ciąży, dlatego pomyślałam o utworzeniu szkoły rodzenia, gdzie przyszli młodzi rodzice zapoznają się z nową życiową sytuacją, jaką jest macierzyństwo. Był to strzał, w dziesiątkę. Już niedługo w lutym 2010 r. ruszy 5 edycja szkoły. Dzieci rodzą się zdrowe, rodzice uśmiechają się, co utwierdza nas w przekonaniu, że było warto.<br />
Najmłodszym dzieckiem naszego klubu jest Akademia Małego Brzdąca. Jest to dzienna opieka nad dziećmi od 2 do 5 lat. W naszym mieście działa kilka przedszkoli, ale według jakiś śmiesznych zarządzeń są tam miejsca tylko dla dzieci, których mamy pracują zawodowo. Pozostałe dzieci mogą się rozwijać w domach pod opieką rodziców, a z tym jest różnie. Dlatego mój nowy pomysł to wykorzystanie codziennie od 10 do 16 sali fitness, ponieważ zajęcia fitness rozpoczynają się po 17, więc zamieniamy ją w nasze mini przedszkole.<br />
Do naszej Akademii uczęszcza mała grupka dzieci, ale myślę, że jest to kwestia czasu. Już za niedługą chwilę będziemy rodzicom odmawiać przyjęcia dzieci ze względu na brak miejsc.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-653" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/ela1"><img class="alignleft size-medium wp-image-653" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="ela1" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/ela1-300x189.jpg" alt="" width="300" height="189" /></a></p>
<p><strong>Jaki dla Pani był poprzedni rok, jeśli chodzi o branżę wellness?</strong></p>
<p>Kryzys tak modne ostatnio słowo, to dla mnie zwykła pożywka dla mediów, którzy w prosty sposób zapełnili swoje strony gazet. Oczywiście światowy kryzys wpłynął, na naszą gospodarkę i nasze życie, oczyścił nasze portfele, ale pomógł wielu wzbogacić się ze względu na niskie ceny.<br />
Konsumpcja ludzi zmalała, ale dbanie o własne zdrowie i kondycję fizyczną to nie to samo, co kupno telewizora, samochodu czy domu. Mądre i odpowiedzialne klientki wiedzą, że dobre samopoczucie zależy od systematyczności. Kobiety dbając o swój wizerunek wiedzą, że sport i zdrowie to priorytet w ich życiu, a tym samym zaoszczędzenie sporych sum pieniędzy na lekarzy i lekarstwa.<br />
Patrząc na finanse ubiegłego roku widać zmiany, mniejsze przychody, ale nie widać dużej różnicy w ilości klientek, wręcz przeciwnie nowych stale przybywa, a stałe klientki mniej lub bardziej systematycznie wciąż korzystają z oferty naszego klubu.</p>
<p><strong>Czy może Pani opowiedzieć o swoich pasjach? </strong></p>
<p>Moja pasja, jaką jest sport i rekreacja, towarzyszyła mi od najmłodszych lat.<br />
Mieszkając w kamienicy, gdzie na podwórku było 12 chłopaków, tylko ja jedna dziewczyna, nie było szans na babskie zabawy lalką czy wózkiem. Moje zabawki z dzieciństwa to pistolety, karabiny, łuki, proce. Łażenie po drzewach, gra w piłkę nożną, robienie zasadzek na dzieci z innych podwórek, pływanie na krach, to szara codzienność naszego podwórka. Grając z chłopakami w nogę byłam etatowym bramkarzem przez wiele, wiele lat. Swoją podwórkową karierę skończyłam w wieku 15 lat zdając do liceum.<br />
W szkole średniej moja przygoda ze sportem nie skończyła się. Dalej grałam w piłkę, tylko nie nożną, a w siatkę, kosza czy szczypiorniaka. Przez 4 lata grałam w reprezentacji szkoły, dlatego wybór studiów był dla mnie niezwykle łatwy ze względu na moje sportowe zainteresowania. Wybrałam wrocławski AWF. Zdając przez 2 kolejne lata na uczelnię we Wrocławiu i Poznaniu, niestety nie dostałam się po zdaniu dobrze egzaminów z powodu dużej ilości kandydatów i tzw. braku miejsc.<br />
