Hubert Zawrzykraj
15 lipca 2010  16:29

0

Elżbieta Wojdyła – Rak piersi nie przeszkodził mi w otwarciu i prowadzeniu firmy


Otworzyć własną firmę i odnieść sukces jest ciężko. Jeszcze trudniej jest, kiedy przez całe życie nie miało się styczności z prowadzeniem firmy. Elżbieta Wojdyła, długoletnia „przedszkolanka” postanowiła otworzyć salon welness dla kobiet. Kilka tygodni po zainwestowaniu kilkuset tysięcy złotych wykryto u niej raka piersi. Remontowała lokal, organizowała firm, zatrudniała ludzi, a popołudniami walczy z rakiem. Nie było miejsca na żale i poty. Z rakiem wygrała, a jej firma rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów, zodbywają co chwilę kolejne nagrody.

W czym tkwi sukces firmy, którą Pani zakładała podczas ciężkiej choroby, a mianowicie raka piersi?

Sukces mojej firmy tkwi w mojej ogromnej pasji, jaką jest moja praca. Od samego początku wierzyłam w sukces mojego projektu, ponieważ w 33 tys. mieście, jakim jest Oława, nie było takiego klubu. Sama, jak również inne kobiety, jeździłam do pobliskiego Wrocławia lub Brzegu, żeby skorzystać z ofert tamtejszych klubów.
Tam też zobaczyłam, jakie są, rodzaje zajęć, poznałam pracę instruktorów, wiedziałam już z obserwacji, jakie są oczekiwania młodych kobiet i dziewcząt, miałam więc wizję swojego wymarzonego klubu.
Centrum Odnowy Biologicznej zaczęłam remontować w chwili, kiedy dowiedziałam się, że jestem chora na raka piersi. Przechodzenie choroby w żadnym stopniu nie zatrzymało moich zamierzeń. Dwu miesięczny pobyt w szpitalu opóźnił prace remontowe zaledwie o kilka dni. Brak materiałów budowlanych, ich wysokie ceny, masowy wyjazd specjalistów i brygad budowlanych nie był dla mnie samej żadną przeszkodą. Wiedziałam, że i z tym sobie poradzę.
Mój pozytywizm zarażał wokół innych, dlatego też całkowity remont naszego klubu od momentu wbicia pierwszej łopaty do przyjęcia pierwszego klienta trwał zaledwie 8 miesięcy.
Patrząc dziś na moje centrum z perspektywy 2 lat widzę, jak wspaniale rozwinął się nasz klub, jak profesjonalny stał się nasz zespół pracowników do którego należą panie z obsługi klienta, kosmetyczki, masażystki, instruktorzy fitness. Stworzyłam w klubie rodzinną atmosferę, co sprzyja większemu angażowaniu się personelu w codzienną pracę klubu.

Jakie zajęcia prowadzone są w Centrum? Czym wyróżnia się firma na tle konkurencji?

Przez cały czas ofertę naszego klubu rozszerzamy o wspaniałe nowości, nie skupiając się tylko na odnowie biologicznej. Szkoła Rodzenia czy Akademia Małego Brzdąca, to małe dzieci naszego sukcesu.
W ofercie naszego klubu są zajęcia dla kobiet w ciąży, dlatego pomyślałam o utworzeniu szkoły rodzenia, gdzie przyszli młodzi rodzice zapoznają się z nową życiową sytuacją, jaką jest macierzyństwo. Był to strzał, w dziesiątkę. Już niedługo w lutym 2010 r. ruszy 5 edycja szkoły. Dzieci rodzą się zdrowe, rodzice uśmiechają się, co utwierdza nas w przekonaniu, że było warto.
Najmłodszym dzieckiem naszego klubu jest Akademia Małego Brzdąca. Jest to dzienna opieka nad dziećmi od 2 do 5 lat. W naszym mieście działa kilka przedszkoli, ale według jakiś śmiesznych zarządzeń są tam miejsca tylko dla dzieci, których mamy pracują zawodowo. Pozostałe dzieci mogą się rozwijać w domach pod opieką rodziców, a z tym jest różnie. Dlatego mój nowy pomysł to wykorzystanie codziennie od 10 do 16 sali fitness, ponieważ zajęcia fitness rozpoczynają się po 17, więc zamieniamy ją w nasze mini przedszkole.
Do naszej Akademii uczęszcza mała grupka dzieci, ale myślę, że jest to kwestia czasu. Już za niedługą chwilę będziemy rodzicom odmawiać przyjęcia dzieci ze względu na brak miejsc.

