<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Millionaire Magazine &#187; Artykuły</title>
	<atom:link href="http://www.millionaire.pl/category/artykuly/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.millionaire.pl</link>
	<description>Pismo dla Przedsiębiorczych</description>
	<lastBuildDate>Thu, 15 Jul 2010 17:48:37 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Carlos Slim Helu &#8211; Najbogatszy spryciarz świata</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jul 2010 16:50:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan M. Fijor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=664</guid>
		<description><![CDATA[Kontekst, w jakim dorobił się majątku i prowadzi swoje biznesy tegoroczny lider publikowanej przez magazyn Forbes listy najbogatszych ludzi świata za rok 2010, zaprzecza rzetelności samej listy. Majątek meksykańskiego krezusa, Carlosa Slim Helu, który już drugi rok z rzędu przewodzi rankingowi Forbesa, ma więcej wspólnego z układami politycznymi, tanim sprytem, znajomościami i moralną słabością rządzących, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.millionaire.pl/?attachment_id=666"><img class="alignleft size-medium wp-image-666" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="Carlos-Slim-Helu" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/Carlos-Slim-Helu-300x203.jpg" alt="" width="300" height="203" /></a>Kontekst, w jakim dorobił się majątku i prowadzi swoje biznesy tegoroczny lider publikowanej przez magazyn Forbes listy najbogatszych ludzi świata za rok 2010, zaprzecza rzetelności samej listy. Majątek meksykańskiego krezusa, Carlosa Slim Helu, który już drugi rok z rzędu przewodzi rankingowi Forbesa, ma więcej wspólnego z układami politycznymi, tanim sprytem, znajomościami i moralną słabością rządzących, niż z przedsiębiorczością i konkurencją.</strong></p>
<p>Jedną z zasad tworzenia listy najbogatszych ludzi świata, publikowanej każdego roku przez magazyn Forbes, jest pomijanie na niej koronowanych głów i przywódców państw, a także osób, które – jak handlarze narkotyków, czy mafioso – dorobiły się majątku w sposób nieuczciwy, nielegalny bądź odrażający. Steven Forbes powiedział w wywiadzie udzielonym niżej podpisanemu, że jego lista jest formą promocji kapitalizmu, a więc wolnego rynku i przedsiębiorczości. Ma dowodzić, a tym samym uczyć, że bogactwo i sukces są możliwe i leżą w zasięgu każdego z nas. Dowodem prawdziwości tych słów jest fortuna zgromadzona przez dziadka i ojca obecnego włodarza Forbes Inc., Steven Forbesa, którzy – pomimo ogromnej konkurencji &#8211; dorobili się majątku dzięki własnej pracy, inicjatywie i kreatywności. Przykładami takiej postawy są postacie Sama Walton, założyciela największej na świecie sieci sklepowej, Wal-mart, który przewodził liście w latach 80., a także zdetronizowany przez tegorocznego lidera listy najbogatszych, meksykańskiego krezusa, Carlosa Slima Helu, założyciel Microsoftu, Bill Gates &#8211; najbogatszy człowiek świata w ostatnich 15 edycjach listy.</p>
<p>Nominowaniem p. Helu na najbogatszego przedsiębiorcę świata, magazyn Forbes rzucił cień na największy atut swego imperium wydawniczego, jakim była zawsze rzetelność informacyjna oraz wierność regułom wolnego rynku i konkurencji. Jeśli Forbes zdecydował się umieścić na swej liście meksykańskiego nababa, mógł równie dobrze uczynić to samo z Vladimirem Putin, który dorobił się majątku dzięki inwestycjom w papiery wartościowe, czy kolumbijskiego potentata przemysłu „farmaceutycznego”, nie żyjącego dziś Pablo Escobara.</p>
<p><strong><a rel="attachment wp-att-671" href="http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html/1725-telmex-reuters"><img class="alignleft size-medium wp-image-671" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="1725-telmex-reuters" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/1725-telmex-reuters-300x172.jpg" alt="" width="300" height="172" /></a>Skąd te pieniądze?</strong></p>
<p>W Meksyku go nienawidzą. I trudno się dziwić. Każdy, kto korzystał kiedyś z usług meksykańskiego telecomu czuje się w jakimś stopniu upokorzony, żeby nie powiedzieć, okradziony. Telmex, albo jak kto woli, Telefonos de Mexico, to meksykański monopolista telekomunikacyjny, który robi z tamtejszym, ostatnio także z brazylijskim rynkiem telekomunikacyjnym, niemal co chce.<br />
Tegoroczny lider dorobił się fortuny dzięki bezprecedensowym w skali świata przywilejom monopolistycznym uzyskanym blisko dwadzieścia lat temu od rządu meksykańskiego. Ochrona ze strony skorumpowanych polityków i urzędników pomogła Telmexowi stać się czwartym pod względem wielkości dochodów (ale nie ilości abonentów) operatorem telefonii komórkowej na świecie. Właściciel firmy inwestuje ponadto w wydobycie ropy naftowej, produkcję kabli telefonicznych, opon, a od niedawna także w media; Slim Helu przejął właśnie pakiet kontrolny najbardziej wpływowego dziennika amerykańskiego, New York Times. Nie twierdzę, że najbogatszemu człowiekowi AD 2010 brak jest pomysłowości, energii i innowacyjności, uważam jednak, że nie tym cechom zawdzięcza on swój sukces. Umożliwił mu go niemal wyłącznie układ polityczny, który od samego początku był, co najmniej, podejrzany.<br />
Zaczęło się od spotkania Slima ze złej sławy, zbiegłym zaraz po zakończeniu kadencji eks-prezydentem Meksyku, Carlosem Salina de Gortari, na którego koncie znajduje się m.in. sprowokowanie krwawo stłumionego powstania Indian w Chiapas, a także podejrzenia o mordowanie przeciwników politycznych. Brat eks-prezydenta odsiaduje za morderstwo konkurenta politycznego, Luisa Closio, wyrok 50 lat więzienia, sam prezydent zaś schronił się (podobno) na Kubie. To właśnie Salinas, w ramach programu „liberalizacji” gospodarki Meksyku, sprzedał meksykańskiemu biznesmenowi pochodzenia libańskiego, Carlosowi Slim Helu, Telmex nie tylko za relatywnie śmieszne pieniądze (1,7 miliarda dolarów, ekwiwalent mnij niż 5 miliardów złotych), lecz także z zapewnieniem, że przez kolejne lata (plotka głosi, że chodzi aż o 20 lat) żaden meksykański rząd nie pozwoli, by Slimowi stała się „krzywda” w postaci dopuszczenia do meksykańskiego rynku konkurencji zagranicznej. Od tamtego momentu, niezagrożony jakimkolwiek rywalem, stworzył Slim jeden z najgorszych i najdroższych telefonicznych systemów świata. Tak przynajmniej wyrażają się o meksykańskiej telefonii jej użytkownicy; sam przez trzy lata z Telmexu korzystałem, więc wiem co piszę. W walce o miano najgorszej firmy telefonicznej świata nie jest w stanie wyprzedzić Telmexu go nawet polska (francuska?) TP S.A., która powstała w dość podobnych okolicznościach.<br />
Dzięki bezprawnej ochronie ze strony państwa niezagrożony p. Slim Helu gromadził środki na pomnażanie zasobów swego imperium. Rosnąca potęga ekonomiczna, zamieszkałego przez 100 milionów mieszkańców, Meksyku, a także ponad 10.milionowa diaspora w USA, zmuszone praktycznie do korzystania z Telmexu wprowadziły go na Olimp najbogatszych ludzi globu. Nie mam cienia wątpliwości, że gdyby tylko pojawiła się tam (i w Polsce) konkurencja czy to z USA czy z Azji, Telmex ze swoim prezesem Slim Helu, podobnie jak i Telekomunikacja Polska S.A. z jej największymi akcjonariuszami, poszliby z torbami, a ich abonenci odżałowaliby ostatni swój grosz (czy peso) na Mszę świętą dziękczynną.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-672" href="http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html/untitled-2-copy-2"><img class="size-full wp-image-672 alignnone" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="Untitled-2 copy" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/Untitled-2-copy.jpg" alt="" width="695" height="385" /></a></p>
<p><strong>Who is who</strong></p>
<p>Zasługą Slima jest to, że wyczuł właściwy moment i go nie zmarnował. Początek lat 1990., to w Meksyku, podobnie jak i w Polsce czas zamętu i zmian. Skorumpowany rząd, chaos wywołany kryzysem, jaki pojawił się w następstwie wejścia Meksyku do NAFTA, dewaluacja peso prawie o 60 procent, wybuch krwawo stłumionej przez Salinasa rewolucji indiańskiej w Chiapas, a także gwałtowne utarczki przedwyborcze w ramach rządzącej PRI, których ukoronowaniem było zamordowanie przez brata prezydenta, Raula Salinasa de Gortari, kandydata na najwyższy urząd w kraju, Luisa Colosio wszystko to było skuteczną zasłoną dymną dla dziwnych prywatyzacji. Pod tym względem sytuacja przypominała to, co działo się wtedy w Polsce, że wymienię tylko prywatyzację Elektrociepłowni Warszawskiej czy Telekomunikacji Polskiej S.A., które nie miały przecież całkiem „spontanicznego” charakteru.<br />
W takich to okolicznościach pojawia się na scenie gospodarczej, a właściwie politycznej, bliżej nieznany makler z Mexico City, niejaki Carlos Slim, nazwisko po matce: Helu. Majątek zgromadził zajmując się rzekomo skupem upadających firm meksykańskich. Być może tak było, choć jeszcze cztery, czy nawet pięć lat po przejęciu Telefonos de Mexico, Slim był postacią względnie mało znaną. Stał się człowiekiem nieco bardziej rozpoznawalny z chwilą zakupu firmy, która jest do tej pory uznawana raczej za porażkę inwestycyjną niż jego sukces, chodzi o sieć sklepów odzieżowych i kawiarni Sanborns. Wciąż jednak uchodził za uosobienie frajera. Na pewno jednak telefonami się jeszcze nie interesował, choć przecież powinien. Telmex – podobnie jak całe państwo meksykańskie, które minister skarbu za prezydenta Clintona, Robert Rubin cudem wykupił w 1994 roku, ratując przy okazji swoje własne pieniądze zainwestowane w Goldman Sachs and Co., największego posiadacza zbankrutowanych obligacji skarbu państwa Meksyku – był ruiną na skraju bankructwa. Dla kogoś, kto skupuje upadające firmy, żeby zarobić na ich rewitalizacji, okazja wyśmienita. Ale Slim jej nie dostrzegł. Dlaczego? To pytanie zadają sobie analitycy meksykańscy, amerykańscy i polscy analizując metody prywatyzacji firm państwowych w latach 1990. Czy to nie dziwne?  Warrent Buffett, George Soros, Carl Icahn czy nawet Roman Karkosik nie czekaliby na ostateczny upadek firmy, w obawie, że wtedy konkurentów do wielkich pieniędzy będzie wielu. Slim zaryzykował? A może szukał dobrego dojścia?<br />
Ludzie z Wall Street, dla których najbogatszy człowiek świata był do niedawna zagadką uważają, że dopiero pełne bankructwo Telefonos zwróciło uwagę miejscowych polityków na firmę, którą rząd traktował dotąd jak kulę u nogi. Meksykański telecom, podobnie jak Pemex, państwowy monopolista na rynku ropy naftowej, były jedynymi w świecie firmami w swoich branżach, które przynosiły stratę. Dostrzegli w bankrucie potencjał dla siebie. Psa z kulawą nogą nie obejdzie fakt sprzedaży Telefonos de Mexico w ręce prywatne. Właśnie wtedy Slim Helu zaczął się pojawiać na dworze w Los Pińos, gdzie urzędował Carlos Salinas.</p>
<p><strong>Ekonomicznie i politycznie</strong></p>
<p>Ludzie pokroju Slima Helu to zakała kapitalizmu. W popularnej opinii traktuje się ich jak kapitalistów, podczas gdy w rzeczywistości są kombinatorami, którzy z wolnym rynkiem mają niewiele wspólnego. Nawet dzisiaj, kiedy jest już najbogatszych facetem świata, Slim ma opinię krwiopijcy, który słabo płaci, źle ludzi traktuje, żyłuje ceny – i to nie tylko w Meksyku, taką strategią zdobył również największy rynek latynoski, jakim jest Brazylia. Jak to możliwe? A no możliwe, wszak nie obawia się konkurencji, przed którą chroni go układ prywatyzacyjny sprzed niespełna 20 lat.<br />
Slim Helu to nie jedyny „biznesmen”, który tak działa. Roi się od nich w Rosji i byłych demoludach. Palą długie cygara, kupują drogie jachty i drużyny futbolowe za pieniądze, których tak naprawdę nigdy nie zarobili.<br />
Upadek komunizmu, liberalizacja gospodarek większości rozwiniętych krajów świata, wypromowały swoisty rodzaj kapitalizmu, zwany interwencjonizmem. Jest to upolityczniona wersja gospodarki wolnorynkowej, nie mająca wiele wspólnego z klasyczną odmianą tego systemu. Wykorzystując moralną słabość rządu, a przede wszystkim rosnące w kosmicznym tempie wydatki budżetowe, za które władza kupuje spokój i przychylność mas, niektórzy z „biznesmenów” zorientowali się, że dużo korzystniej i bezpieczniej jest robić interesy nie bezpośrednio z rynkiem, lecz z państwem, czyli z politykami.<br />
Panowie Kulczyk, Krauze, Chodorkowski, Berezowski i kilkuset innych tworzyli swą zasadniczą przewagę konkurencyjną, dzięki której zbudowali fortuny i po części monopole, nie w oparciu o wybitne talenty przedsiębiorcze, innowacyjność, ciężką pracę i udowadniając, że służą konsumentowi lepiej od innych – jak Gates, Dell czy Witkowicz – lecz przy pomocy działań politycznych: umiejętności współpracy z politykami i dostosowaniu się do ich preferencji, które z rynkiem i gospodarką miały stosunkowo niewiele wspólnego. Chodorkowski, Abramowicz, Krauze brali udział w „manipulowanych” przetargach, do których pełny dostęp mieli tylko wybrani, albo które odbywały się wedle reguł uznaniowych określanych przez klasę polityczną. Jeśli nawet ktoś zakwestionował ich wiarygodność, nie oni ponosili konsekwencje mętnych układów, lecz podatnicy, którzy, jak choćby w przypadku PZU-Eureko, z własnej kieszeni zapłacili odszkodowanie za wadliwą albo oszukańczą procedurę przetargową.<br />
W przypadku Carlosa Slima przetarg też nie był otwarty, bo gdyby był, przegrałby go niechybnie z potężną konkurencją ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Chin. A gdyby nawet potrafił z konkurentami wygrać, nikt by mu nie zagwarantował ochrony na tak długie lata. Skorzystał dzięki polityce. Nie twierdzę, że ktoś, kto robi w ten sposób interesy jest złoczyńcą, lecz staram się pokazać, że taki biznes nie jest kapitalizmem. Co więcej, jest wrogiem kapitalizmu. Widać to chociażby z ostatniego sondażu „Gazety Wyborczej”, w którym aż 80 procent ankietowanych uważa, że w Polsce – co jest kompletną bzdurą &#8211; można się wzbogacić tylko na drodze przestępczej. Czy trudno się potem dziwić histerii, jaka owładnęła zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, który nawet konta bankowego nie ma?<br />