Dzisiaj moje marzenia o studiach kontynuuje moja córcia Kasia &#8211; studentka pierwszego roku AWF we Wrocławiu.<br />
Wiedziałam, że ukończenie liceum nie jest szczytem moich marzeń, chciałam pracować z młodzieżą, aktywnie rozwijać się, doskonalić, dlatego poszłam do pracy do przedszkola, co w tamtych czasach ze względu na braki miejsc pracy, było nie lada osiągnięciem.</p>
<p><strong>Pracowała Pani w przedszkolu, a dziś prowadzi Pani Centrum Odnowy Biologicznej. Kiedy podjęła Pani decyzję o otwarciu działalności gospodarczej? Skąd wziął się pomysł na Centrum Odnowy Biologicznej? Jakie były początki firmy?</strong></p>
<p>W czasie 8 letniej pracy jako nauczyciel wychowania przedszkolnego ukończyłam dwuletnie studium nauczycielskie, brałam udział w wielu kursach i szkoleniach. Jak tylko mogłam starałam się poszerzyć swoją pedagogiczną wiedzę, ale najważniejszą sprawą była dla mnie cudowna praca z dziećmi. Moje podejście do dzieci, śmieszne i zabawne pomysły sprawiły, że zostałam ulubienicą wszystkich dzieci, nawet tych, z którymi na co dzień nie prowadziłam zajęć.<br />
W 1987 r. wyszłam za mąż za Jarka, mojego kolegę ze szkolnej ławy. W 1988 r. odeszłam z przedszkola, aby pomóc mężowi w prowadzeniu jego firmy. Mąż prowadził firmę produkującą galanterię z modeliny dla kobiet, więc przez kilka lat na brak pracy nie narzekaliśmy. Zmiany gospodarcze w kraju wymusiły na nas zmianę profilu działalności. W 1990 r. mąż otworzył skup surowców wtórnych, który prowadzi do dnia dzisiejszego.<br />
Przez te wszystkie lata starałam się nie zapominać o swojej kochanej pasji, jaką jest sport.<br />
W 2004 roku otworzyłam swoją działalność gospodarczą. Zajęłam się sprzedażą suplementów niezbędnych w odchudzaniu. Sama schudłam ponad 30 kg, więc swoją osobą mogłam reklamować swoje produkty.<br />
Rok 2005 to wyjazd na szkolenie dystrybutorów firmy Herbalife do USA, gdzie na własne oczy zobaczyłam jak ogromny jest problem otyłości w Stanach, usłyszałam o branży wellness i jej niesamowitym rozwoju. Po powrocie do kraju wiedziałam, że droga, którą wybrałam jest słuszna i przyniesie mojej firmie wspaniały rozwój. Zajęcia fitness dla kobiet prowadziłam w wynajętych salach gimnastycznych, gdzie warunki sanitarne, np. brak szatni, były nie do przyjęcia. Znałam oczekiwania moich klientek, starałam się znaleźć takie miejsce, w którym kobiety poczują się wspaniale.<br />
Swoją karierę rozpoczęłam od profesjonalnego podejścia czyli zadbania o swój rozwój osobisty. W wieku 47 lat zrobiłam kurs instruktora fitness i zaczęłam rozglądać się za miejscem, gdzie mogłabym stworzyć swój klub. Kiedy już znalazłam zdewastowane pomieszczenia zakładu przyrodoleczniczego, zaczęłam podróż po urzędach w celu uzyskania odpowiednich zezwoleń i wtedy przyszła choroba.</p>
<p><strong>Walczyła Pani z ciężką chorobą i jednocześnie załatwiała formalności związane z otwarciem firmy. Kto Pani pomagał?</strong></p>
<p>Mój pobyt w szpitalu na onkologii był przeplatany przepustkami i chodzeniem po urzędach i wypełnianiu stosów papierów; nie miałam żadnej taryfy ulgowej. Pomimo choroby nikt mi nie pomagał, mogłam liczyć jedynie na pomoc moich najbliższych i rodziny.</p>
<p><strong>Skąd miała Pani środki finansowe na remont pomieszczeń zakładu przyrodoleczniczego? Czy korzystała Pani z wielu dostępnych dziś środków z różnych instytucji na otwarcie działalności? </strong></p>