Jaki dla Pani był poprzedni rok, jeśli chodzi o branżę wellness?

Kryzys tak modne ostatnio słowo, to dla mnie zwykła pożywka dla mediów, którzy w prosty sposób zapełnili swoje strony gazet. Oczywiście światowy kryzys wpłynął, na naszą gospodarkę i nasze życie, oczyścił nasze portfele, ale pomógł wielu wzbogacić się ze względu na niskie ceny.
Konsumpcja ludzi zmalała, ale dbanie o własne zdrowie i kondycję fizyczną to nie to samo, co kupno telewizora, samochodu czy domu. Mądre i odpowiedzialne klientki wiedzą, że dobre samopoczucie zależy od systematyczności. Kobiety dbając o swój wizerunek wiedzą, że sport i zdrowie to priorytet w ich życiu, a tym samym zaoszczędzenie sporych sum pieniędzy na lekarzy i lekarstwa.
Patrząc na finanse ubiegłego roku widać zmiany, mniejsze przychody, ale nie widać dużej różnicy w ilości klientek, wręcz przeciwnie nowych stale przybywa, a stałe klientki mniej lub bardziej systematycznie wciąż korzystają z oferty naszego klubu.

Czy może Pani opowiedzieć o swoich pasjach?

Moja pasja, jaką jest sport i rekreacja, towarzyszyła mi od najmłodszych lat.
Mieszkając w kamienicy, gdzie na podwórku było 12 chłopaków, tylko ja jedna dziewczyna, nie było szans na babskie zabawy lalką czy wózkiem. Moje zabawki z dzieciństwa to pistolety, karabiny, łuki, proce. Łażenie po drzewach, gra w piłkę nożną, robienie zasadzek na dzieci z innych podwórek, pływanie na krach, to szara codzienność naszego podwórka. Grając z chłopakami w nogę byłam etatowym bramkarzem przez wiele, wiele lat. Swoją podwórkową karierę skończyłam w wieku 15 lat zdając do liceum.
W szkole średniej moja przygoda ze sportem nie skończyła się. Dalej grałam w piłkę, tylko nie nożną, a w siatkę, kosza czy szczypiorniaka. Przez 4 lata grałam w reprezentacji szkoły, dlatego wybór studiów był dla mnie niezwykle łatwy ze względu na moje sportowe zainteresowania. Wybrałam wrocławski AWF. Zdając przez 2 kolejne lata na uczelnię we Wrocławiu i Poznaniu, niestety nie dostałam się po zdaniu dobrze egzaminów z powodu dużej ilości kandydatów i tzw. braku miejsc.
Dzisiaj moje marzenia o studiach kontynuuje moja córcia Kasia – studentka pierwszego roku AWF we Wrocławiu.
Wiedziałam, że ukończenie liceum nie jest szczytem moich marzeń, chciałam pracować z młodzieżą, aktywnie rozwijać się, doskonalić, dlatego poszłam do pracy do przedszkola, co w tamtych czasach ze względu na braki miejsc pracy, było nie lada osiągnięciem.

Pracowała Pani w przedszkolu, a dziś prowadzi Pani Centrum Odnowy Biologicznej. Kiedy podjęła Pani decyzję o otwarciu działalności gospodarczej? Skąd wziął się pomysł na Centrum Odnowy Biologicznej? Jakie były początki firmy?