Jeśli zatem magazyn Forbes mieni się ikoną kapitalizmu i wolnego rynku, powinien bardziej skrupulatnie dobierać kandydatów do swojej listy najbogatszych. W przeciwnym razie łatwo pomylić kapitalizm, a więc ustrój oparty na równych szansach, konkurencji, na pracy, pomysłowości i wolności, z cwaniactwem polegającym na korupcji, umiejętnościach porozumiewania się z elitami politycznymi, pozyskiwania dotacji finansowanych przez podatnika i lobbowania na rzecz własnych interesów kosztem konsumentów, czyli nas wszystkich. Taki ustrój to rzeczywiście horror.</p>
<p>Jan M. Fijor</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/carlos-slim-helu-najbogatszy-spryciarz-swiata.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elżbieta Wojdyła &#8211; Rak piersi nie przeszkodził mi w otwarciu i prowadzeniu firmy</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jul 2010 16:29:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Hubert Zawrzykraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=646</guid>
		<description><![CDATA[Otworzyć własną firmę i odnieść sukces jest ciężko. Jeszcze trudniej jest, kiedy przez całe życie nie miało się styczności z prowadzeniem firmy. Elżbieta Wojdyła, długoletnia „przedszkolanka” postanowiła otworzyć salon welness dla kobiet. Kilka tygodni po zainwestowaniu kilkuset tysięcy złotych wykryto u niej raka piersi. Remontowała lokal, organizowała firm, zatrudniała ludzi, a popołudniami walczy z rakiem. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a rel="attachment wp-att-647" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/elawojdyla"><img class="size-full wp-image-647 alignleft" style="margin: 10px; border: 1px solid black;" title="elawojdyla" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/elawojdyla.jpg" alt="" width="200" height="211" /></a>Otworzyć własną firmę i odnieść sukces jest ciężko. Jeszcze trudniej jest, kiedy przez całe życie nie miało się styczności z prowadzeniem firmy. Elżbieta Wojdyła, długoletnia „przedszkolanka” postanowiła otworzyć salon welness dla kobiet. Kilka tygodni po zainwestowaniu kilkuset tysięcy złotych wykryto u niej raka piersi. Remontowała lokal, organizowała firm, zatrudniała ludzi, a popołudniami walczy z rakiem. Nie było miejsca na żale i poty. Z rakiem wygrała, a jej firma rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów, zodbywają co chwilę kolejne nagrody.</strong></p>
<p><strong>W czym tkwi sukces firmy, którą Pani zakładała podczas ciężkiej choroby, a mianowicie raka piersi?</strong></p>
<p>Sukces mojej firmy tkwi w mojej ogromnej pasji, jaką jest moja praca. Od samego początku wierzyłam w sukces mojego projektu, ponieważ w 33 tys. mieście, jakim jest Oława, nie było takiego klubu. Sama, jak również inne kobiety, jeździłam do pobliskiego Wrocławia lub Brzegu, żeby skorzystać z ofert tamtejszych klubów.<br />
Tam też zobaczyłam, jakie są, rodzaje zajęć, poznałam pracę instruktorów, wiedziałam już z obserwacji, jakie są oczekiwania młodych kobiet i dziewcząt, miałam więc wizję swojego wymarzonego klubu.<br />
Centrum Odnowy Biologicznej zaczęłam remontować w chwili, kiedy dowiedziałam się, że jestem chora na raka piersi. Przechodzenie choroby w żadnym stopniu nie zatrzymało moich zamierzeń. Dwu miesięczny pobyt w szpitalu opóźnił prace remontowe zaledwie o kilka dni. Brak materiałów budowlanych, ich wysokie ceny, masowy wyjazd specjalistów i brygad budowlanych nie był dla mnie samej żadną przeszkodą. Wiedziałam, że i z tym sobie poradzę.<br />
Mój pozytywizm zarażał wokół innych, dlatego też całkowity remont naszego klubu od momentu wbicia pierwszej łopaty do przyjęcia pierwszego klienta trwał zaledwie 8 miesięcy.<br />
Patrząc dziś na moje centrum z perspektywy 2 lat widzę, jak wspaniale rozwinął się nasz klub, jak profesjonalny stał się nasz zespół pracowników do którego należą panie z obsługi klienta, kosmetyczki, masażystki, instruktorzy fitness. Stworzyłam w klubie rodzinną atmosferę, co sprzyja większemu angażowaniu się personelu w codzienną pracę klubu.</p>
<p><strong>Jakie zajęcia prowadzone są w Centrum? Czym wyróżnia się firma na tle konkurencji?</strong></p>
<p>Przez cały czas ofertę naszego klubu rozszerzamy o wspaniałe nowości, nie skupiając się tylko na odnowie biologicznej. Szkoła Rodzenia czy Akademia Małego Brzdąca, to małe dzieci naszego sukcesu.<br />
W ofercie naszego klubu są zajęcia dla kobiet w ciąży, dlatego pomyślałam o utworzeniu szkoły rodzenia, gdzie przyszli młodzi rodzice zapoznają się z nową życiową sytuacją, jaką jest macierzyństwo. Był to strzał, w dziesiątkę. Już niedługo w lutym 2010 r. ruszy 5 edycja szkoły. Dzieci rodzą się zdrowe, rodzice uśmiechają się, co utwierdza nas w przekonaniu, że było warto.<br />
Najmłodszym dzieckiem naszego klubu jest Akademia Małego Brzdąca. Jest to dzienna opieka nad dziećmi od 2 do 5 lat. W naszym mieście działa kilka przedszkoli, ale według jakiś śmiesznych zarządzeń są tam miejsca tylko dla dzieci, których mamy pracują zawodowo. Pozostałe dzieci mogą się rozwijać w domach pod opieką rodziców, a z tym jest różnie. Dlatego mój nowy pomysł to wykorzystanie codziennie od 10 do 16 sali fitness, ponieważ zajęcia fitness rozpoczynają się po 17, więc zamieniamy ją w nasze mini przedszkole.<br />
Do naszej Akademii uczęszcza mała grupka dzieci, ale myślę, że jest to kwestia czasu. Już za niedługą chwilę będziemy rodzicom odmawiać przyjęcia dzieci ze względu na brak miejsc.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-653" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/ela1"><img class="alignleft size-medium wp-image-653" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="ela1" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/ela1-300x189.jpg" alt="" width="300" height="189" /></a></p>
<p><strong>Jaki dla Pani był poprzedni rok, jeśli chodzi o branżę wellness?</strong></p>
<p>Kryzys tak modne ostatnio słowo, to dla mnie zwykła pożywka dla mediów, którzy w prosty sposób zapełnili swoje strony gazet. Oczywiście światowy kryzys wpłynął, na naszą gospodarkę i nasze życie, oczyścił nasze portfele, ale pomógł wielu wzbogacić się ze względu na niskie ceny.<br />
Konsumpcja ludzi zmalała, ale dbanie o własne zdrowie i kondycję fizyczną to nie to samo, co kupno telewizora, samochodu czy domu. Mądre i odpowiedzialne klientki wiedzą, że dobre samopoczucie zależy od systematyczności. Kobiety dbając o swój wizerunek wiedzą, że sport i zdrowie to priorytet w ich życiu, a tym samym zaoszczędzenie sporych sum pieniędzy na lekarzy i lekarstwa.<br />
Patrząc na finanse ubiegłego roku widać zmiany, mniejsze przychody, ale nie widać dużej różnicy w ilości klientek, wręcz przeciwnie nowych stale przybywa, a stałe klientki mniej lub bardziej systematycznie wciąż korzystają z oferty naszego klubu.</p>
<p><strong>Czy może Pani opowiedzieć o swoich pasjach? </strong></p>
<p>Moja pasja, jaką jest sport i rekreacja, towarzyszyła mi od najmłodszych lat.<br />
Mieszkając w kamienicy, gdzie na podwórku było 12 chłopaków, tylko ja jedna dziewczyna, nie było szans na babskie zabawy lalką czy wózkiem. Moje zabawki z dzieciństwa to pistolety, karabiny, łuki, proce. Łażenie po drzewach, gra w piłkę nożną, robienie zasadzek na dzieci z innych podwórek, pływanie na krach, to szara codzienność naszego podwórka. Grając z chłopakami w nogę byłam etatowym bramkarzem przez wiele, wiele lat. Swoją podwórkową karierę skończyłam w wieku 15 lat zdając do liceum.<br />
W szkole średniej moja przygoda ze sportem nie skończyła się. Dalej grałam w piłkę, tylko nie nożną, a w siatkę, kosza czy szczypiorniaka. Przez 4 lata grałam w reprezentacji szkoły, dlatego wybór studiów był dla mnie niezwykle łatwy ze względu na moje sportowe zainteresowania. Wybrałam wrocławski AWF. Zdając przez 2 kolejne lata na uczelnię we Wrocławiu i Poznaniu, niestety nie dostałam się po zdaniu dobrze egzaminów z powodu dużej ilości kandydatów i tzw. braku miejsc.<br />
Dzisiaj moje marzenia o studiach kontynuuje moja córcia Kasia &#8211; studentka pierwszego roku AWF we Wrocławiu.<br />
Wiedziałam, że ukończenie liceum nie jest szczytem moich marzeń, chciałam pracować z młodzieżą, aktywnie rozwijać się, doskonalić, dlatego poszłam do pracy do przedszkola, co w tamtych czasach ze względu na braki miejsc pracy, było nie lada osiągnięciem.</p>
<p><strong>Pracowała Pani w przedszkolu, a dziś prowadzi Pani Centrum Odnowy Biologicznej. Kiedy podjęła Pani decyzję o otwarciu działalności gospodarczej? Skąd wziął się pomysł na Centrum Odnowy Biologicznej? Jakie były początki firmy?</strong></p>
<p>W czasie 8 letniej pracy jako nauczyciel wychowania przedszkolnego ukończyłam dwuletnie studium nauczycielskie, brałam udział w wielu kursach i szkoleniach. Jak tylko mogłam starałam się poszerzyć swoją pedagogiczną wiedzę, ale najważniejszą sprawą była dla mnie cudowna praca z dziećmi. Moje podejście do dzieci, śmieszne i zabawne pomysły sprawiły, że zostałam ulubienicą wszystkich dzieci, nawet tych, z którymi na co dzień nie prowadziłam zajęć.<br />
W 1987 r. wyszłam za mąż za Jarka, mojego kolegę ze szkolnej ławy. W 1988 r. odeszłam z przedszkola, aby pomóc mężowi w prowadzeniu jego firmy. Mąż prowadził firmę produkującą galanterię z modeliny dla kobiet, więc przez kilka lat na brak pracy nie narzekaliśmy. Zmiany gospodarcze w kraju wymusiły na nas zmianę profilu działalności. W 1990 r. mąż otworzył skup surowców wtórnych, który prowadzi do dnia dzisiejszego.<br />
Przez te wszystkie lata starałam się nie zapominać o swojej kochanej pasji, jaką jest sport.<br />
W 2004 roku otworzyłam swoją działalność gospodarczą. Zajęłam się sprzedażą suplementów niezbędnych w odchudzaniu. Sama schudłam ponad 30 kg, więc swoją osobą mogłam reklamować swoje produkty.<br />
Rok 2005 to wyjazd na szkolenie dystrybutorów firmy Herbalife do USA, gdzie na własne oczy zobaczyłam jak ogromny jest problem otyłości w Stanach, usłyszałam o branży wellness i jej niesamowitym rozwoju. Po powrocie do kraju wiedziałam, że droga, którą wybrałam jest słuszna i przyniesie mojej firmie wspaniały rozwój. Zajęcia fitness dla kobiet prowadziłam w wynajętych salach gimnastycznych, gdzie warunki sanitarne, np. brak szatni, były nie do przyjęcia. Znałam oczekiwania moich klientek, starałam się znaleźć takie miejsce, w którym kobiety poczują się wspaniale.<br />
Swoją karierę rozpoczęłam od profesjonalnego podejścia czyli zadbania o swój rozwój osobisty. W wieku 47 lat zrobiłam kurs instruktora fitness i zaczęłam rozglądać się za miejscem, gdzie mogłabym stworzyć swój klub. Kiedy już znalazłam zdewastowane pomieszczenia zakładu przyrodoleczniczego, zaczęłam podróż po urzędach w celu uzyskania odpowiednich zezwoleń i wtedy przyszła choroba.</p>
<p><strong>Walczyła Pani z ciężką chorobą i jednocześnie załatwiała formalności związane z otwarciem firmy. Kto Pani pomagał?</strong></p>
<p>Mój pobyt w szpitalu na onkologii był przeplatany przepustkami i chodzeniem po urzędach i wypełnianiu stosów papierów; nie miałam żadnej taryfy ulgowej. Pomimo choroby nikt mi nie pomagał, mogłam liczyć jedynie na pomoc moich najbliższych i rodziny.</p>
<p><strong>Skąd miała Pani środki finansowe na remont pomieszczeń zakładu przyrodoleczniczego? Czy korzystała Pani z wielu dostępnych dziś środków z różnych instytucji na otwarcie działalności? </strong></p>
<p>Rozpoczynając remont nie miałam żadnych oszczędności, pierwsze pieniądze to kwota 20 tys., które otrzymałam za ubezpieczenie od groźnej choroby (dobrze, że takowe miałam).<br />
Bardzo pomocna w uzyskaniu kredytu na remont mojego centrum była firma mojego męża, która stała się zabezpieczeniem moich zobowiązań. Dla banku byłam tylko żoną przedsiębiorcy działającego na lokalnym rynku ponad 18 lat. Moja nowa firma nie miała żadnej historii bankowej, więc praktycznie nie liczyła się. Co z tego, że opowiadałam, jakie piękne stworzę centrum. Bank widział tylko zdewastowane pomieszczenia. Nikt nie chciał mi podać ręki.<br />
Nie skorzystałam z żadnych unijnych pieniędzy przy zakładaniu firmy. Jedynie przy zatrudnieniu 3 pierwszych pracowników otrzymałam dotację w kwocie 36 tys. na utworzenie miejsc pracy, z obowiązkiem utrzymania 3 stanowisk pracy na okres 2 lat.<br />
Dużo pomocy otrzymaliśmy od przyjaciół, którzy widząc, z jaką determinacją walczę z chorobą, a jednocześnie buduję od zgliszcz swoje wymarzone centrum, pożyczyli nam pieniądze na dalszy remont.</p>
<table>
<tbody>
<tr>
<td><a rel="attachment wp-att-654" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/olympus-digital-camera"><img class="alignleft size-medium wp-image-654" style="border: 1px solid black;" title="Elżbieta Wojdyła" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/ela2-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></td>
<td><a rel="attachment wp-att-655" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/ela3"><img class="alignleft size-medium wp-image-655" style="border: 1px solid black;" title="ela3" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/ela3-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><strong>Jak zarobiła Pani pierwsze pieniądze, to na co zostały przeznaczone?</strong></p>
<p>Mówiąc o pierwszych pieniądzach, jakie zarobiłam będąc instruktorem fitness, były one jedynie spożytkowane na pokrycie wynajęcia sal gimnastycznych, zakup niezbędnego sprzętu do ćwiczeń. Nie marzyłam o dużych kwotach. Dla mnie największą zapłatą był uśmiech i zadowolenie klientek i to, że prowadzę fajne zajęcia, na które przychodzi coraz więcej kobiet.<br />
Zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa w nowo otwartym centrum. Wszystkie zarobione pierwsze pieniądze przeznaczaliśmy na niezbędne wydatki tzw. koszty, a cały zysk szedł na zakupy wyposażenia klubu w nowe urządzenia.</p>
<p><strong>Ile osób obecnie pracuje w Centrum?</strong></p>
<p>Mój zespół na dzień dzisiejszy liczy 8 osób, 4 osoby pracują ze mną od początku działalności.</p>
<p><strong><a rel="attachment wp-att-661" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/5-2"><img class="alignleft size-full wp-image-661" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="5" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/5.jpg" alt="" width="120" height="90" /></a>Czy w trakcie istnienia firmy wystąpiły większe problemy? Jeśli tak, to  jak sobie Pani z nimi poradziła? </strong></p>