<p>Rozpoczynając remont nie miałam żadnych oszczędności, pierwsze pieniądze to kwota 20 tys., które otrzymałam za ubezpieczenie od groźnej choroby (dobrze, że takowe miałam).<br />
Bardzo pomocna w uzyskaniu kredytu na remont mojego centrum była firma mojego męża, która stała się zabezpieczeniem moich zobowiązań. Dla banku byłam tylko żoną przedsiębiorcy działającego na lokalnym rynku ponad 18 lat. Moja nowa firma nie miała żadnej historii bankowej, więc praktycznie nie liczyła się. Co z tego, że opowiadałam, jakie piękne stworzę centrum. Bank widział tylko zdewastowane pomieszczenia. Nikt nie chciał mi podać ręki.<br />
Nie skorzystałam z żadnych unijnych pieniędzy przy zakładaniu firmy. Jedynie przy zatrudnieniu 3 pierwszych pracowników otrzymałam dotację w kwocie 36 tys. na utworzenie miejsc pracy, z obowiązkiem utrzymania 3 stanowisk pracy na okres 2 lat.<br />
Dużo pomocy otrzymaliśmy od przyjaciół, którzy widząc, z jaką determinacją walczę z chorobą, a jednocześnie buduję od zgliszcz swoje wymarzone centrum, pożyczyli nam pieniądze na dalszy remont.</p>
<table>
<tbody>
<tr>
<td><a rel="attachment wp-att-654" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/olympus-digital-camera"><img class="alignleft size-medium wp-image-654" style="border: 1px solid black;" title="Elżbieta Wojdyła" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/ela2-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></td>
<td><a rel="attachment wp-att-655" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/ela3"><img class="alignleft size-medium wp-image-655" style="border: 1px solid black;" title="ela3" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/ela3-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><strong>Jak zarobiła Pani pierwsze pieniądze, to na co zostały przeznaczone?</strong></p>
<p>Mówiąc o pierwszych pieniądzach, jakie zarobiłam będąc instruktorem fitness, były one jedynie spożytkowane na pokrycie wynajęcia sal gimnastycznych, zakup niezbędnego sprzętu do ćwiczeń. Nie marzyłam o dużych kwotach. Dla mnie największą zapłatą był uśmiech i zadowolenie klientek i to, że prowadzę fajne zajęcia, na które przychodzi coraz więcej kobiet.<br />
Zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa w nowo otwartym centrum. Wszystkie zarobione pierwsze pieniądze przeznaczaliśmy na niezbędne wydatki tzw. koszty, a cały zysk szedł na zakupy wyposażenia klubu w nowe urządzenia.</p>
<p><strong>Ile osób obecnie pracuje w Centrum?</strong></p>
<p>Mój zespół na dzień dzisiejszy liczy 8 osób, 4 osoby pracują ze mną od początku działalności.</p>
<p><strong><a rel="attachment wp-att-661" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/5-2"><img class="alignleft size-full wp-image-661" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="5" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/5.jpg" alt="" width="120" height="90" /></a>Czy w trakcie istnienia firmy wystąpiły większe problemy? Jeśli tak, to  jak sobie Pani z nimi poradziła? </strong></p>
<p>Największym mankamentem w mojej działalności jest niesprawna kanalizacja na zewnątrz budynku. W czasie remontu całkowicie wymieniliśmy całą instalację wodno-kanalizacyjną i CO w naszych pomieszczeniach, natomiast zarządca budynku, a jest nim gmina miejska, pomimo naszych próśb nie wyremontowała zniszczonej instalacji i to też było powodem całkowitego zniszczenia naszego klubu w czasie ulewnych opadów deszczu w lipcu ubiegłego roku w wyniku niedrożnych kratek ściekowych. Budynek został całkowicie zalany. Przez 2 miesiące musieliśmy od początku przeprowadzać kapitalny remont, tak jak byśmy zaczynali od nowa.<br />