W czasie 8 letniej pracy jako nauczyciel wychowania przedszkolnego ukończyłam dwuletnie studium nauczycielskie, brałam udział w wielu kursach i szkoleniach. Jak tylko mogłam starałam się poszerzyć swoją pedagogiczną wiedzę, ale najważniejszą sprawą była dla mnie cudowna praca z dziećmi. Moje podejście do dzieci, śmieszne i zabawne pomysły sprawiły, że zostałam ulubienicą wszystkich dzieci, nawet tych, z którymi na co dzień nie prowadziłam zajęć.
W 1987 r. wyszłam za mąż za Jarka, mojego kolegę ze szkolnej ławy. W 1988 r. odeszłam z przedszkola, aby pomóc mężowi w prowadzeniu jego firmy. Mąż prowadził firmę produkującą galanterię z modeliny dla kobiet, więc przez kilka lat na brak pracy nie narzekaliśmy. Zmiany gospodarcze w kraju wymusiły na nas zmianę profilu działalności. W 1990 r. mąż otworzył skup surowców wtórnych, który prowadzi do dnia dzisiejszego.
Przez te wszystkie lata starałam się nie zapominać o swojej kochanej pasji, jaką jest sport.
W 2004 roku otworzyłam swoją działalność gospodarczą. Zajęłam się sprzedażą suplementów niezbędnych w odchudzaniu. Sama schudłam ponad 30 kg, więc swoją osobą mogłam reklamować swoje produkty.
Rok 2005 to wyjazd na szkolenie dystrybutorów firmy Herbalife do USA, gdzie na własne oczy zobaczyłam jak ogromny jest problem otyłości w Stanach, usłyszałam o branży wellness i jej niesamowitym rozwoju. Po powrocie do kraju wiedziałam, że droga, którą wybrałam jest słuszna i przyniesie mojej firmie wspaniały rozwój. Zajęcia fitness dla kobiet prowadziłam w wynajętych salach gimnastycznych, gdzie warunki sanitarne, np. brak szatni, były nie do przyjęcia. Znałam oczekiwania moich klientek, starałam się znaleźć takie miejsce, w którym kobiety poczują się wspaniale.
Swoją karierę rozpoczęłam od profesjonalnego podejścia czyli zadbania o swój rozwój osobisty. W wieku 47 lat zrobiłam kurs instruktora fitness i zaczęłam rozglądać się za miejscem, gdzie mogłabym stworzyć swój klub. Kiedy już znalazłam zdewastowane pomieszczenia zakładu przyrodoleczniczego, zaczęłam podróż po urzędach w celu uzyskania odpowiednich zezwoleń i wtedy przyszła choroba.

Walczyła Pani z ciężką chorobą i jednocześnie załatwiała formalności związane z otwarciem firmy. Kto Pani pomagał?

Mój pobyt w szpitalu na onkologii był przeplatany przepustkami i chodzeniem po urzędach i wypełnianiu stosów papierów; nie miałam żadnej taryfy ulgowej. Pomimo choroby nikt mi nie pomagał, mogłam liczyć jedynie na pomoc moich najbliższych i rodziny.

Skąd miała Pani środki finansowe na remont pomieszczeń zakładu przyrodoleczniczego? Czy korzystała Pani z wielu dostępnych dziś środków z różnych instytucji na otwarcie działalności?