<p>Największym mankamentem w mojej działalności jest niesprawna kanalizacja na zewnątrz budynku. W czasie remontu całkowicie wymieniliśmy całą instalację wodno-kanalizacyjną i CO w naszych pomieszczeniach, natomiast zarządca budynku, a jest nim gmina miejska, pomimo naszych próśb nie wyremontowała zniszczonej instalacji i to też było powodem całkowitego zniszczenia naszego klubu w czasie ulewnych opadów deszczu w lipcu ubiegłego roku w wyniku niedrożnych kratek ściekowych. Budynek został całkowicie zalany. Przez 2 miesiące musieliśmy od początku przeprowadzać kapitalny remont, tak jak byśmy zaczynali od nowa.<br />
Ale dzisiaj centrum jest jeszcze piękniejsze, super odświeżone, cieszy oczy naszych zadowolonych klientek.<br />
Dla mnie samej było to duże wyzwanie zarówno finansowe jak i emocjonalne, ale jestem tak wyćwiczona w boju z takimi przeciwnościami, więc szybko z tym sobie poradziłam.</p>
<p><strong>Jest Pani aktywną kobietą. Czy oprócz pracy w Centrum angażuje się Pani w inne przedsięwzięcia?</strong></p>
<p>Oprócz swojej działalności w klubie w 2007 r. powołałam do życia stowarzyszenie Zawsze Kobieta, które powstało po to, by pokazać kobietom jak przejść chorobę nowotworową, znaleźć dobrą pracę, systematycznie dbać o własne zdrowie i szczupłą sylwetkę. Powstanie stowarzyszenia bardzo pomogło mi rozwinąć na terenie miasta życie kulturalne i rekreacyjne kobiet. Nasz klub jest nie tylko miejscem do ćwiczeń, ale także przede wszystkim miejscem spotkań, integracji środowiska kobiecego naszego miasta.<br />
Imprezy typu Walkathon 2008 w Krakowie, Marsz Różowej wstążeczki &#8211; dzień do walki z rakiem piersi, koncerty Ireny Jarockiej, zbiórka zabawek dla Fundacji Anny Dymnej, Noc Świętojańska, mikołaj, zabawy karnawałowe to duże osiągnięcia mojej osoby jako właściciela klubu, a także prezesa stowarzyszenia.</p>
<p><strong>W 2008 r. zdobyła Pani zaszczytne wyróżnienie „Mikroprzedsiębiorca Roku”. Co zmieniło ono w firmie i życiu osobistym?</strong></p>
<p>W 2008 zaledwie w drugim roku mojej działalności otrzymałam nominację do konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku. Ze 115 zgłoszeń z całego kraju właśnie moja firma została wyróżniona w kategorii głównej. Otrzymałam nagrodę pieniężną w kwocie 15.000zł., którą przeznaczyłam na rozwój naszej firmy. To właśnie wyróżnienie bardziej zmotywowało mnie do dalszej pracy, rozwinęło moją pomysłowość w dziedzinie mojej działalności.</p>
<p><strong><a rel="attachment wp-att-658" href="http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/3-2"><img class="alignleft size-medium wp-image-658" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="3" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2010/07/3-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Czy otrzymała Pani również inne nagrody i wyróżnienia?</strong></p>
<p>Moje zaangażowanie zostało również zauważone przez społeczność lokalną. Latem 2009 r. otrzymałam nagrodę Kogut 2008, a w październiku 2009 r. zostałam wyróżniona w konkursie Niezwykłe Polki 2009.<br />
Obecnie zostałam nominowana do 2 konkursów Gloria 2009 oraz Laury Magellana.<br />
Te wszystkie nagrody cieszą mnie tym bardziej, że bardziej motywują mnie do działania i przekonują mnie, że praca, którą wykonuję jest bardzo wartościowa, a ponieważ uwielbiam to robić, moja praca jest moją radością.</p>
<p><strong>Jaką osobą jest Pani na co dzień?</strong></p>
<p>Na co dzień jestem wielką marzycielką. Myślę pozytywnie, otaczam się ludźmi, na których zawsze mogę liczyć. Sama spieszę z pomocą, ale wiem kiedy jestem w potrzebie mogę liczyć na pomoc wielu przychylnych mi ludzi, nieraz zupełnie obcych.<br />
Właśnie choroba, remont klubu, powtórny remont po zalaniu, bezinteresowna pomoc klientek i ich rodzin, pokazało mi jak wokół siebie mam dużo przyjaciół.<br />
Mamy oboje z mężem dużo przyjaciół ludzi zamożnych, właścicieli dużych firm ,którzy będąc przedsiębiorcami w krótkim czasie doszli do dużych majątków, ale pozostali nadal fajnymi ludźmi. Są też tacy, dla których liczy się tylko pieniądz, ale takich nie mam wśród swoich znajomych i nie chcę mieć.</p>
<p><strong>Jakie  cechy powinna posiadać osoba zanim zdecyduje się na założenie firmy? Proszę opowiedzieć również, jakie Pani &#8211; oprócz samozaparcia -  posiada?</strong></p>
<p>Ja swojego biznesu uczyłam się od podstaw, działania urządzeń, rozmów z klientami, Podpisywania dobrych umów, zarządzania zespołem ludzkim, to wszystko była dla mnie czarna magia, ale i z tym sobie poradziłam. Ale przez współpracę wzajemne zrozumienie, pomoc mnie i innym, uczyłam się swojego sukcesu.<br />
Dzisiaj jako 50 letnia kobieta wiem, że gdyby była nowa możliwość otworzenia biznesu, uczyniłabym wszystko, aby nowy interes przyniósł mi sukces. Każdy przedsiębiorca, który podchodzi do swojej pracy z pasją jest dla mnie godny do naśladowania.<br />
Dzisiaj, chcąc otworzyć działalność gospodarczą nie trzeba nic umieć, są wyspecjalizowane firmy, które zadbają o finanse, rozwój firmy, ale nie dadzą energii i pasji działania.<br />
Sama wiem po sobie, że wiedzę, którą zdobyłam w mojej pracy będąc właścicielem firmy nie zdobyłabym w żadnej szkole. Codzienne trudności, jakie napotyka każdy w swojej działalności, ale jednocześnie ogromna satysfakcja z ich pokonania, utwierdza mnie w przekonaniu, że tylko praca dla siebie jest pracą godną każdego człowieka.</p>
<p><strong>Jak z perspektywy czasu wspomina Pani pracę w przedszkolu?</strong></p>
<p>Praca w przedszkolu przynosiła mi wspaniałą satysfakcję, uwielbiam dzieci, jestem pogodna i uśmiechnięta. Była bym dobrym nauczycielem, ale dzisiaj już wiem, że nie rozwinęłabym się tak intelektualnie jaka jestem dzisiaj. Praca na tzw. etacie ogranicza bardzo inwencję ludzi, regulaminy, karty praw.<br />
Który nauczyciel chce pracować z młodzieżą poza zajęciami lekcyjnymi za darmo? Z pewnością są jeszcze fajni profesorowie, dla których młodzież jest ważniejsza niż kasa. Ja pamiętam czasy szkolnych sks-ów, gdzie nauczyciele poświęcali nam dużo wolnego czasu. Powiem szczerze, że żal tych czasów.</p>
<p><strong>Jaki jest Pani indywidualny przepis na sukces? Jakie rady i wskazówki ma Pani dla wszystkich czytelników?</strong></p>
<p>Dziś ode mnie i mojego zespołu, mojej pracy zależy nasz sukces. Pieniądze są ważne, ale dla mnie ludzie stanowią olbrzymią wartość, uśmiechnięte i zadowolone klientki, które polecają swoim znajomym nasz klub są naszą najlepszą reklamą.<br />
Dla mnie sukces to, kobiety którym uratowałam życie, które namówiłam na badanie USG piersi u których wykryto nowotwór, dzięki czemu mogły dalej się leczyć. To jest mój sukces. Ponad 400 osób na portalu nasza klasa, to też sukces. Mam wspaniałego męża, cudowną córkę, mam ciepłe i ładne mieszkanie, fajny samochód, wyszłam z choroby nowotworowej. Codziennie dziękuję za te wszystkie dobra. Zdobywam nagrody i wyróżnienia. Gazety, które drukują o mnie artykuły, to jest mój sukces. Jestem matką wielu sukcesów.<br />
Ale najważniejsze, że chcę dalej rozwijać się, samodoskonalić, codziennie spotykać na swej drodze szlachetnych ludzi i chcę pomagać drugiemu człowiekowi.<br />
Pokazałam kobietom, że można wyjść z ciężkiej choroby nowotworowej, zdobyć tyle nagród i wyróżnień, cieszyć się życiem mieć wiele pomysłów i marzeń.<br />
Sukces jest w każdym z nas, trzeba go tylko uruchomić.</p>
<p><strong>Skąd czerpała Pani informacje na temat biznesu? Jeśli z książek, to z jakich? </strong></p>
<p>Dużo pozytywnej energii odbieram z przeczytanych książek, Potęga podświadomości, Efekt Motyla, Energia Pieniędzy, Rozmowy z Bogiem to niektóre tytuły pozycji godnych polecenia. Uważam, że książki te powinny stać się podręcznikami szkolnymi, które nauczą młodzież jak żyć.<br />
Dla mnie jest to olbrzymi zastrzyk energii, możliwość przekazania innym to wszystko, co jest w nich zawarte.</p>
<p><strong>Jako osoba aktywna, zapewne ma Pani plany na przyszłość związane firmą. Może się Pani nimi podzielić z czytelnikami?</strong></p>
<p>Na końcu chcę powiedzieć o moim marzeniu. Wybuduję piękne Centrum Odnowy Biologicznej wraz zapleczem hotelowym, w których nauczę jak zdrowo żyć, być aktywnym, pokochać przyrodę. Zorganizuję turnusy oczyszczania organizmu, pokażę swoim klientom, że droga do zdrowia jest bardzo prosta.<br />
Wiem, że mi się uda. Trzymajcie za mnie kciuki!</p>
<p><strong>Dziękuję bardzo za rozmowę. </strong></p>
<p>Ja również dziękuje, pozdrawiam wszystkich czytelników Millionaire Magazine.</p>
<p><strong>Hubert Zawrzykraj</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/elzbieta-wojdyla-rak-piersi-nie-przeszkodzil-mi-w-otwarciu-i-prowadzeniu-firmy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ankietowa Kampania Reklamowa</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/ankietowa-kampania-reklamowa.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/ankietowa-kampania-reklamowa.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 19:39:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kamil Cebulski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=547</guid>
		<description><![CDATA[W 2004 roku prowadziłem firmę, która oprócz budowania stron internetowych zajmowała się także ich promowaniem w internecie. Przez blisko 3 lata prowadzenia tej firmy wymyśliliśmy kilka gotowych sposobów taniej i skutecznej promocji witryn w internecie, które oferowaliśmy naszym klientom. Poniżej opisuję jedną z kampanii jaką przeprowadziliśmy. W marketingu partyzanckim zawsze należy mieć na uwadze, aby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ankieta21.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-549" style="margin-left: 10px; margin-right: 10px;" title="ankieta2" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ankieta21.jpg" alt="ankieta2" width="316" height="185" /></a>W 2004 roku prowadziłem firmę, która oprócz budowania stron internetowych zajmowała się także ich promowaniem w internecie. Przez blisko 3 lata prowadzenia tej firmy wymyśliliśmy kilka gotowych sposobów taniej i skutecznej promocji witryn w internecie, które oferowaliśmy naszym klientom. Poniżej opisuję jedną z kampanii jaką przeprowadziliśmy.</strong></p>
<p>W marketingu partyzanckim zawsze należy mieć na uwadze, aby dana akcja promocyjna nie kosztowała nas za dużo pieniędzy, a efekt aby miała jak największy. Bardzo często do rozpowszechniania informacji o firmie można wykorzystać darmową dźwignię w postaci prasy i wszelakich mediów. Aby media się jednak zainteresowały Twoją firmą, trzeba im dostarczyć bardzo ciekawe, interesujące i przede wszsytkim wiarygodne informacje nie przesiąknięte ukrytymi przekazami reklamowymi. Dokładnie na tym polega to, co opisuję poniżej</p>
<p><strong>Badanie tematyczne</strong></p>
<p>Podstawowym zadaniem jakie należy wykonać to przeprowadzić badanie/ankietę jak największej ilości ludzi na określony temat. Jeżeli prowadzisz firmę motoryzacyjną to badanie może nazywać się „Pierwsze ogólnopolskie badanie motoryzacyjne internautów”. Warto trzymać się grupy internautów, gdyż tam badania się robi najłatwiej.<br />
Co takie badanie ma obejmować? Wszystko co uważasz za potrzebne. W przypadku badania motoryzacyjnego możemy internautów pytać oprócz podstawowych pytań, wiek, płeć itp, także o markę posiadanego samochodu, kolor, wiek, awaryjność, spalanie itp. Jestem pewny, że w swojej branży na pewno znajdziesz 30-40 pytań, odpowiedź na które, byłaby na tyle ciekawa, że media by ją opublikowały. Kiedy przeprowadzałem „badanie seksualności internautów” dla jednego z klientów takim pytaniem najbardziej cytowanym były wyniki pytania „kiedy zainicjowałeś/zainicjowałaś życie seksualne”.<br />
Po ułożeniu pytań, musisz stworzyć ankietę w internecie. Jeżeli nie potrafisz programować, niestety musisz wydać kilkaset złotych na programistę. Ważne, aby ankieta nie była na Twojej stronie, można wykupić do tego celu oddzielną domenę, jednak w regulaminie i np. w stopce strony  należy jasno zaznaczyć że organizatorem  badania jest Twoja firma.</p>
<p><strong>Przynęta na internautów</strong></p>
<p>Aby ludzie chętniej wypełniali ankietę musisz przygotować dla każdego kto ją wypełni jakiś prezent.<br />
Jeżeli ankieta ma być czysto internetowa może to być rabat na jakieś usługi Twojej firmy, coś co przyciągnie ludzi. Może to być np. darmowy ebook o „ekonomicznej jeździe” to na pewno zainteresuje każdego.<br />
Przynęta ma być dostępna dla człowieka zaraz po wypełnieniu ankiety, tak aby nie było możliwości, że dostaną ją tylko te osoby, które „odpowiedziały prawidłowo”.<br />
Dodatkowo musisz zrobić taki myk, że „przynęta” w postaci linku do pliku, lub kodu rabatowego zostanie wysłana mailem, dzięki temu zbudujesz sobie listę mailingową wszystkich osób, które wypełniły ankietę.</p>
<p><strong>Uwierzytelnienie</strong></p>
<p>Kolejnym ważnym punktem jest uwierzytelnienie swoich działań. Badania organizowane przez firmę prywatną, która ma w tym interes nie do końca wyglądają poważnie. Pomimo tego, że będą poważne to na takie nie wyglądają i nie budzą zaufania.<br />
Aby się uwierzytelnić powinieneś zaprosić partnerów do współpracy, aby patronowały temu przedsięwzięciu różne stowarzyszenia lub gwiazdy związane z daną dyscypliną. Skontaktuj się więc z różnymi stowarzyszeniami samochodowymi (lub takimi z Twojej branży), muzeami, związkami. Zwłaszcza związki są bardzo chętne, bo nic nie robią, a muszą się czymś wykazać. Jeżeli uda ci się zorganizować kilka stowarzyszeń, które w zamian za patronat, dostaną szczegółowe wyniki możesz udać się o patronat do mediów.<br />
Ciężko jest przekonać media aby patronowały takiej imprezie, ale warto spróbować, gdyż jeżeli ci się to uda, to wtedy wiele gwiazd się przyłączy, gdyż to będzie dla nich tania promocja. Ale spokojnie możemy sobie poradzić nawet bez Roberta Kubicy, który by nam patronował.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/reklama11.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-550" title="reklama1" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/reklama11.jpg" alt="reklama1" width="368" height="287" /></a>Start badania</strong></p>
<p>Kiedy już wszystko to przygotujesz otwierasz badanie. Polega to po prostu na promocji strony z badaniami, aby jak najwięcej osób wypełniło ankietę. Ustawiasz więc na swojej stronie informację o ankiecie, prosisz znajomych i klientów aby się nią zainteresowali.<br />