Ale dzisiaj centrum jest jeszcze piękniejsze, super odświeżone, cieszy oczy naszych zadowolonych klientek.<br />
Dla mnie samej było to duże wyzwanie zarówno finansowe jak i emocjonalne, ale jestem tak wyćwiczona w boju z takimi przeciwnościami, więc szybko z tym sobie poradziłam.</p>
<p><strong>Jest Pani aktywną kobietą. Czy oprócz pracy w Centrum angażuje się Pani w inne przedsięwzięcia?</strong></p>
<p>Oprócz swojej działalności w klubie w 2007 r. powołałam do życia stowarzyszenie Zawsze Kobieta, które powstało po to, by pokazać kobietom jak przejść chorobę nowotworową, znaleźć dobrą pracę, systematycznie dbać o własne zdrowie i szczupłą sylwetkę. Powstanie stowarzyszenia bardzo pomogło mi rozwinąć na terenie miasta życie kulturalne i rekreacyjne kobiet. Nasz klub jest nie tylko miejscem do ćwiczeń, ale także przede wszystkim miejscem spotkań, integracji środowiska kobiecego naszego miasta.<br />
Imprezy typu Walkathon 2008 w Krakowie, Marsz Różowej wstążeczki &#8211; dzień do walki z rakiem piersi, koncerty Ireny Jarockiej, zbiórka zabawek dla Fundacji Anny Dymnej, Noc Świętojańska, mikołaj, zabawy karnawałowe to duże osiągnięcia mojej osoby jako właściciela klubu, a także prezesa stowarzyszenia.</p>
<p><strong>W 2008 r. zdobyła Pani zaszczytne wyróżnienie „Mikroprzedsiębiorca Roku”. Co zmieniło ono w firmie i życiu osobistym?</strong></p>
<p>W 2008 zaledwie w drugim roku mojej działalności otrzymałam nominację do konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku. Ze 115 zgłoszeń z całego kraju właśnie moja firma została wyróżniona w kategorii głównej. Otrzymałam nagrodę pieniężną w kwocie 15.000zł., którą przeznaczyłam na rozwój naszej firmy. To właśnie wyróżnienie bardziej zmotywowało mnie do dalszej pracy, rozwinęło moją pomysłowość w dziedzinie mojej działalności.</p>
<p><strong><a rel="attachment wp-att-658" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/3-2"><img class="alignleft size-medium wp-image-658" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="3" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/3-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Czy otrzymała Pani również inne nagrody i wyróżnienia?</strong></p>
<p>Moje zaangażowanie zostało również zauważone przez społeczność lokalną. Latem 2009 r. otrzymałam nagrodę Kogut 2008, a w październiku 2009 r. zostałam wyróżniona w konkursie Niezwykłe Polki 2009.<br />
Obecnie zostałam nominowana do 2 konkursów Gloria 2009 oraz Laury Magellana.<br />
Te wszystkie nagrody cieszą mnie tym bardziej, że bardziej motywują mnie do działania i przekonują mnie, że praca, którą wykonuję jest bardzo wartościowa, a ponieważ uwielbiam to robić, moja praca jest moją radością.</p>
<p><strong>Jaką osobą jest Pani na co dzień?</strong></p>
<p>Na co dzień jestem wielką marzycielką. Myślę pozytywnie, otaczam się ludźmi, na których zawsze mogę liczyć. Sama spieszę z pomocą, ale wiem kiedy jestem w potrzebie mogę liczyć na pomoc wielu przychylnych mi ludzi, nieraz zupełnie obcych.<br />
Właśnie choroba, remont klubu, powtórny remont po zalaniu, bezinteresowna pomoc klientek i ich rodzin, pokazało mi jak wokół siebie mam dużo przyjaciół.<br />