Rozpoczynając remont nie miałam żadnych oszczędności, pierwsze pieniądze to kwota 20 tys., które otrzymałam za ubezpieczenie od groźnej choroby (dobrze, że takowe miałam).
Bardzo pomocna w uzyskaniu kredytu na remont mojego centrum była firma mojego męża, która stała się zabezpieczeniem moich zobowiązań. Dla banku byłam tylko żoną przedsiębiorcy działającego na lokalnym rynku ponad 18 lat. Moja nowa firma nie miała żadnej historii bankowej, więc praktycznie nie liczyła się. Co z tego, że opowiadałam, jakie piękne stworzę centrum. Bank widział tylko zdewastowane pomieszczenia. Nikt nie chciał mi podać ręki.
Nie skorzystałam z żadnych unijnych pieniędzy przy zakładaniu firmy. Jedynie przy zatrudnieniu 3 pierwszych pracowników otrzymałam dotację w kwocie 36 tys. na utworzenie miejsc pracy, z obowiązkiem utrzymania 3 stanowisk pracy na okres 2 lat.
Dużo pomocy otrzymaliśmy od przyjaciół, którzy widząc, z jaką determinacją walczę z chorobą, a jednocześnie buduję od zgliszcz swoje wymarzone centrum, pożyczyli nam pieniądze na dalszy remont.

Jak zarobiła Pani pierwsze pieniądze, to na co zostały przeznaczone?

Mówiąc o pierwszych pieniądzach, jakie zarobiłam będąc instruktorem fitness, były one jedynie spożytkowane na pokrycie wynajęcia sal gimnastycznych, zakup niezbędnego sprzętu do ćwiczeń. Nie marzyłam o dużych kwotach. Dla mnie największą zapłatą był uśmiech i zadowolenie klientek i to, że prowadzę fajne zajęcia, na które przychodzi coraz więcej kobiet.
Zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa w nowo otwartym centrum. Wszystkie zarobione pierwsze pieniądze przeznaczaliśmy na niezbędne wydatki tzw. koszty, a cały zysk szedł na zakupy wyposażenia klubu w nowe urządzenia.

Ile osób obecnie pracuje w Centrum?

Mój zespół na dzień dzisiejszy liczy 8 osób, 4 osoby pracują ze mną od początku działalności.

Czy w trakcie istnienia firmy wystąpiły większe problemy? Jeśli tak, to  jak sobie Pani z nimi poradziła?

Największym mankamentem w mojej działalności jest niesprawna kanalizacja na zewnątrz budynku. W czasie remontu całkowicie wymieniliśmy całą instalację wodno-kanalizacyjną i CO w naszych pomieszczeniach, natomiast zarządca budynku, a jest nim gmina miejska, pomimo naszych próśb nie wyremontowała zniszczonej instalacji i to też było powodem całkowitego zniszczenia naszego klubu w czasie ulewnych opadów deszczu w lipcu ubiegłego roku w wyniku niedrożnych kratek ściekowych. Budynek został całkowicie zalany. Przez 2 miesiące musieliśmy od początku przeprowadzać kapitalny remont, tak jak byśmy zaczynali od nowa.
Ale dzisiaj centrum jest jeszcze piękniejsze, super odświeżone, cieszy oczy naszych zadowolonych klientek.
Dla mnie samej było to duże wyzwanie zarówno finansowe jak i emocjonalne, ale jestem tak wyćwiczona w boju z takimi przeciwnościami, więc szybko z tym sobie poradziłam.

Jest Pani aktywną kobietą. Czy oprócz pracy w Centrum angażuje się Pani w inne przedsięwzięcia?

Oprócz swojej działalności w klubie w 2007 r. powołałam do życia stowarzyszenie Zawsze Kobieta, które powstało po to, by pokazać kobietom jak przejść chorobę nowotworową, znaleźć dobrą pracę, systematycznie dbać o własne zdrowie i szczupłą sylwetkę. Powstanie stowarzyszenia bardzo pomogło mi rozwinąć na terenie miasta życie kulturalne i rekreacyjne kobiet. Nasz klub jest nie tylko miejscem do ćwiczeń, ale także przede wszystkim miejscem spotkań, integracji środowiska kobiecego naszego miasta.
Imprezy typu Walkathon 2008 w Krakowie, Marsz Różowej wstążeczki – dzień do walki z rakiem piersi, koncerty Ireny Jarockiej, zbiórka zabawek dla Fundacji Anny Dymnej, Noc Świętojańska, mikołaj, zabawy karnawałowe to duże osiągnięcia mojej osoby jako właściciela klubu, a także prezesa stowarzyszenia.