Dobrym sposobem jest ustawienie sobie w programie pocztowym stopki o takiej treści „P.S. przeprowadzam badanie motoryzacyjne, mógłbyś wypełnić ankietę &#8211; link do ankiety”, dzięki temu taka wiadomość będzie dołączona do każdego wysyłanego przez Ciebie e-maila. Ogólnie robisz wszystko, aby ankietę wypełniło jak najwięcej ludzi.</p>
<p><strong>Poinformuj też prasę.</strong></p>
<p>Kiedy już rozpoczniesz promocję badania, kolejnym ważnym zadaniem będzie przygotowanie adresów email  różnych serwisów internetowych oraz mediów, które targetują do tej samej grupy co ty. W kilka dni powinieneś przygotować co najmniej tysiąc takich serwisów, gazet czy telewizji. Każdego z nich poinformuj o tym, że przeprowadzasz takie badania i poproś, aby wstawili o tym informacje w postaci newsa. Aby zachęcać internautów do wypełniania ankiety.<br />
I tutaj muszę cię ostrzec, nie zdziw się, że jakieś 1-2% serwisów cokolwiek wstawi do siebie. Głównie małe serwisy będą zainteresowane, gdyż dostając Informację Prasową od Ciebie będą czuły się dostrzeżone, duże zignorują, gdyż takich próśb mają całą masę. Ale wyślij do każdego, bo to jest bardziej skomplikowany plan.</p>
<p><strong>Podsumowanie wyników</strong></p>
<p>Zbieranie kilku tysięcy wypełnionych wypełnionych ankiet, może trwać nawet kilka miesięcy. Takimi minimum wyników musi być ten 1 tys ankiet, aby badanie było w miarę wiarygodne.<br />
Kolejnym krokiem jest napisanie  „podsumowanie” w postaci raportu z badania, w którym podsumujesz wyniki. Napiszesz, że tyle a tyle osób ma czerwone samochody, że ich wiek to średnio tyle itp. Odkryjesz np., że żółte samochody są średnio starsze od czerwonych o 3 lata itp. Staraj się znaleźć jak najbardziej medialne informacje. Jeżeli np. zapytasz czy uprawiałeś seks w samochodzie to zapytaj od razu, jaki to był kolor samochodu, wtedy możesz w raporcie dać listę najbardziej seksownych kolorów samochodów. W raporcie ogranicza cię tylko Twoja własna kreatywność, ale pamiętaj, abyś trzymał się faktów i niczego nie „upiększał”. Ma to być ciekawe, ale rzeczowe i trzymające się faktów.<br />
Przygotowujesz to w postaci PDF, zawierającego 10-20 stron, wraz z wykresami upiększającymi cały raport.<br />
Oprócz tego przygotuj artykuł, który można by publikować w mediach. Wyobraź sobie, że duża gazeta pokroju WPROST postanowiła napisać 2 stronicowy artykuł oparty na wynikach z Twojego badania. Musisz go napisać. Pamiętaj, aby ten artykuł nie śmierdział ukrytą reklamą już w pierwszym akapicie. W ogóle nie mów nic o swojej firmie, jedyne co możesz zrobić to napisać coś w stylu „badania przeprowadzone przez X zdają się potwierdzać tą tezę, gdyż jak się okazuje &#8230;” i niech to będzie wszystko. Potem w podsumowaniu artykułu możesz napisać, że opierałeś się na badaniach i podać link do badań.<br />
Musisz przygotować taki artykuł, gdyż redakcje różnych mediów, bardziej serwisów internetowych niż prasy są strasznie wybredni, ale leniwi, a taki gotowiec to idealne miejsce na CTR+C oraz CTR+V.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/lupa1.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-551" style="margin-left: 10px; margin-right: 10px;" title="lupa" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/lupa1.jpg" alt="lupa" width="298" height="200" /></a>Publikacja wyników</strong></p>
<p>Kolejne zadanie to sprawienie, aby jak najwięcej osób zapoznało się z wynikami.<br />
Przede wszystkim wyniki, a więc raport i artykuł musisz przesłać jeszcze raz do wszystkich gazet i serwisów (pamiętasz minimum 1000 serwisów trzeba było zebrać). O ile wcześniej te serwisy i media nie były zainteresowane, aby poinformować swoich czytelników o tym, że organizujesz badania, tak teraz będzie już inaczej.<br />
Nie wiem czy Ty także czytelniku masz takie samo uczucie jak czytasz niekiedy relacje z jakiejś imprezy w gazecie, że gdybyś przeczytał o tym wcześniej to byś się na niej pojawił, a tak czytasz relacje z tego co już było. Jak się okazuje bardzo mało mediów informuje o nadchodzących imprezach. Ma to swoją przyczynę w tym, że od informowania od tego „co będzie” jest dział reklamy. Gazety chętniej piszą o tym co „było” a to i też bardzo często pod warunkiem, że dostaną kilka darmowych wejściówek oraz prezenty. IBM nawet kiedyś na konferencji rozdawał dziennikarzom notebooki.<br />
No ale bądźmy optymistyczni, Twoje badania dobiegły do końca, już się odbyły i prześlij je do mediów. Bardzo szybko zobaczysz, że wiele serwisów wkleiło Twój artykuł z drobną poprawką redakcyjną, a i jeżeli materiał będzie ciekawy zainteresują się nim ogólnopolskie gazety i wiele z nich poda Twój adres jako organizatora badania.</p>
<p><strong>Wyślij także ankietowanym</strong></p>
<p>Ludzie, którzy wypełnili ankietę, zrobili to na pewno także dlatego, że ten temat ich interesuje. Ponieważ dysponujesz mailem do nich, możesz  im także podesłać wyniki z adnotacją, że mogą je rozpowszechniać do woli,, gdyż im więcej osób to dostanie tym lepiej dla Ciebie.<br />
Tutaj także możesz się zdziwić, jak wiele osób, które brało udział w ankiecie ma swoje własne hobbystyczne strony (ty przecież nie dotrzesz do wszystkich) i to, że będą mogli wstawić coś tak ciekawego będzie dla nich okazją.</p>
<p><strong>Niech inni też rozdają</strong></p>
<p>Wiele jest firm, sklepów internetowych, które Twojej raport mogłyby rozdawać jako bonus. Np. każdy kto zrobi u nich zakupy dostanie raport z badania. Taki raport może także służyć dla innych jako „przynęta” do zapisywania się na listy mailingowe.<br />
Inni mogą go także rozesłać do swoich list mailingowych bez okazji, jako po prostu ciekawy gadżet, wystarczy im ten pomysł podrzucić i zachęcić.</p>
<p><strong>Lepsza pozycja w wyszukiwarkach</strong></p>
<p>Nikt nie wie dokładnie, na jakiej zasadzie Google i inne wyszukiwarki indeksują strony, jest to najbardziej strzeżona tajemnica tych firm. Każdy jednak, kto zajmuje się pozycjonowaniem powie ci, że jednym z najważniejszych czynników jest to, ile innych stron linkuje na Twoją. Raport, który przygotujesz i artykuł, który pojawi się w internecie, na pewno sprawi, że wiele stron będzie do Ciebie linkować, co pozytywnie wpłynie na Twoją pozycję w wyszukiwarkach. Co jest de fakto efektem ubocznym całej tej kampanii.</p>
<p><strong>Zyski przez lata</strong></p>
<p>Organizując kampanię w ten sposób nie spodziewaj się wyników natychmiastowych. Kampania nie jest przewidziana tak, aby w jednym momencie wchodziło do Ciebie dużo ludzi. Okres, gdy poinformujesz media o wynikach badania może być takim szczytowym, jednak nie jest to jakiś wynik oszałamiający. Ja przeprowadziłem około 20 takich kampanii i przeważnie ruch na stronie klienta przez te kilka dni, po poinformowaniu prasy, wzrósł zaledwie 2-5 krotnie.<br />
Siła tej kampanii jest w tym, że wszędzie w internecie w setkach miejsc będą dostępne linki do Ciebie, które będą kierować do Ciebie niski strumień internautów, ale za to wiecznie, nawet przez kilka czy kilkanaście  następnych lat. Do tego zawsze dochodzi lepszy wizerunek i pozycja w Google.<br />
Cała kampania będzie cię najwyżej kosztować kilkaset złotych i kilka dni czasu. Jak na partyzantkę całkiem nieźle.</p>
<p><strong>Za rok ponawiasz badania</strong></p>
<p>I o ile już przeprowadziłeś pierwszy raz te badania to o wiele łatwiej (nawet połowa energii) będzie ci przeprowadzić takie badania drugi raz.<br />
Dysponujesz już odpowiednimi gadżetami jako przynęty, masz odpowiednie kontakty, masz także listę osób, które wypełniły poprzednią ankietę, zapytaj czy zgodzą się ponownie wypełnić. Drugi raz jest znacznie łatwiejszy. W kolejnych edycjach w raporcie możesz zawrzeć także zmiany w kraju. Porównać wyniki jednego roku z drugim.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/ankietowa-kampania-reklamowa.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Urszula Czwartkowska – od zera do 70 osobowej firmy</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/urszula-czwartkowska-od-zera-do-70-osobowej-firmy.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/urszula-czwartkowska-od-zera-do-70-osobowej-firmy.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 19:30:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Hubert Zawrzykraj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=537</guid>
		<description><![CDATA[Czy uważa się Pani za kobietę sukcesu? Bo ja wiem? Powiem wam o tym, jak zrealizuję wszystkie swoje cele i marzenia. Na pewno cieszę się z tego, co do tej pory osiągnęłam, ale czy to już sukces? Nie wiem, co jest miarą sukcesu, z kim mam sie porównać, aby stwierdzić, że go osiągnęłam. Wiem jedno, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula11.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-538" style="margin: 10px;" title="ula1" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula11.jpg" alt="ula1" width="295" height="287" /></a>Czy uważa się Pani za kobietę sukcesu? </strong></p>
<p>Bo ja wiem? Powiem wam o tym, jak zrealizuję wszystkie swoje cele i marzenia. Na pewno cieszę się z tego, co do tej pory osiągnęłam, ale czy to już sukces? Nie wiem, co jest miarą sukcesu, z kim mam sie porównać, aby stwierdzić, że go osiągnęłam. Wiem jedno, że jestem w drodze na szczyt, którego pewnie nigdy nie osiągnę.</p>
<p><strong>Co może Pani powiedzieć tym, którzy stoją przed wyborem własnej drogi życiowej, czy zawodowej?</strong></p>
<p>Najważniejsze, to:  nie bójcie się tych marzeń realizować. Nigdy nie rezygnujcie z czegoś, co jest dla was ważne, nie odkładajcie tego na potem, bo może być za późno. Pamiętajcie, że życie może nam przygotować takie niespodzianki, o jakich nawet nie marzyliśmy&#8230;Najczęściej, niestety, są to niespodzianki in minus.</p>
<p><strong>Jak to się wszystko zaczęło?</strong></p>
<p>Swoją firmę założyłam w małej miejscowości. Firma odniosła sukces dzięki wspaniałym ludziom, których spotkałam na swojej drodze. To dzięki pomocy i wsparciu pracowników i współpracowników firma odniosła sukces, o jakim nawet nie marzyłam. Wielu z tych ludzi służyło mi radą i pomocą, a od niektórych dostałam bardzo bolesne lekcje. Dzisiaj dziękuję wszystkim, jestem mądrzejsza o te doświadczenia. Popełniłam wiele błędów i popełniam je nadal, ciągle uczę się czegoś nowego. Ale najważniejsze jest to, że wyciągam z nich wnioski i robię wszystko, aby zapobiec im w przyszłości. Usłyszałam kiedyś takie mądre stwierdzenie, że Człowiek naprawdę mądry uczy się na cudzych błędach, przeciętny – taki, jak ja &#8211; na swoich, a głupi ani na cudzych ani na swoich&#8230;.  :). Pracuję nad tym, aby uczyć się na tych cudzych i czasami nawet to mi się udaje :).</p>
<p><strong>Powstaje coraz więcej firm działających w branży odzieżowej, jednak wiele z nich nie potrafi przyciągnąć klientów i szybko upada. </strong></p>
<p>Zastanawiałam się kiedyś, dlaczego tak wiele firm produkujących odzież upada i doszłam do wniosku, że za bardzo skupiają się na sprawach produkcyjnych zapominając, że firma nie utrzyma się z tego, co wyprodukuje, lecz z tego, co sprzeda.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula21.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-539" style="margin-left: 10px; margin-right: 10px;" title="ula2" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula21.jpg" alt="ula2" width="275" height="239" /></a>Wróćmy do początków firmy. Kiedy i dlaczego podjęła Pani decyzję o otwarciu działalności gospodarczej? Jakie czynniki miały na to wpływ? </strong></p>
<p>Decyzję o prowadzeniu własnej firmy podjęłam po urodzeniu pierwszego syna. Ze względu na brak opieki nad dzieckiem byłam zmuszona zrezygnować z pracy zawodowej. Skłamałabym, gdybym napisała, że uruchomiłam własną firmę z jakichś szczególnych pobudek. Po prostu utrzymanie rodziny kosztuje i potrzebne były pieniądze. Dzięki temu, że uruchomiłam w domu maleńki zakład usługowy, szyjący odzież miarową, mogłam pogodzić obowiązki macierzyńskie i zawodowe. Po roku okazało się, że moje projekty bardzo się podobają. Znajomi i rodzina zaczęli namawiać mnie na coś więcej. Pomyślałam, że warto byłoby sprawdzić, czy poradzę sobie w roli producenta odzieży.<br />
Pierwszy miesiąc po uruchomieniu firmy produkcyjnej był bardzo trudny. Brak zaplecza finansowego spowodował, że niewiele a bym zrezygnowała z prowadzenia firmy.</p>
<p><strong>Uratowała mnie moja upartość i pozytywne myślenie,  że nie poddam się tak łatwo i że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.</strong></p>
<p>Oczywiście, kiedy wszystko przemyślałam, to wyjście się znalazło. Potem firma zaczęła lawinowo sie rozwijać. Niestety po 3 latach okazało się, że popełniłam dwa błędy, które niemalże doprowadziły ją do bankructwa. Pierwszy błąd, to moje niemal całkowite uzależnienie sprzedażowe od dwóch odbiorców moich towarów i brak własnej sieci sprzedaży. Drugim błędem było nieuregulowanie spraw prywatnych i majątkowych. Dzisiaj cieszę się, że te błędy popełniłam tak szybko, bo za kilka lat mogłyby kosztować mnie o wiele więcej.</p>
<p><strong>Z jakim kapitałem pani zaczęła? Czy korzystała Pani z dotacji czy innych form wsparcia od różnych instytucji, czy z Unii Europejskiej?</strong></p>
<p>Nie korzystałam nigdy ze wsparcia finansowego instytucji, chociaż składałam wniosek o dofinansowanie ze środków unijnych. Zanim zdecydowali się na jego rozpatrzenie, mój projekt był już zrealizowany.  Uważam, że jest to strata czasu i marnotrawienie pieniędzy przez urzędników. Prawie wszystko zrealizowałam za zarobione przez siebie pieniądze z niewielką pomocą rodziców i babci. Obecnie większe projekty realizuję za pomocą kredytów z banku. Działalność rozpoczęłam we własnym mieszkaniu, co oszczędziło mi kosztów najmu lokalu i pozwoliło zarobione pieniądze inwestować.</p>
<p><strong>Jak zareagowała rodzina, znajomi, gdy dowiedzieli się o Pani decyzji?</strong></p>
<p>Wielu znajomych odniosło się do mojego pomysłu krytycznie, rodzina była raczej zdziwiona i nastawiona krytycznie. Ogromne wsparcie otrzymałam od mojej babci i mojego taty, którym bardzo dziękuję. Bardzo wierzyli w mój sukces i wspierali na początku w trudnych chwilach. Wielokrotnie powtarzali mi, że jestem zdolna i wiele potrafię, a to pomagało mi przetrwać trudne chwile i obecnie samo wspomnienie tych słów daje mi siłę do działania. Psychika w takich przełomowych momentach jest kluczem do postępów.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/image_func.php_.jpeg"><img class="size-full wp-image-541 alignleft" style="margin-left: 10px; margin-right: 10px;" title="image_func.php" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/image_func.php_.jpeg" alt="image_func.php" width="200" height="300" /></a>Kiedy zarobiła Pani pierwsze pieniądze i na co je przeznaczyła?</strong></p>