Mamy oboje z mężem dużo przyjaciół ludzi zamożnych, właścicieli dużych firm ,którzy będąc przedsiębiorcami w krótkim czasie doszli do dużych majątków, ale pozostali nadal fajnymi ludźmi. Są też tacy, dla których liczy się tylko pieniądz, ale takich nie mam wśród swoich znajomych i nie chcę mieć.</p>
<p><strong>Jakie  cechy powinna posiadać osoba zanim zdecyduje się na założenie firmy? Proszę opowiedzieć również, jakie Pani &#8211; oprócz samozaparcia -  posiada?</strong></p>
<p>Ja swojego biznesu uczyłam się od podstaw, działania urządzeń, rozmów z klientami, Podpisywania dobrych umów, zarządzania zespołem ludzkim, to wszystko była dla mnie czarna magia, ale i z tym sobie poradziłam. Ale przez współpracę wzajemne zrozumienie, pomoc mnie i innym, uczyłam się swojego sukcesu.<br />
Dzisiaj jako 50 letnia kobieta wiem, że gdyby była nowa możliwość otworzenia biznesu, uczyniłabym wszystko, aby nowy interes przyniósł mi sukces. Każdy przedsiębiorca, który podchodzi do swojej pracy z pasją jest dla mnie godny do naśladowania.<br />
Dzisiaj, chcąc otworzyć działalność gospodarczą nie trzeba nic umieć, są wyspecjalizowane firmy, które zadbają o finanse, rozwój firmy, ale nie dadzą energii i pasji działania.<br />
Sama wiem po sobie, że wiedzę, którą zdobyłam w mojej pracy będąc właścicielem firmy nie zdobyłabym w żadnej szkole. Codzienne trudności, jakie napotyka każdy w swojej działalności, ale jednocześnie ogromna satysfakcja z ich pokonania, utwierdza mnie w przekonaniu, że tylko praca dla siebie jest pracą godną każdego człowieka.</p>
<p><strong>Jak z perspektywy czasu wspomina Pani pracę w przedszkolu?</strong></p>
<p>Praca w przedszkolu przynosiła mi wspaniałą satysfakcję, uwielbiam dzieci, jestem pogodna i uśmiechnięta. Była bym dobrym nauczycielem, ale dzisiaj już wiem, że nie rozwinęłabym się tak intelektualnie jaka jestem dzisiaj. Praca na tzw. etacie ogranicza bardzo inwencję ludzi, regulaminy, karty praw.<br />
Który nauczyciel chce pracować z młodzieżą poza zajęciami lekcyjnymi za darmo? Z pewnością są jeszcze fajni profesorowie, dla których młodzież jest ważniejsza niż kasa. Ja pamiętam czasy szkolnych sks-ów, gdzie nauczyciele poświęcali nam dużo wolnego czasu. Powiem szczerze, że żal tych czasów.</p>
<p><strong>Jaki jest Pani indywidualny przepis na sukces? Jakie rady i wskazówki ma Pani dla wszystkich czytelników?</strong></p>
<p>Dziś ode mnie i mojego zespołu, mojej pracy zależy nasz sukces. Pieniądze są ważne, ale dla mnie ludzie stanowią olbrzymią wartość, uśmiechnięte i zadowolone klientki, które polecają swoim znajomym nasz klub są naszą najlepszą reklamą.<br />
Dla mnie sukces to, kobiety którym uratowałam życie, które namówiłam na badanie USG piersi u których wykryto nowotwór, dzięki czemu mogły dalej się leczyć. To jest mój sukces. Ponad 400 osób na portalu nasza klasa, to też sukces. Mam wspaniałego męża, cudowną córkę, mam ciepłe i ładne mieszkanie, fajny samochód, wyszłam z choroby nowotworowej. Codziennie dziękuję za te wszystkie dobra. Zdobywam nagrody i wyróżnienia. Gazety, które drukują o mnie artykuły, to jest mój sukces. Jestem matką wielu sukcesów.<br />
Ale najważniejsze, że chcę dalej rozwijać się, samodoskonalić, codziennie spotykać na swej drodze szlachetnych ludzi i chcę pomagać drugiemu człowiekowi.<br />
Pokazałam kobietom, że można wyjść z ciężkiej choroby nowotworowej, zdobyć tyle nagród i wyróżnień, cieszyć się życiem mieć wiele pomysłów i marzeń.<br />
Sukces jest w każdym z nas, trzeba go tylko uruchomić.</p>
<p><strong>Skąd czerpała Pani informacje na temat biznesu? Jeśli z książek, to z jakich? </strong></p>