W 2008 r. zdobyła Pani zaszczytne wyróżnienie „Mikroprzedsiębiorca Roku”. Co zmieniło ono w firmie i życiu osobistym?

W 2008 zaledwie w drugim roku mojej działalności otrzymałam nominację do konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku. Ze 115 zgłoszeń z całego kraju właśnie moja firma została wyróżniona w kategorii głównej. Otrzymałam nagrodę pieniężną w kwocie 15.000zł., którą przeznaczyłam na rozwój naszej firmy. To właśnie wyróżnienie bardziej zmotywowało mnie do dalszej pracy, rozwinęło moją pomysłowość w dziedzinie mojej działalności.

Czy otrzymała Pani również inne nagrody i wyróżnienia?

Moje zaangażowanie zostało również zauważone przez społeczność lokalną. Latem 2009 r. otrzymałam nagrodę Kogut 2008, a w październiku 2009 r. zostałam wyróżniona w konkursie Niezwykłe Polki 2009.
Obecnie zostałam nominowana do 2 konkursów Gloria 2009 oraz Laury Magellana.
Te wszystkie nagrody cieszą mnie tym bardziej, że bardziej motywują mnie do działania i przekonują mnie, że praca, którą wykonuję jest bardzo wartościowa, a ponieważ uwielbiam to robić, moja praca jest moją radością.

Jaką osobą jest Pani na co dzień?

Na co dzień jestem wielką marzycielką. Myślę pozytywnie, otaczam się ludźmi, na których zawsze mogę liczyć. Sama spieszę z pomocą, ale wiem kiedy jestem w potrzebie mogę liczyć na pomoc wielu przychylnych mi ludzi, nieraz zupełnie obcych.
Właśnie choroba, remont klubu, powtórny remont po zalaniu, bezinteresowna pomoc klientek i ich rodzin, pokazało mi jak wokół siebie mam dużo przyjaciół.
Mamy oboje z mężem dużo przyjaciół ludzi zamożnych, właścicieli dużych firm ,którzy będąc przedsiębiorcami w krótkim czasie doszli do dużych majątków, ale pozostali nadal fajnymi ludźmi. Są też tacy, dla których liczy się tylko pieniądz, ale takich nie mam wśród swoich znajomych i nie chcę mieć.

Jakie  cechy powinna posiadać osoba zanim zdecyduje się na założenie firmy? Proszę opowiedzieć również, jakie Pani – oprócz samozaparcia -  posiada?

Ja swojego biznesu uczyłam się od podstaw, działania urządzeń, rozmów z klientami, Podpisywania dobrych umów, zarządzania zespołem ludzkim, to wszystko była dla mnie czarna magia, ale i z tym sobie poradziłam. Ale przez współpracę wzajemne zrozumienie, pomoc mnie i innym, uczyłam się swojego sukcesu.
Dzisiaj jako 50 letnia kobieta wiem, że gdyby była nowa możliwość otworzenia biznesu, uczyniłabym wszystko, aby nowy interes przyniósł mi sukces. Każdy przedsiębiorca, który podchodzi do swojej pracy z pasją jest dla mnie godny do naśladowania.
Dzisiaj, chcąc otworzyć działalność gospodarczą nie trzeba nic umieć, są wyspecjalizowane firmy, które zadbają o finanse, rozwój firmy, ale nie dadzą energii i pasji działania.
Sama wiem po sobie, że wiedzę, którą zdobyłam w mojej pracy będąc właścicielem firmy nie zdobyłabym w żadnej szkole. Codzienne trudności, jakie napotyka każdy w swojej działalności, ale jednocześnie ogromna satysfakcja z ich pokonania, utwierdza mnie w przekonaniu, że tylko praca dla siebie jest pracą godną każdego człowieka.