<p>Pierwsze pieniądze przyszły po miesiącu i od razu je zainwestowałam w maszyny i surowce do produkcji. Dzięki temu firma mogła się dalej rozwijać. Tak pozostało do dziś, że zawsze więcej inwestuję niż zarabiam. Nie szaleję z zakupami, nie zgrywam biznesmenkę, myślę o tym co będzie, bo to najważniejsze. Jestem już odpowiedzialna za los kilkudziesięciu rodzin, które dla mnie i ze mną pracują.</p>
<p><strong>Jak wiadomo, prowadzenie biznesu nastręcza wiele nieznanych wcześniej problemów.  Jak pani sobie z nimi radziła? Co było najtrudniejsze?</strong></p>
<p>Największy problem, jaki miałam, pojawił się, kiedy byłam w bliźniaczej ciąży z moimi ukochanymi córkami. Miałam bardzo poważne kłopoty ze zdrowiem, trafiłam do szpitala na dwa miesiące. Okazało się, że firma bez mojej osoby funkcjonuje bardzo źle, zaczęły się bardzo poważne problemy finansowe. Po urodzeniu dzieci, kiedy wróciłam do pracy dowiedziałam się, że firma jest poważnie zadłużona. Ponieważ od dwóch miesięcy nie były płacone składki ZUS i podatki do Urzędu Skarbowego, nie mogłam starać się o kredyt. Sytuacja była krytyczna. Po przeanalizowaniu możliwości swoich i firmy zwróciła się do znajomych o prywatne pożyczki. Na szczęście mieli do mnie zaufanie i pożyczyli. Spłaciłam zaległości wobec tych dwóch krwiopijców a później inne kredyty. Dostawców poprosiłam o faktury z dłuższym terminem płatności, a dzięki temu, że zawsze wywiązywałam się ze zobowiązań, bez problemu je otrzymałam. Wiedząc, że sukces mojej firmy jest niemożliwy bez mojej pracy, zatrudniłam opiekunkę do dzieci. Dzięki temu, że mieszkam obok firmy, mogłam zajmować się dziećmi i pracować. Firma wyszła na prostą po około 6 miesiącach. Powtarzam, z każdej sytuacji jest  jakieś wyjście, tylko trzeba chcieć go szukać.</p>
<p><strong>Jak długo prowadzi Pani swój biznes? Skąd pomysł szycia sukni balowych i wizytowych?</strong><br />
Prowadzę firmę od ponad 15 lat. Suknie szyłam od zawsze, ale nie było to moją domeną. Obecnie skupiam się prawie wyłącznie na projektowaniu sukienek na specjalne okazje, tj. wieczorowych, balowych i wizytowych, ponieważ dzięki temu mogę realizować swoje pasje artystyczne. W tym segmencie mam najwięcej doświadczenia i to jest moja przewaga konkurencyjna.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula41.jpeg"><img class="alignright size-full wp-image-542" title="ula4" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula41.jpeg" alt="ula4" width="200" height="238" /></a>Kiedy zatrudniła Pani pierwszego pracownika? Ile osób pracuje dziś dla pani?</strong></p>
<p>Pierwszego pracownika zatrudniłam 15 lat temu, potem przez kilka lat zatrudniałam po 50 &#8211; 60 osób, obecnie zmieniłam strukturę organizacyjną firmy, zatrudniam maksymalnie do 10 osób. Produkcja odzieży zlecana jest podwykonawcom. W sumie moja firma daje zatrudnienie około 70 osobom.</p>
<p><strong>Co dla Pani było największym wyzwaniem i największym sukcesem do tej pory?</strong></p>
<p>Myślę, że jednak rodzina, a zwłaszcza decyzja o urodzeniu trzeciego dziecka, które okazało się trzecim i czwartym.  Moje dzieci pozostaną na zawsze moim największym wyzwaniem i sukcesem. Cieszę się, że nie musiałam w życiu z niczego rezygnować, co było dla mnie ważne. Mam czwórkę zdrowych, udanych dzieci i pracę, którą wykonuję z pasją. Na pewno za swój sukces zawodowy uważam swoją firmę, która powstała dzięki pasji i uporowi dziewczyny z małej miejscowości, która miała marzenia&#8230; i nadal je ma.</p>
<p><strong>Jest pani matką i jednocześnie przedsiębiorcą, staje pani na pewno przed niejednym dylematem, jak pogodzić życie rodzinne z biznesem?</strong></p>
<p>Czasami zastanawiam się nad plusami i minusami tego, że zdecydowałam się na prowadzenie własnej firmy. Na pewno wielkim atutem własnej firmy jest niezależność i możliwość rozwoju.  Z drugiej strony często doskwiera mi brak czasu dla najbliższych, dla rodziny. W naszym społeczeństwie nadal pokutuje jeszcze przekonanie, że kobieta powinna siedzieć w domu i zajmować sie dziećmi. Pewnie moje dzieci też za jakiś czas mi to wypomną  i będę miała jeszcze większe wyrzuty sumienia o to, że mam dla nich za mało czasu. Nie chciałam w życiu rezygnować z niczego, co było dla mnie ważne, i jak do tej pory udało mi się to osiągnąć. Chociaż czasami bywa to bardzo trudne. Uważam, że to właśnie prowadzenie własnej firmy umożliwiło mi zrealizowanie moich najważniejszych planów życiowych i ambicji zawodowych.</p>
<p><strong>Czy w Polsce istnieje polityka prorodzinna uwzględniająca interes matek-przedsiębiorców?</strong></p>
<p>Absolutnie, nie! I bardzo szkoda, że polski rząd nie wspiera kobiet prowadzących firmy w realizacji ich obowiązków macierzyńskich. Nadal, jako pracodawcy jesteśmy dyskryminowane i nie mamy takich samych praw, jak nasze pracownice. To przykre i czasami upokarzające, że z tego powodu nasze dzieci są „gorsze”. Sprawa polityki prorodzinnej w Polsce traktowana jest nadal z przymrużeniem oka. Rząd dużo o tym mówi, ale nic nie robi w tym kierunku, aby pomóc kobietom chcącym być matkami. Najbardziej nie podoba mi się wytworzenie antagonizmów pomiędzy pracodawcami a pracownikami. Kobiety w Polsce chcą rodzić dzieci i to jest bardzo dobre. Pracodawcy wcale nie mają nic przeciwko temu. Powstaje jednak problem wywołany przez nasze chore ustawodawstwo, które kosztami macierzyństwa obciąża pracodawców. Pracodawca jest od prowadzenia firmy przynoszącej zyski, od dawania pracy i płacenia za nią &#8211; koniec kropka. Na tym nasza rola powinna się kończyć. Całą resztą osłon socjalnych i społecznych powinna zająć się instytucja państwowa do tego powołana, że nazwy nie wspomnę.  Zresztą pracodawcy i pracownicy płacą ogromne comiesięczne składki na zapewnienie tych osłon. Pracodawca musi kierować się rachunkiem ekonomicznym, mamy gospodarkę wolnorynkową, konkurencyjną, jeśli o nią nie zadbamy firma nam zbankrutuje i ludzie pójdą na bruk. Pracodawcy nie powinni ponosić kosztów związanych z rodzicielstwem, zwolnieniami chorobowymi, itp. Powinni płacić tylko za pracę i składki na ubezpieczenie. Wystarczy, że ponosimy ryzyko gospodarcze. Ryzyko społeczne powinni ponosić wszyscy obywatele, bo to rodzi dyskryminację i niepotrzebne nieporozumienia, uderza ponadto w pracodawców i w ich pracowników oraz w przyszłych obywateli, których w Polsce rodzi się coraz mniej.<br />
Mówię o tych sprawach często, bo od wielu lat widzę, że ten problem coraz bardziej się pogłębia. Jestem pracodawcą i jednocześnie matką i bardzo nie podoba mi się, że na pracodawców zwala się cała winę, że nie chcą zatrudniać młodych kobiet. Tak, nie chcemy zatrudniać młodych kobiet, chociaż są świetnymi pracownikami, tylko dlatego, że boimy się kosztów związanych z ich macierzyństwem. To nie są nasze koszty. Jeśli już, powinno ponosić je całe społeczeństwo, również pracodawca zatrudniający mężczyzn. Nie byłoby wtedy dyskryminacji płacowej i innych problemów, które narodziły się przy zatrudnieniu kobiet.</p>
<p><strong>Gdzie można spotkać suknie wykonane przez Pani firmę? Czy koncentruje Pani swoją działalność tylko na terenie Polski?</strong></p>
<p>Sukienki i suknie wieczorowe produkowane przez moją firmę można nabyć w sklepach w całej Polsce i krajach Unii Europejskiej pod marką YULLA. Moja działalność skierowana jest szczególnie na Polskę i kraje przygraniczne.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula51.jpeg"><img class="alignleft size-full wp-image-543" title="ula5" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula51.jpeg" alt="ula5" width="200" height="300" /></a>YULLA to pani marka? Jak powstała?</strong></p>
<p>Marka Yulla pojawiła się stosunkowo niedawno. Nazwa powstała z inspiracji poprzednią nazwą firmy, której nie mogłam zarejestrować, jako znaku towarowego. Wcześniej te same produkty były sprzedawane pod inną nazwą. Yulla to imię kobiece, bardzo oryginalne i eleganckie, jak odzież sygnowana tą marką.</p>
<p><strong>Czy ma pani jakieś hobby? Jakieś plany, marzenia, zainteresowania, które czekają na odkrycie albo na wolny czas, pozwalający na ich realizację?</strong></p>
<p>Tak, od wielu lat interesuję się medycyną naturalną i zdrowym stylem życia. Dokształcam się nawet w tym kierunku i zdobywam wiedzę, która od zawsze mnie pasjonowała i interesowała. Mam jednak mało czasu, więc siłą rzeczy odkładam j na później.</p>
<p><strong>Jakimi cechami powinien się wyróżniać przedsiębiorca, aby jego firma nie tylko istniała, ale rozwijała się? Czy pani takie cechy<br />
posiada?</strong></p>
<p>Według mnie takimi cechami charakteru jest odporność na stres i umiejętność pozytywnego myślenia. Przydaje się też ciekawość życia i chęć nauki oraz elastyczność dostosowania sie do różnych sytuacji i oczywiście dbałość o dobry stan zdrowia. Bardzo ważny jest upór w dążeniu do celu. Ja ten upór zawsze posiadałam, poza tym lubię się uczyć ciągle czegoś nowego. Zawsze myślę pozytywnie, zdrowie mi dopisuje, gorzej tylko chyba u mnie z odpornością na stres. Mam jeszcze jedną ważną cechę, którą odkryłam kilka lat temu i obecnie coraz bardziej ją doceniam &#8211; to intuicja, która często ratuje mnie od poważnych problemów i podpowiada w biznesie. Myślę, że przyszła ona wraz z doświadczeniem, ale kiełki intuicji miałam jednak wrodzone.</p>
<p><strong>Powszechnie uważa się, że przedsiębiorcą trzeba się urodzić. Czy bycia przedsiębiorcą można się nauczyć? Jakie jest pani  zdanie w tej<br />
sprawie?</strong></p>
<p>Przedsiębiorcą trzeba się urodzić, ale później trzeba się dużo uczyć. Niestety, kto się urodził słoniem, kanarkiem nie będzie&#8230;</p>
<p><strong>Osoba, która prowadzi biznes powinna znać się na przepisach i na ludziach. Co może Pani w tej kwestii powiedzieć?</strong></p>
<p>Na przepisach trzeba się znać koniecznie, niewiedza prawna dużo kosztuje. Koniecznie należy znać podstawowe przepisy prawa pracy, przepisy ZUS i skarbowe oraz Kodeksu Cywilnego. Wszystkie transakcje należy zabezpieczać odpowiednimi dokumentami.  Należy pamiętać, że tylko to, co na papierze jest wiarygodnym dowodem i podstawą dochodzenia ewentualnych roszczeń. W biznesie szczególnie warto znać się  na ludziach, oni kosztują najwięcej, szczególnie ci nieuczciwi i nieroby&#8230; Warto wobec nowopoznanych ludzi stosować zasadę ograniczonego zaufania. Kontrahentów, współpracowników i pracowników należy przed podjęciem współpracy sprawdzić, co zajmuje dużo czasu, ale w ogólnym rozrachunku szczególnie się opłaca. Zaoszczędzi nam również niepotrzebnego stresu i pieniędzy. Warto również w sprawach kontaktów międzyludzkich zaufać własnej intuicji, zazwyczaj ona się nie myli. Jeżeli nie czujemy sympatii do nowopoznanej osoby, i coś nam podpowiada ostrożność, lepiej zrezygnować ze współpracy z tą osobą.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula31.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-540" style="margin-left: 10px; margin-right: 10px;" title="ula3" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2010/03/ula31.jpg" alt="ula3" width="272" height="410" /></a>Skąd czerpała Pani informacje na temat biznesu? Jeśli z książek, to z jakich? Czy na Pani drodze pojawiły się osoby, które pomogły pani w prowadzeniu  własnej firmy?</strong></p>
<p>Oj, na początku uczyłam sie na własnych błędach, potem poszłam po rozum do głowy i przeczytałam dużo książek, a w niektórych było napisane, że najszybciej i najskuteczniej uczymy sie na własnych błędach.  Oczywiście wiedza nie zaszkodzi i kilka książek przeczytać warto.</p>
<p><strong>Jak pani zniosła zeszłoroczny kryzys? </strong></p>
<p>Rok 2009 nie był dla mnie ani gorszy, ani lepszy od poprzedniego. Wiedziałam wcześniej, że kryzys idzie do Polski i przygotowałam się na to. Nie chowałam głowy w piasek licząc na to, że mnie akurat kryzys ominie. W firmie zostały ograniczone wydatki i koszty możliwe do zredukowania. Oczywiście przygotowałam więcej nowych projektów, zgodnych z najnowszymi trendami w modzie, nowych modeli odzieży. Uruchomiłam od dawna planowaną sprzedaż internetową, która przyniosła nowych nabywców na produkty mojej firmy. Dzięki tym i innym mniej istotnym działaniom firma nie odczuła skutków kryzysu zbyt dotkliwie.</p>
<p><strong>Czy brała pani udział w jakimś konkursie? Albo zdobyła jakieś wyróżnienia? </strong></p>
<p>Nie, nigdy nie interesowały mnie konkursy. Nie mam na nie czasu.</p>
<p><strong>Na koniec zapytam o Pani indywidualny przepis na sukces? Jakie rady i wskazówki ma Pani dla wszystkich, którzy ten  wywiad przeczytają?</strong></p>
<p>Moim przepisem na sukces był upór w dążeniu do celu i pracowitość. Uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko nad nimi popracować, a czasami w porę zrezygnować i zająć się czymś innym. Sukces we własnej firmie to ciężka praca i konieczność ciągłego rozwoju. Ale to również ogromna satysfakcja z własnych osiągnięć. Jedyną wskazówkę, jaką mogę dać to: postarajcie się robić w swojej firmie to, co lubicie, abyście mogli wykonywać swoją pracę z pasją, a wtedy ona nie męczy i przynosi największe sukcesy. Tego życzę wszystkim nie tylko dzisiaj, ale zawsze!</p>
<p><strong>Dziękujemy bardzo za rozmowę. Pozdrawiam i w imieniu naszego magazynu życzę dalszych sukcesów!</strong></p>
<p>To ja dziękuję za rozmowę. Pozdrawiam wszystkich czytelników Millionaire Magazine.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/urszula-czwartkowska-od-zera-do-70-osobowej-firmy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Teoria zabawy</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/teoria-zabawy.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/teoria-zabawy.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Dec 2009 22:11:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Millionaire Magazine</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=365</guid>