<p>Dużo pozytywnej energii odbieram z przeczytanych książek, Potęga podświadomości, Efekt Motyla, Energia Pieniędzy, Rozmowy z Bogiem to niektóre tytuły pozycji godnych polecenia. Uważam, że książki te powinny stać się podręcznikami szkolnymi, które nauczą młodzież jak żyć.<br />
Dla mnie jest to olbrzymi zastrzyk energii, możliwość przekazania innym to wszystko, co jest w nich zawarte.</p>
<p><strong>Jako osoba aktywna, zapewne ma Pani plany na przyszłość związane firmą. Może się Pani nimi podzielić z czytelnikami?</strong></p>
<p>Na końcu chcę powiedzieć o moim marzeniu. Wybuduję piękne Centrum Odnowy Biologicznej wraz zapleczem hotelowym, w których nauczę jak zdrowo żyć, być aktywnym, pokochać przyrodę. Zorganizuję turnusy oczyszczania organizmu, pokażę swoim klientom, że droga do zdrowia jest bardzo prosta.<br />
Wiem, że mi się uda. Trzymajcie za mnie kciuki!</p>
<p><strong>Dziękuję bardzo za rozmowę. </strong></p>
<p>Ja również dziękuje, pozdrawiam wszystkich czytelników Millionaire Magazine.</p>
<p><strong>Hubert Zawrzykraj</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>26 i 27 czerwiec 2010 – Seminarium Alternatywne: Krzysztof Habich, Tad Witkowicz</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/26-i-27-czerwiec-2010-seminarium-alternatywne-krzysztof-habich-tad-witkowicz.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/26-i-27-czerwiec-2010-seminarium-alternatywne-krzysztof-habich-tad-witkowicz.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Apr 2010 20:27:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Millionaire Magazine</dc:creator>
				<category><![CDATA[Patronujemy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=568</guid>
		<description><![CDATA[Startupy i podatki od najlepszych Seminarium trwa 2 dni (26 i 27 czerwca). Zaczynamy o 10.00, a kończymy w okolicach 17.00 każdego dnia. Pierwszego dnia swoimi doświadczeniami z podatkami podzieli się z nami “pierwszy księgowy Rzeczpospolitej” Krzysztof Habich, wielokrotnie notowany na liście 100 najbogatszych magazyny WPROST, nawet na 4 miejscu. W niedzielę natomiast dzień należy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>Startupy i podatki od najlepszych</h1>
<p>Seminarium trwa 2 dni (26 i 27 czerwca). Zaczynamy o 10.00, a kończymy w okolicach 17.00 każdego dnia. Pierwszego dnia swoimi doświadczeniami z podatkami podzieli się z nami “pierwszy księgowy Rzeczpospolitej” Krzysztof Habich, wielokrotnie notowany na liście 100 najbogatszych magazyny WPROST, nawet na 4 miejscu. W niedzielę natomiast dzień należy do Tadeusza Witkowicza, amerykańskiego miliardera polskiego pochodzenia, który zbudował od zera 3 firmy, 2 z nich, jako pierwszy Polak, wprowadził na NASDAQ. Tadeusz opowie nam o jego metodzie budowania firm.</p>
<p>Każdy z zaproszonych gości jest ekspertem w swojej dziedzinie. Podczas naszego seminarium każdy z nich będzie przez cały dzień opowiadał o tym, na czym zna się najlepiej. Zapraszamy do zapoznania się z szerszą charakterystyką naszych gości.</p>
<div style="width: 480px; text-align: left;"><strong>Więcej informacji na stronie imprezy:</strong></div>
<div style="width: 480px; text-align: left;"><a href="http://www.seminarium.asbiro.pl" target="_blank">www.seminarium.asbiro.pl</a></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/26-i-27-czerwiec-2010-seminarium-alternatywne-krzysztof-habich-tad-witkowicz.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