Jak z perspektywy czasu wspomina Pani pracę w przedszkolu?

Praca w przedszkolu przynosiła mi wspaniałą satysfakcję, uwielbiam dzieci, jestem pogodna i uśmiechnięta. Była bym dobrym nauczycielem, ale dzisiaj już wiem, że nie rozwinęłabym się tak intelektualnie jaka jestem dzisiaj. Praca na tzw. etacie ogranicza bardzo inwencję ludzi, regulaminy, karty praw.
Który nauczyciel chce pracować z młodzieżą poza zajęciami lekcyjnymi za darmo? Z pewnością są jeszcze fajni profesorowie, dla których młodzież jest ważniejsza niż kasa. Ja pamiętam czasy szkolnych sks-ów, gdzie nauczyciele poświęcali nam dużo wolnego czasu. Powiem szczerze, że żal tych czasów.

Jaki jest Pani indywidualny przepis na sukces? Jakie rady i wskazówki ma Pani dla wszystkich czytelników?

Dziś ode mnie i mojego zespołu, mojej pracy zależy nasz sukces. Pieniądze są ważne, ale dla mnie ludzie stanowią olbrzymią wartość, uśmiechnięte i zadowolone klientki, które polecają swoim znajomym nasz klub są naszą najlepszą reklamą.
Dla mnie sukces to, kobiety którym uratowałam życie, które namówiłam na badanie USG piersi u których wykryto nowotwór, dzięki czemu mogły dalej się leczyć. To jest mój sukces. Ponad 400 osób na portalu nasza klasa, to też sukces. Mam wspaniałego męża, cudowną córkę, mam ciepłe i ładne mieszkanie, fajny samochód, wyszłam z choroby nowotworowej. Codziennie dziękuję za te wszystkie dobra. Zdobywam nagrody i wyróżnienia. Gazety, które drukują o mnie artykuły, to jest mój sukces. Jestem matką wielu sukcesów.
Ale najważniejsze, że chcę dalej rozwijać się, samodoskonalić, codziennie spotykać na swej drodze szlachetnych ludzi i chcę pomagać drugiemu człowiekowi.
Pokazałam kobietom, że można wyjść z ciężkiej choroby nowotworowej, zdobyć tyle nagród i wyróżnień, cieszyć się życiem mieć wiele pomysłów i marzeń.
Sukces jest w każdym z nas, trzeba go tylko uruchomić.

Skąd czerpała Pani informacje na temat biznesu? Jeśli z książek, to z jakich?

Dużo pozytywnej energii odbieram z przeczytanych książek, Potęga podświadomości, Efekt Motyla, Energia Pieniędzy, Rozmowy z Bogiem to niektóre tytuły pozycji godnych polecenia. Uważam, że książki te powinny stać się podręcznikami szkolnymi, które nauczą młodzież jak żyć.
Dla mnie jest to olbrzymi zastrzyk energii, możliwość przekazania innym to wszystko, co jest w nich zawarte.

Jako osoba aktywna, zapewne ma Pani plany na przyszłość związane firmą. Może się Pani nimi podzielić z czytelnikami?

Na końcu chcę powiedzieć o moim marzeniu. Wybuduję piękne Centrum Odnowy Biologicznej wraz zapleczem hotelowym, w których nauczę jak zdrowo żyć, być aktywnym, pokochać przyrodę. Zorganizuję turnusy oczyszczania organizmu, pokażę swoim klientom, że droga do zdrowia jest bardzo prosta.
Wiem, że mi się uda. Trzymajcie za mnie kciuki!

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuje, pozdrawiam wszystkich czytelników Millionaire Magazine.

Hubert Zawrzykraj