		<description><![CDATA[W #11 Millionaire Magazine wspominaliśmy temat prostych, skutecznych i tanich metod promocji. Rozszerzamy ten temat i zwracamy Państwa uwagę na rezultaty ciekawych pomysłów. Poniżej kilka filmików pokazujących rezultaty kreatywnego myślenia w dziedzinie społecznej. Ale co będzie nadrukowane na takim koszu na śmieci, albo schodach to już zadanie dla Państwa firm. Jak widać to nie pieniądze, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W #11 Millionaire Magazine wspominaliśmy temat prostych, skutecznych i tanich metod promocji. Rozszerzamy ten temat i zwracamy Państwa uwagę na rezultaty ciekawych pomysłów. Poniżej kilka filmików pokazujących rezultaty kreatywnego myślenia w dziedzinie społecznej. Ale co będzie nadrukowane na takim koszu na śmieci, albo schodach to już zadanie dla Państwa firm. Jak widać to nie pieniądze, kary czy nagrody a zwykła zabawa i odstąpienie od rutyny jest sposobem na skuteczne działanie.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/zSiHjMU-MUo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/zSiHjMU-MUo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/2lXh2n0aPyw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/2lXh2n0aPyw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="560" height="340" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/cbEKAwCoCKw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/cbEKAwCoCKw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><strong>Źródło:</strong> <a href="http://www.thefuntheory.com/" target="_blank">www.thefuntheory.com</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/teoria-zabawy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Świat bez kar i nagród</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/swiat-bez-kar-i-nagrod.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/swiat-bez-kar-i-nagrod.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 20:39:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Andrzej Blikle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=289</guid>
		<description><![CDATA[Stosunki pomiędzy przełożonym i podwładnym, nauczycielem i uczniem, dowódcą i żołnierzem czy też rodzicem i dzieckiem, kształtują się często wg. zasady „słabszy słucha silniejszego”. Ta zasada z góry wyklucza partnerski stosunek pomiędzy stronami, a więc też działanie słabszego z własnej motywacji. Wszelkie bowiem działanie narzucone jest zawsze niechciane i wewnętrznie odrzucane. Typowe relacje jakie powstają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Stosunki pomiędzy przełożonym i podwładnym, nauczycielem i uczniem, dowódcą i żołnierzem czy też rodzicem i dzieckiem, kształtują się często wg. zasady „słabszy słucha silniejszego”. Ta zasada z góry wyklucza partnerski stosunek pomiędzy stronami, a więc też działanie słabszego z własnej motywacji. Wszelkie bowiem działanie narzucone jest zawsze niechciane i wewnętrznie odrzucane.</h2>
<p>Typowe relacje jakie powstają w układzie silny-słaby to relacje podległości — silny wykorzystuję swoją pozycję do wyrabiania posłuszeństwa  słabszego. W tym układzie akcentuje się obowiązki słabego wobec silnego na pierwszym miejscu stawiając posłuszeństwo. Po stronie słabego pojawia się poczucie niższości, podległości, zależności i w rezultacie potrzeba kontestacji. Rodzą się zbuntowane pokolenia, związki zawodowe i inne mechanizmy obrony przed dominacją.</p>
<p>Odrębny model relacji międzyludzkich to model starszy-młodszy. Tu relacje są symetryczne — nie ma podległości, jest partnerstwo. W modelu starszy-młodszy mówi się przede wszystkim o zadaniach jakie ma do wypełnienia starszy wobec młodszego. Należy do nich przekazywanie młodszym wiedzy, umiejętności i coraz szerszego zakresu kompetencji, budowanie ich motywacji do działania oraz poczucia własnej wartości, uczenie stawiania pytań i wyciągania nauki z popełnianych błędów. Po stronie starszego pozostaje większość zadań, natomiast obowiązki obu stron wobec siebie są całkowicie symetryczne: życzliwość, rzetelność, uczciwość, lojalność, gotowość do niesienia pomocy drugiej stronie.<br />
Wytworzenie partnerskich stosunków nie jest sprawą prostą. Wymaga pracy i wzajemnego zrozumienia obu stron, wymaga zaufania słabszego, że za deklaracjami silniejszego pójdą czyny.</p>
<p>W zespole pracowników dobrym punktem startu dla budowania partnerskich stosunków może być wyeliminowanie słowa podwładny, na rzecz słowa podopieczny. Ten pozornie mało znaczący zabieg językowy tworzy nowy psychologiczny klimat w zespole. Przełożony przestaje być władzą, a staje się opiekunem i nauczycielem. Staje się odpowiedzialny za swoich podopiecznych, wobec których ma liczne i wcale nie proste do wypełnienia obowiązki. Te obowiązki dają się ująć w pewien schemat znany jako piramida Maslova.</p>
<p>Amerykański psycholog Abraham Maslov zauważył, że każdy człowiek, aby mógł prawidłowo funkcjonować w zespole i społeczeństwie, powinien mieć zaspokojonych pięć grup potrzeb układających się w pewną hierarchię, której kolejne poziomy objawiają się w miarę jak potrzeby niższych poziomów są zaspakajane. Te poziomy potrzeb są następujące:</p>
<p><strong>Potrzeby biologiczne</strong> — pożywienie, dach nad głową, podstawowa odzież, a więc to wszystko co jest niezbędne do funkcjonowania człowieka w jego środowisku przyrodniczym.</p>
<p><strong>Potrzeby bezpieczeństwa</strong> — zarówno fizyczne bezpieczeństwo stanowiska pracy (ochrona przed wypadkami i chorobami zawodowymi), jak i poczucie stabilności zatrudnienia oraz brak obawy przed karami.</p>
<p><strong>Przynależność do zespołu</strong> — akceptacja przez zespół najbliższych współpracowników. Każdy wie co oznacza brak takiej akceptacji. Najlepsza praca może zamienić się w koszmar.</p>
<p>Gdy już jesteśmy akceptowani, chcielibyśmy jeszcze cieszyć się uznaniem zespołu. Nie wystarczanam przecież akceptacja wyrażona słowami „sympatyczna oferma”. Chcemy, aby zespół widział i doceniał nasze zalety i umiejętności.</p>
<p>Na szczycie piramidy znajduje się samorealizacja. To w dużej mierze akceptacja nas przez nas samych. To poczucie, że rozwijamy się, że nie stoimy w miejscu, że mamy coś ważnego do zrobienia i to nie tylko na gruncie związanym z pracą, ale też i w życiu osobistym.</p>
<p>Jakież to trudne obowiązki i jak daleko wykraczające poza tradycyjne „rozdziel pracę i dopilnuj jej wykonania”. Typowe „narzędzie wychowawcze” stosowane przez silnych wobec słabych stanowią kary i nagrody. Często słyszy się opinię, że umiejętne stosowanie kar i nagród, premii i wynagrodzenia prowizyjnego, stanowi klucz do prawidłowego motywowania ludzi. Nic mylniejszego nad taki pogląd.</p>
<h2>Zarówno kary jak i nagrody (!) stanowią w każdej sytuacji czynnik silnie demotywujący do podejmowania twórczego działania.</h2>
<p>Motorem działania każdego człowieka jest motywacja. Istnieją dwa podstawowe źródła motywacji, popychające nas do działania.</p>
<p><strong>Motywacja własna (wewnętrzna)</strong> — zrobię coś, bo to zaspakaja moją potrzebę robienia właśnie tego; jest to motywacja wynikająca z wewnętrznej potrzeby.</p>
<p><strong>Motywacja zewnętrzna</strong> — zrobię coś, bo w zamian otrzymam nagrodę, która zaspakaja moją inną potrzebę, lub też, bo w przeciwnym przypadku spotka mnie kara.</p>
<p>Typowe przykłady działań z motywacji własnej to zaspakajanie głodu, seks, poznawanie prawdy o świecie, sport rekreacyjny. Przykłady działań z motywacji zewnętrznej to jedzenie „aby przytyć” (dzieci zmuszane do jedzenia), prostytucja, nauka dla stopnia, sport zawodowy.</p>
<p>Działanie w jakimś zakresie z motywacji własnej wzmaga chęć (głód) coraz lepszego działania w tym właśnie zakresie. Jak mawiają Francuzi — apetyt rośnie w miarę jedzenia. Działanie z motywacji zewnętrznej wzmaga jedynie apetyt na nagrodę i nieuchronnie doprowadzi do sytuacji, w której usunięcie nagrody powoduje natychmiastowe wstrzymanie działania. Zwolennicy kija i marchewki wyciągają stąd jakże błędny wniosek, że kary i nagrody są jedynym skutecznym sposobem motywowania ludzi do pracy.</p>
<p>by zrozumieć destruktywny wpływ kar i nagród na skuteczność ludzkiego działania należy wpierw prawidłowo zdefiniować te pojęcia. Przez nagrodę rozumiemy więc z góry zapowiedziany i jednostronnie narzucony pozytywny skutek wykonania pewnego zadania. Przez karę rozumiemy z góry zapowiedziany i jednostronnie narzucony negatywny skutek nie wykonania pewnego zadania.</p>
<p>Nie jest nagrodą pójście z dzieckiem na lody, aby mu sprawić przyjemność, jest nagrodą pójście w konsekwencji umowy „jak ładnie odrobisz lekcje to pójdziemy na lody”. Nie jest karą usunięcie pracownika z pracy za pijaństwo (jest to skutek naruszenia dobrowolnie zawartej umowy<br />
pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą), jest natomiast karą pozbawienie pracownika części wynagrodzenia na skutek nie osiągnięcia założonych norm lub zruganie go wobec jego kolegów. Nie jest nagrodą podniesienie wynagrodzenia grupie pracowników w związku z poprawą stanu finansowego firmy, jest nagrodą indywidualnie przyznawana premia za wydajność.</p>
<p>Gdy mówimy o karach i nagrodach bardzo ważna jest obserwacja, że zarówno jedne jak i drugie są wynikiem jednostronnie narzuconej umowy oraz zakładają brak chęci do wykonania związanego z nimi zadania. W umyśle dziecka, któremu za odrobienie lekcji obiecujemy lody rodzi się natychmiast myśl, że odrabianie lekcji musi być bardzo nieciekawe. Osoby, które czytały Przygody Tomka Sawyera Marka Twaina pamiętają zapewne jakiego użył on wybiegu, aby zachęcić swoich kolegów do wyręczenia go w narzuconej mu przez ciotkę karze w postaci malowania płotu. Miast oferować im za tę czynność wynagrodzenie (nagrodę), kazał im słono płacić za „przywilej malowania”.</p>
<h2>Warto też zauważyć, że różnica pomiędzy karą i nagrodą jest czysto umowna, bowiem wstrzymanie nagrody jest zawsze odczuwane jako kara, a uniknięcie kary jest rodzajem nagrody.</h2>
<p>Z punktu widzenia zarządzania, wychowywania i kształtowania stosunków międzyludzkich kary i nagrody nie mają żadnych zalet, mają natomiast wiele wad. Podkreślają niepartnerski stosunek między stronami, wyrabiają posłuszeństwo i lizusostwo w miejsce samodzielności, eliminują potrzebę racjonalnego działania ze strony silnego, zniechęcają słabszego do podejmowania wysiłku i ryzyka, ograniczają działanie wyłącznie do tego, co może mieć wpływ na nagrodę, sugerują, że zadanie nie jest warte wykonania z własnej woli.</p>
<p>Nie jest prawdą, że nagrody i kary stosowane z umiarem, w pewnych okolicznościach, w stosunku do pewnych osób itp. mogą spełniać pożyteczną rolę. Nie jest prawdą, że jeżeli nie pomogą, to na pewno nie zaszkodzą. Nie jest wreszcie prawdą, że stosowanie wyłącznie nagród, bez kar, może być skuteczne.</p>
<p>Nagrody i kary mają zawsze i w każdych okolicznościach destruktywny wpływ na człowieka, odbierają mu bowiem jego naturalną motywację pozytywnego działania.</p>
<p>Skoro nagrody i kary są tak destruktywne, to dlaczego są stosowane tak często? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Stosowanie nagród i kar jest łatwe, nie wymaga żadnej wiedzy ani wysiłku oraz uwalnia od konieczności analizowania przyczyn. Pozwala też na szybkie osiąganie prostych jednorazowych celów. Jeżeli „bramkarz” nie chce nas wpuścić do dyskoteki, to najlepiej jest „dać mu w łapę”. Czy jednak szef tego portiera  powinien dawać mu nagrodę za każdego obsłużonego klienta?</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-11.html"><img class="alignnone size-full wp-image-284" title="mm11zrodlo" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/mm11zrodlo1.jpg" alt="mm11zrodlo" width="568" height="163" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/swiat-bez-kar-i-nagrod.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Andrzej Szyjkowski – &#8222;Musiałem wygrywać, by klienci akceptowali ceny&#8221;</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/andrzej-szyjkowski-musialem-wygrywac-by-klienci-akceptowali-ceny.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/andrzej-szyjkowski-musialem-wygrywac-by-klienci-akceptowali-ceny.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 19:41:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator></dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=265</guid>
		<description><![CDATA[1 czerwca 2009 roku General Motors, firma ze stuletnią historią, ogłosiła upadłość, na granicy upadku jest Opel, Volvo, gdyby nie pomoc rządu włoskiego, upadłby Fiat. Co pan uważa o kryzysie w branży motoryzacyjnej? Czy wpływa on również na Pana przedsiębiorstwo? Bankructwo tak dużej światowej firmy ma wpływ na firmy kooperujące, w tym przypadku dealerów samochodowych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/firma11.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-266" style="border: 1px solid #111111; margin: 10px;" title="Andrzej Szyjkowski" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2009/12/firma1-300x225.jpg" alt="Andrzej Szyjkowski" width="300" height="225" /></a>1 czerwca 2009 roku General Motors, firma ze stuletnią historią, ogłosiła upadłość, na granicy upadku jest Opel, Volvo, gdyby nie pomoc rządu włoskiego, upadłby Fiat. Co pan uważa o kryzysie w branży motoryzacyjnej? Czy wpływa on również na Pana przedsiębiorstwo?</strong></p>
<p>Bankructwo tak dużej światowej firmy ma wpływ na firmy kooperujące, w tym przypadku dealerów samochodowych, jako franczyzobiorców koncernu GM. Mało kto wie, że zdecydowana większość sieci dealerskich producentów samochodów działa na zasadzie franszyzy. O ile  bankructwo części motoryzacyjnej koncernu Daewoo pogrążyło sieć dealerską, o tyle z GM sytuacja jest inna. Już działa „Nowy GM”, po restrukturyzacji poprzez bankructwo według prawa amerykańskiego (to zupełnie coś innego niż bankructwo w naszym kraju), błyskawicznie staje „na nogi” i przystępuje do walki o należną mu pozycję.  Redukcja zadłużenia, zatrudnienia, reorganizacja koncernu już przynosi rezultaty. Całe to „bankructwo” trwało raptem czterdzieści dni, ale w tym czasie koncern został faktycznie znacjonalizowany. Pełna normalność rynkowa powróci, gdy główny udziałowiec, posiadający ponad 60% akcji, czyli rząd USA, sprzeda posiadane akcje GM.</p>
<p>Wiemy, jakie były przyczyny światowego kryzysu. Jeśli chodzi o kłopoty tzw. „Wielkiej Trójki” czyli GM, Forda i Chryslera, to przyczyn było kilka. Pierwszą, była ich arogancja, zarozumialstwo i buta. Przez wiele lat  lekceważyli konkurencję najpierw japońskich producentów samochodów, a następnie  koreańskich. Mam nadzieję, że nie dadzą się zaskoczyć Chińczykom. Kolejną przyczyną był „socjalistyczny” system zatrudnienia, system emerytalny i oczywiście związki zawodowe. Pracownicy amerykańskich koncernów samochodowych byli przez dziesiątki lat najlepiej opłacanymi robotnikami w USA! Potężny związek zawodowy United Auto Workers bardzo skutecznie przyczynił się do upadku Wielkiej Trójki.</p>
<p>Kolejna przyczyna upadku to tzw. banki koncernowe. Każdy z Wielkiej Trójki posiadał swój „bank koncernowy”, który finansował sprzedaż ratalną samochodów koncernu i finansował działalność sieci dealerskich. Nie można być dealerem koncernu i nie korzystać z drogich usług „własnego banku”. Banki były dla koncernów samochodowych „kurami znoszącymi złote jaja”.  Zamiast skupiać się na działalności podstawowej, czyli produkcji coraz lepszych i bardziej konkurencyjnych samochodów, lekceważyły rosnącą konkurencję zagraniczną i konsekwentnie doiły swoich dealerów a poprzez nich klientów. W efekcie doszło do tego, że w zamian za pomoc rządu USA, koncerny samochodowe otrzymały zakaz zajmowania się jakąkolwiek działalnością bankową. Rząd amerykański posunął się tak daleko, że wprowadził zakaz używania nazwy GMAC Bank w USA!  Teraz dawny GMAC Bank (większość udziałów obecnie posiada rząd USA) działa pod nazwą Ally Bank. Pod koniec sierpnia GMAC Bank ogłosił decyzje o zakończeniu działalności w naszym kraju.</p>
<p><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/firma21.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-270" style="border: 1px solid #111111; margin: 10px;" title="firma2" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2009/12/firma2-150x150.jpg" alt="firma2" width="150" height="150" /></a>Jaki jest wpływ sytuacji GM na moja firmę?  Przede wszystkim banki drastycznie zaostrzyły politykę kredytową wobec dealerów. Mojej firmie w październiku ubiegłego roku w ciągu tygodnia dwa banki (GMAC Bank i Santander Consumer Bank) zamknęły linie kredytowe na ponad 3 mln zł.!! Cios był bardzo mocny, ale nie śmiertelny.  GMAC Bank mocno „umoczył” na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych, a Santander stracił 2,7 mld euro swoich klientów na funduszach Madoffa, finansowego oszusta wszechczasów. Kontynentalne Centrale dostały biegunki i padło hasło: ciąć! Kolejny raz „stanąłem na nogi”, podziękowałem za współpracę wszystkim zagranicznym bankom (baaaardzo długo nie zobaczą moich pieniędzy). Znalazłem pomoc i pełne zrozumienie w lokalnym Gospodarczym Banku Spółdzielczym w Barlinku i wielkie zagraniczne banki mam w nosie, żeby nie powiedzieć dosadniej. Jeśli chodzi o Opla, to Opel Insygnia zdobył tytuł Samochodu Roku 2009. Zapowiada się rewelacyjna premiera Astry IV. Chevrolet Cruze robi furorę, w przyszłym roku będzie nowy świetny Chevrolet Spark. Zapowiadana jest seryjna produkcja samochodów elektrycznych: Chevroleta Volta i Opla Ampera. Już oficjalnie ogłoszono, że Chevrolet Volt będzie spalał tylko 1,2 litra paliwa na sto kilometrów!!! Przygotowany jest naprawdę dobry program produkcyjny, ale o przyszłości Opla, czyli europejskiej części GM zadecydują politycy, a nie czysta ekonomia, chyba że kolejny raz GM wywinie jakiś numer.</p>
<p><strong>Kiedy rozpoczął pan swoją przygodę z biznesem? Od czego Pan zaczął? Z jakimi problemami musiał pan się zmierzyć?</strong></p>
<p>Moja przygoda z biznesem zaczęła się od …..kłamstwa. Aby otworzyć legalnie warsztat samochodowy w 1980 roku, musiałem najpierw zdać egzamin czeladniczy w rzemiośle Mechanik Samochodowy. Podstawowe wymogi kwalifikujące do egzaminu czeladniczego były dwa: ukończona Zasadnicza Szkoła Zawodowa oraz zaświadczenie o trzyletniej praktyce zawodowej w rzemieślniczym warsztacie samochodowym. Mój problem polegał na tym, że miałem tytuł mgr. inż. elektryka, bo jestem absolwentem Politechniki Poznańskiej. Wobec tego w moim życiorysie dostarczonym do Cechu Rzemiosł Różnych, „zapomniałem” o fakcie ukończenia studiów wyższych. Praktykę zawodową załatwiło zaświadczenie z Automobilklubu Gorzowskiego, potwierdzające fakt własnoręcznej budowy samochodów rajdowych w okresie poprzednich czterech lat.</p>
<p><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/sport31.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-268" style="border: 1px solid #111111; margin: 10px;" title="Andrzej Szyjkowski - nagrody" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2009/12/sport3-300x225.jpg" alt="Andrzej Szyjkowski - nagrody" width="300" height="225" /></a>Ukończenie „zawodówki” załatwiło zaświadczenie o ukończeniu kursu w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego, wystawione przez mojego kolegę inżyniera, który sobie dorabiał, jako wykładowca-egzaminator na tych kursach. Możecie sobie wyobrazić jego minę, jak mu wyjaśniłem mój problem.  Byłem pierwszym inżynierem  w Gorzowie, który z premedytacją „schował” dyplom wyższej uczelni i „poszedł się brudzić”, jak to określiła jedna urzędniczka z Urzędu Miejskiego.  Po dwóch latach prowadzenia warsztatu samochodowego eksternistycznie zdobyłem tytuł Mistrza Mechaniki Pojazdowej (taki rzemieślniczy odpowiednik technikum, czyli średniego wykształcenia) i mogłem szkolić uczniów. A czasy wtedy były takie: najzdolniejsi uczniowie po szkole podstawowej szli do ogólniaka i potem na studia. Trochę mniej zdolni szli do technikum. Całkiem słabi szli do „zawodówki”. Najsłabsi szli do nauki zawodu „u prywaciarza” czyli rzemieślnika. Po kilku, kilkunastu latach często tacy ludzie zarabiali kilkakrotnie więcej niż ludzie po wyższych studiach z wieloletnią praktyką zawodową. Pierwszy samochód „za pieniądze” naprawiłem w 1977 roku.  Pracowałem wtedy w Zakładach Mechanicznych „Ursus” w Gorzowie Wielkopolskim w ramach obowiązkowego trzyletniego „Nakazu Pracy”, który dotyczył absolwentów szkół wyższych. Jak tylko minęły trzy lata, to wiałem z  „Ursusa” aż dym szedł z cholewek.</p>
<p>Przez te trzy lata do godz. 15 „pracowałem” na etacie  w Ursusie, a po powrocie do domu, gdzie miałem wynajęty garaż, brałem się „za robotę” i często pracowałem do północy, budując kolejne samochody rajdowe i „na czarno” naprawiałem samochody znajomych. W maju 1980 roku oficjalnie otworzyłem trzystanowiskowy warsztat samochodowy</p>
<p><strong>Co skłoniło pana do założenia własnego biznesu? Czy brał pan pod uwagę inne możliwości?</strong></p>
<p>Moja pensja inżyniera na etacie w gorzowskim „Ursusie” nie starczała na paliwo do mojego rajdowego samochodu. Jak sobie uzmysłowiłem, jaka jest różnica pomiędzy moją pensją „młodszego konstruktora” oraz ile będę zarabiał po 10 – 15 latach wiernej  pracy „na etacie”, to ogarnęła mnie zgroza. Dotarła do mnie beznadzieja egzystencji w socjalistycznym molochu. To uczucie zniewolenia, beznadziei, stagnacji, było dla mnie straszne.  W tamtych czasach nie było innego wyjścia, tylko przenieść się do sektora prywatnego, czyli zostać pogardzanym „prywaciarzem”. Trzeba było ostro zasuwać. Ja po prostu wielką  pasję zamieniłem w wykonywany zawód. Ale musiałem pokonać bardzo wiele przeszkód i rozwiązać dużo problemów. Łatwo nie było. Moi rodzice przeżyli szok, jak się dowiedzieli, że „wywalam” dyplom ukończenia politechniki i „idę do kanału”. Pochodzę z tzw. inteligenckiej rodziny, mama była nauczycielką, ojciec lekarzem, a syn został pogardzanym powszechnie, w tamtych czasach, ”prywaciarzem”. Mama często ze łzami w oczach oglądała moje ręce mechanika samochodowego, całe pokaleczone, czarne bruzdy, odciski, oparzenia, itd. Wtedy ręce można było umyć tylko zwykłym (piekącym!) proszkiem do prania, lub taką pastą z trocinami, bo nic innego nie było, dlatego dłonie miałem chronicznie niedomyte. A pracowałem często od 7 rano do północy i trwało to tygodniami.</p>
<p><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/salon41.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-271" style="border: 1px solid #111111; margin: 10px;" title="salon4" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2009/12/salon4-300x225.jpg" alt="salon4" width="300" height="225" /></a>Miałem w warsztacie dwa kanały. O podnośnikach samochodowych mogłem tylko pomarzyć. Pracowałem po kilkanaście godzin dziennie stojąc w kanale z rękoma uniesionymi do góry. Niezliczoną ilość razy wchodziłem i wychodziłem z kanału. Jak były mroźne zimy (a bywało że temperatura często spadała poniżej  minus 20 stopni) to musiałem jeździć o 2 w nocy i rozpalać kocioł centralnego ogrzewania w warsztacie, żeby mi grzejników nie rozsadziło. Przez wiele lat nie miałem urlopu, pracowałem „na okrągło”, łącznie ze wszystkimi sobotami. Ale się nie poddałem. Miałem w sobie takiego wewnętrznego „powera”, który mnie napędzał. Moja rodzina nie miała ze mną lekkiego życia. Ale jednocześnie z wielka mocą musze podkreślić rolę i wagę Rodziny w moim życiu. Bez wsparcia mojej wspaniałej żony nic by nie wyszło. W latach  intensywnych startów i oczywiście wypadków, czyli mówiąc językiem rajdowym tzw. dzwonów, moje córy były niemowlakami. Różnica wieku pomiędzy córami wynosi 1,5 roku. Moja żona wykazała się wielkim hartem ducha i dzielnością. Teraz z perspektywy lat oceniam tą sytuację jako czyste szaleństwo. A bywało, że na moich oczach ginęli moi koledzy. Dużą rolę w moim życiu odgrywał sport. W szkole podstawowej w Wałczu (ojciec przez 10 lat był ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego) był Ośrodek Przygotowań Olimpijskich, gdzie trenowałem kajakarstwo przez ponad dwa lata do momentu, jak na wiosennym treningu utonęło dwóch moich kolegów. Być może pomagał mi fakt, że na trzech pierwszych latach studiów wyczynowo uprawiałem judo w poznańskim  AZS, do momentu jak wyeliminowały mnie kontuzje. Ale judo nauczyło mnie sztuki koncentracji, dało odporność na ból oraz bardzo wzmocniło mnie psychicznie. Do dzisiaj trudno jest mnie przestraszyć.</p>
<p>Wszystkie ważne decyzje staram się omawiać z moimi dziewczynami. Nigdy z żoną nie mieliśmy tajemnic przed naszymi córami. Gdy było ciężko (co było stanem wręcz chronicznym), one wiedziały o tym doskonale. Z sukcesów cieszymy się wspólnie.  Od siedmiu lat codziennie o godz. 6 rano jestem na basenie i na tempo przepływam kilometr ostrym kraulem. Zajmuje mi to 30 minut. Potem ląduję na 15 minut w saunie i o godz. 7 jestem w domu ze świeżym pieczywem dla moich dziewczyn. Ale te 30 minut intensywnego wysiłku fizycznego, to jest czas tylko dla mnie. Tylko wtedy mogę „usłyszeć” siebie. Nikt nie dzwoni, nikt mi dupy nie truje, jestem sam z moimi myślami. Rozwiązałem w ten sposób wiele trudnych problemów.  Ale jednocześnie to codzienne (w soboty i niedziele też!!) wstawanie o 5.30 rano, pływanie „na czas” kilometra, jest moją codzienną „próbą charakteru” i zawsze mam satysfakcję, że nie odpuściłem. To uczucie daje mi codziennego „kopa” do pracy. Taka samodyscyplina bardzo w życiu pomaga, nie wspominając o wpływie na zdrowie i higienę osobistą.</p>
<p><strong>Wśród czytelników naszego czasopisma jest wielu początkujących biznesmenów, którym brakuje kapitału na własne przedsięwzięcie. W jaki sposób pan zarobił swoje pierwsze większe pieniądze?</strong></p>
<p>Pierwsze pieniądze zarobiłem po pierwszym roku studiów pracując przez miesiąc przy sadzeniu i pielęgnacji roślin na skwerach miejskich. Poszło o zakład z moimi rodzicami. Rodzice wybierali się na samolotową wycieczkę do Bułgarii. A ja sobie zamarzyłem, że do Bułgarii pojadę …autostopem. Ojciec postawił sprawę po męsku: lecisz z nami, płacimy za wszystko, jedziesz sam, nie dostaniesz ani grosza. No to poszedłem na miesiąc do pracy sadzić kwiatki. Zakład polegał na tym, że rodzice lecieli na dwa tygodnie. Ja miałem do nich dojechać przed końcem ich pobytu, aby wygrać zakład. Ruszyliśmy z Warszawy w ten sam dzień, oni samolotem a ja autostopem. Dotarłem do Złotych Piasków po sześciu dniach.</p>
<p>Łącznie zaliczyłem 44 pojazdy, w tym kilka kilometrów przejechałem na ….ośle. Forsując Karpaty trafiłem na jakieś totalne zadupie i spotkałem jadącego na ośle lokalnego wieśniaka, który prowadził na sznurku drugiego osła, no to się zabrałem. Przez całą socjalistyczną Europę przejechałem autostopem w dżinsowej kurtce, gdzie na ramieniu miałem wyhaftowane hasło: Free Man, a granice przekraczałem na piechotę.Tylko mojej naiwnej indolencji – ignorując panujący system polityczny – zawdzięczam fakt, że nie wylądowałem w jakimś więzieniu!  W Bułgarii poznałem grupę sympatycznych ratowników i zaproponowali mi, abyśmy razem nurkowali po muszle (tzw. rapana) na handel dla hurtowego odbiorcy. Płacił nam 10 stotinek za jedną oczyszczona muszlę. Trudność polegała na tym, że te muszle trzeba było zbierać z głębokości ok. 10 – 12 metrów i trzeba było nurkować na tzw. bezdechu, czyli bez akwalungu, bo takich nie mieliśmy. Zakładałem pas z ołowianymi obciążnikami,  maskę, fajkę do nurkowania, płetwy, robiłem mocne wentylowanie płuc i jazda na dno. Pracowałem tak ponad dwa miesiące, aż mi popękały błony bębenkowe z uszach. Za zarobione bułgarskie lewa kupiłem marki niemieckie, które przemyciłem do kraju, zaszywając je w bardzo modne łaty na dżinsach. To było kilkaset marek, ale dla studenta wtedy to fortuna. Te pieniądze wpłaciłem na książeczkę mieszkaniową, którą w 1974 roku zamieniłem na tzw. przedpłaty na Fiata 126. To była forma książeczki oszczędnościowej, które brały udział w losowaniach premiowanych właśnie Fiatem 126. W 1975 roku wylosowałem mój pierwszy samochód, jeszcze jako student.  Pierwsze większe pieniądze zarobiłem jako „fach-schwarc-arbeiter” podczas trzymiesięcznego pobytu w Niemczech Zachodnich w 1978 roku. Szef niemieckiej firmy budowlanej stwierdził, że jako polski inżynier elektryk będę świetny do kopania rowów pod kable elektryczne. Miał rację, zasuwałem tak, że mi pot kapał na trzonek od łopaty i robiły się odciski na rękach, które potem pękały i powstawały rany. Ta zabawa trwała trzy pełne miesiące. A wieczorami grałem w knajpie na perkusji z niemiecko-jugosławiańską kapelą i pokazywałem gościom, jak się pije 100 gram wódki „na jeden raz”. Na Niemcach robiło to piorunujące wrażenie. Żaden się nie odważył pójść w moje ślady. Zarabiałem 350 marek niemieckich na tydzień, (to było nieporównywalnie więcej niż pensja inżyniera w Ursusie), wikt i opierunek miałem gratis, bo mieszkałem u przyjaciela mego ojca, filatelisty niemieckiego. Wykorzystałem tą sytuację na maksa. Prawie nic nie kupiłem, tylko całą kwotę 5000 marek przemyciłem do kraju ( w łatach na dzinsach)  i to był mój „Start Up Capital”.</p>
<p><strong>W latach 1975–1989 był pan uczestnikiem rajdów i wyścigów samochodowych. Od 30 lat pracuje pan w branży motoryzacyjnej. Skąd to zainteresowanie motoryzacją? Kiedy się ono zaczęło?</strong></p>
<p><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/6a8aacd10daa666d65032a5ae456e5081.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-269" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="Zasada Szybkość Bezpieczna" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2009/12/6a8aacd10daa666d65032a5ae456e508-238x300.jpg" alt="Zasada Szybkość Bezpieczna" width="238" height="300" /></a>Podkreślam rzecz najważniejszą: na początku była PASJA! Zawsze wszelkie moje działania zaczynały się od pasji, fascynacji, zauroczeniem nowym tematem. Tak było z modelarstwem lotniczym, byłem najmłodszym modelarzem w Gorzowie, zacząłem w wieku 7 lat. Jako modelarz lotniczy doszedłem do etapu modeli sterowanych radiem, stąd zauroczenie elektroniką, dlatego studiowałem na wydziale elektrycznym i podobnie było z samochodami. To były czasy początkowych  zagranicznych sukcesów Sobiesława Zasady, lata 60-te ubiegłego wieku. Samochody rajdowe zafascynowały mnie totalnie. Na trzecim roku studiów chciałem studiować drugi fakultet, budowę samochodów, ale Rektor nie wyraził zgody ze względu na ówczesne, absurdalne przepisy. A tak na marginesie, jeśli chodzi o absurdalność przepisów, to do dzisiaj niewiele się zmieniło. Gen „homo sovieticus” zaraził i nadal zaraża kolejne rządy i kolejne tabuny niedouczonych parlamentarzystów. A  gen głupoty jest gorszy niż AIDS.</p>
<p>Sobiesław Zasada wydał książkę „Szybkość bezpieczna”, która stała się moją „biblią”. Czytałem ją niezliczona ilość razy, była cała pokreślona, luźne kartki, bardzo wyraźne ślady intensywnego używania. Do tej pory jest to jedna z najlepszych książek o sportowej technice jazdy samochodem. Była wielokrotnie wznawiana, można ją kupić przez Internet, gorąca polecam każdemu kierowcy.</p>
<p><strong>Zaczynał pan od warsztatu, obecnie jest pan właścicielem rozbudowanej stacji dealerskiej. Jakie cechy powinien posiadać przedsiębiorca, aby osiągać zamierzone cele? Jaka jest recepta na sukces według Andrzeja Szyjkowskiego?</strong></p>
<p>Moja recepta na sukces jest banalnie prosta: musi być PASJA, poparta ciężka pracą umysłową czyli cały czas trzeba się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć! Henry Ford przeszedł do historii jako autor powiedzenia: „najtrudniejszy rodzaj pracy, jaki znam, to jest efektywne myślenie. Dlatego tak niewielu ludzi się nim zajmuje.” Oczywiście do tego dochodzi ciężka praca fizyczna. No i jeszcze jedna bardzo ważna cecha: upór. Znany jestem z tego, że ja się nigdy nie poddaję. Jeżeli wierzę w sens jakiegoś przedsięwzięcia, to nie ma siły, która będzie w stanie mnie zatrzymać. Zaczynałem od pracy „na czarno”. Potem założyłem warsztat samochodowy, który padł ofiarą hiperinflacji Rakowskiego w 1988 roku. Po miesiącu przekształciłem warsztat samochodowy w wytwórnie grzejników centralnego ogrzewania, tzw. błaszaków, zmieniłem formę opodatkowania na tzw. ryczałt spółdzielczy i skorzystałem z wprowadzonych wtedy 10-cio letnich „wakacji podatkowych” dla producentów materiałów budowlanych. Zatrudniłem „na akord” najlepszego spawacza, sam zasuwałem jako jego fizyczny pomocnik. Dziennie musiałem przewozić i własnoręcznie przenosić tony wyprasek (bo spawacz musi mieć wypoczęte ręce aby precyzyjnie spawać). Gdy prof. Balcerowicz w 1990 roku „wysadził w kosmos” Gminne Spółdzielnie Samopomocy Chłopskiej (wprowadził 40% odsetek na miesiąc!), które były moim głównym odbiorcą, to po kilku miesiącach założyłem z żoną…..sklep spożywczy. Żona stała za ladą, a ja zajmowałem się zaopatrzeniem. Np. po wędliny jeździłem codziennie o 3 rano do Człopy (ok. 80 kilometrów od Gorzowa), aby na 6 rano świeże kiełbaski, szynki, parówki, salceson, itd., wisiały na hakach. Byłem niezłym specem od oceny „na oko” kaszanki, pasztetowej, wątrobianki i innych wędlin. Do samochodów powróciłem w marcu 1991 roku. Otrzymałem ofertę od zagranicznych rajdowych znajomych i uruchomiłem taki „skład celny” w ogródku mojej babci. Jako pierwszy „dealer” w tamtym czasie odważyłem się zaoferować do sprzedaży zachodnie, fabrycznie nowe samochody osobowe różnych marek z Europy i USA. Pamiętam, jak „życzliwi” prognozowali: „Szyja” zwariował, to mu nie wyjdzie.   Pierwsze transporty samochodów o wartości ok. 500 000 marek niemieckich dostałem „na słowo honoru”, bez żadnych zabezpieczeń!!! Od marca do końca 1991 roku sprzedałem w Gorzowie 107 nowych samochodów, zatrudniając tylko jednego pracownika do…mycia samochodów!!!</p>
<p><strong>Sportowiec czy biznesmen – która kariera jest trudniejsza? Przed kim stoją większe wyzwania?</strong></p>
<p>Po pierwsze, żadna nie jest łatwa. Ale to są różne światy. W moim przypadku to była nietypowa sytuacja. Zaczynałem karierę kierowcy w barwach Automobilklubu Wielkopolskiego będąc na czwartym roku studiów. W dzień zaliczałem zajęcia na uczelni, wieczorami jeździłem jako taksówkarz „na czarno” – odwoziłem podróżnych z dworca kolejowego i jak zarobiłem na paliwo, to jechałem na nocny trening na taki duży plac targowy. Z butelek po oleju ustawiałem różne slalomy i jazda!  To była po prostu obsesja. Godzinami rozmawiałem z znanymi  zawodnikami, studiowałem książkę  Sobiesława Zasady i polowałem na jakąkolwiek literaturę o twz. „rasowaniu silników”, czyli usprawnieniach samochodów do sportu.  Jak wyjechałem do Niemiec Zachodnich, to za pierwsze zarobione pieniądze kupiłem książkę „Autos Scheller machen” za równowartość mojej miesięcznej ursusowskiej pensji! W 1996 roku ukończyłem studia i powróciłem do Gorzowa do nowo założonego Automobilklubu Gorzowskiego, jednocześnie zatrudniłem się w Ursusie, który był podporą klubu żużlowego Stal Gorzów. Dyrektor Techniczny, Witek Głowania, mądry człowiek, jednocześnie prezes klubu żużlowego, potraktował mnie jak „zawodnika żużlowego”. Pamiętam, jak przed moim pierwszym startem w barwach Automobilklubu Gorzowskiego zapytałem się go, czy mam brać urlop, a on wezwał mojego kierownika i wydał mu polecenie: Andrzej pisze podanie o urlop bezpłatny i ty je chowasz do szuflady. Jak się rozwali, to automobilklub będzie miał problem, a podanie idzie do kadr. Jak wróci cały, to podanie idzie do kosza. W Ursusie miałem status „żużlowca” jeżdżącego na czterech kołach. W żartach czasami mówiłem, że moja przewaga nad zawodnikami żużlowymi polega na tym, ze ja potrafię skręcać w obie strony . Pracując jako konstruktor w Stacji Badań tylko kilka godzi poświęcałem na prace zawodową, resztę czasu spędzając w warsztacie żużlowym, który był na terenie zakładu i uczyłem się fachu „tunera” od najlepszego wówczas mechanika żużlowego, Edwarda Pilarczyka, ksywka „Majster”. Trzeba wiedzieć, że silnik żużlowy to jest tak, jakby z silnika Formuły 1 odciąć jeden cylinder. Tłoki, sworznie tłokowe, zawory, itd. są identyczne. Dla mnie to był raj. Podczas praktyki w Ursusie poznałem wspaniałych fachowców. Mieli wykształcenie zasadnicze zawodowe, ale mieli też fantastyczną praktykę zawodową. Dzięki nim mogłem wykonywać bardzo zaawansowane przeróbki i modyfikacje silników, skrzyń biegów, zawieszeń, oraz dalszych elementów samochodów rajdowych. Nabrałem bardzo głębokiej pokory w stosunku do tak wspaniałych fachowców. Do dzisiaj wspominam moich kolegów (bo zostaliśmy kolegami, pomimo dużych „nominalnych” różnic w wykształceniu i wieku), jako fantastycznych profesjonalistów. To dzięki mim byłem w stanie pokonać zespół fabryczny FSM na ich własnym torze! Równolegle w Automobilklubie byłem pierwszym „poważnym” zawodnikiem licencjonowanym i nikt mi się do niczego nie wtrącał. Nie miałem żadnego trenera, wszystko było robione na zasadzie „pierwszy raz”. Zdobyłem pierwszy tytuł Rajdowego Mistrza Okręgu i byłem pierwszym kandydatem do „dofinansowania”. Automobilklub finansował mi ubezpieczenie Auto Casco samochodu rajdowego (300% składki podstawowej!) i zwracał koszty delegacji – paliwo, hotele, diety itp. Jak na tamte czasy bo było super. Pierwszy raz rozbiłem samochód na rajdzie okręgowym w Zielonej Górze. Podczas oględzin rozbitej rajdówki biegły spytał się, gdzie jest pochowany kierowca. A ja stałem obok!!.  Za otrzymane odszkodowanie kupiłem „poreklamacyjne” nadwozie, silnik, zawieszenie, skrzynie biegów itd. Wtedy części „poreklamacyjne” kupowało się za 25% ceny nowej.   Zbudowałem nową wersję samochodu rajdowego, z rozbitego po naprawie zrobiłem fajny samochód treningowy i w ten sposób z jednego wypadku miałem dwa fajne auta. Po kolejnym „dzwonie” sytuacja się powtórzyła, czyli mogłem sprzedać pierwszy samochód treningowy innemu zawodnikowi, sam przesiadając się w najnowsza wersje rajdówki. Tą metodą budowałem też samochody dla innych zawodników i interes się kręcił. Jednocześnie brałem udział w kilkunastu rajdach i wyścigach rocznie.</p>
<p>Zawsze bardzo poważnie podchodziłem do treningów. Trenowałem na rajdach jak katorżnik. W tydzień przed rajdem potrafiłem przejechać ok. 3000 kilometrów. W 1980 roku pojechałem jako debiutant na rajd Elmot, eliminację Rajdowych Mistrzostw Polski  i go….wygrałem. Po prostu wskutek panujących warunków atmosferycznych, cała czołówka porozbijała samochody, a ja byłem pierwszy, który cały dojechał do mety. „Środowisko” oceniło ten wynik, jako tzw. fuks. Nie pozostało mi nic innego, tylko jechać „na całość”. No kolejnym rajdzie wywalczyłem drugie miejsce i już przestałem być „fuksem” Powstała sytuacja, że warsztat (Andrzej mechanik) musiał zrobić jak najlepsze auto rajdowe, a Andrzej kierowca musiał osiągnąć jak najlepszy wynik. Wtedy klienci akceptowali moje ceny. Dla mnie wzorem zawodnika był mój dobry kolega, Marian Bublewicz, który zginął na rajdzie. Przez kilka lat moim pilotem w rajdach był świetny dziennikarz sportowy redaktor Andrzej Martynkin.  Zdobyliśmy dwukrotnie tytuły Rajdowych V-ce Mistrzów Polski. Z Andrzejem zaliczyłem kilka rajdów zagranicznych, miedzy innymi w Skandynawii. Pamiętam, jak przed jednym z rajdów w Danii, po dniu treningów, ale w dniu startu rajdu ukazał się w duńskiej prasie artykuł pod dużym tytułem: Polski kamikaze startuje w Danii!.   Bardzo lubiłem takie historie.</p>
<p><strong>Przedsiębiorczości można się nauczyć. Przedsiębiorczość trzeba mieć w genach. Z którym stwierdzeniem pan się zgadza? I dlaczego?</strong></p>
<p>W moim przypadku to wystąpiło łącznie. To jest jak z talentem. Sam talent nic nie znaczy, jak nie jest poparty ciężką, efektywną pracą, aby go rozwijać. Teraz z perspektywy czasu widzę, że lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte były dla mnie jak najlepsze studia MBA. Skrzyżowanie kariery zawodniczej z prowadzeniem warsztatu samochodowego w warunkach Realnego Socjalizmu zmusiło mnie do maksymalnego wysiłku i szukania niekonwencjonalnych rozwiązań. Jednocześnie cały czas zdobywałem doświadczenie, kształtował się mój charakter, rozwiązywałem kolejne problemy itd. Nie za bardzo miałem z kogo brać przykład. Byłem pierwszym, który w tamtych latach stworzył całkowicie prywatny, niezależny od struktur oficjalnych, prywatny zespół rajdowo-wyścigowy i odnosił sukcesy sportowe i finansowe. Przeżyłem przypadki sabotażu na moim samochodzie sportowym: poluzowane przed biegami kwalifikacyjnymi przednie koła, zniszczony (śrubki w gaźniku) najlepszy silnik wyścigowy, itd. A wiadomo po czym poznaje się w naszym kraju pioniera – po strzałach w plecy. A zebrała się piękna kolekcja tych strzał. Mogę śmiało powiedzieć, że tyłek mam jak skorupa żółwia, tyle razy po nim oberwałem.</p>
<p><strong>Jeżeli miałby pan dać tylko jedną radę początkującemu ambitnemu przedsiębiorcy, to jak by ona by brzmiała?</strong></p>
<p>Drogi kolego, przed Tobą w naszym pokręconym kraju są (trawersując słynne powiedzenie Churchilla), „krew, pot i łzy”. Przeczytałem kiedyś bardzo trafną opinię: „biznes jest najtrudniejszą formą sztuki”. Powiem więcej: to prawdziwa sztuka być efektywnym biznesmenem.  Jeżeli chcesz zdobyć finansową wolność – nie masz wyjścia, pozostaje tylko własny biznes. Jaką masz alternatywę? Beznadzieję pracy „na etacie”, tak samo ryzykowną w obecnych realiach gospodarczych jak działalność indywidualna. Jeszcze jedna bardzo ważna kwestia: nie wierzę w sprawiedliwość, szczęście i przypadek. Sprawiedliwość jako taka w przyrodzie nie istnieje. Istnieje za to równowaga. Wolę powtarzać za Robertem Kiyosaki: „Ja nie miałem szczęścia, wszystko zawdzięczam swojej dotychczasowej pracy oraz nauce”.</p>
<p><strong><a href="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/serwis1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-272" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="serwis" src="http://www.millionaire.pl/wp-content/uploads/2009/12/serwis-300x225.jpg" alt="serwis" width="300" height="225" /></a></strong><strong>Co było dla pana największym wyzwaniem w biznesie, a co największym sukcesem?</strong></p>
<p>Po tylu latach, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że największym wyzwaniem i jednocześnie największy sukcesem jest fakt, że przetrwałem. Za komuny sprawa była jasna, znane były reguły gry i trzeba było się do nich stosować. Ostatnie dwadzieścia lat wolności pokazało, ze nie wszystko jest takie piękne, jak się wydaje. Największym zagrożeniem jest PAŃSTWO, a konkretnie jego aparat represji w postaci służb skarbowych, prokuratury i całej zgrai rozmaitych „ważnych” służb kontrolnych.  Jeżeli urzędnik państwowy poprzez swoje decyzje ograbi przedsiębiorcę z jego majątku, to jest bezkarny i jeszcze dostanie ekstra premię!! Fama głosi, że najwięcej niezweryfikowanych funkcjonariuszy byłego aparatu represji wylądowało na ciepłych posadach w Urzędach Skarbowych. Sprawa bezzasadnego aresztowania Romana Kluski, sprawa drastycznego morderstwa Krzysztofa Olewnika jest dowodem na słabość państwa i jego służb. W naszym kraju jest powszechną praktyką trzymanie latami ludzi w tzw. aresztach wydobywczych, bez wyroku, często bez postawionych konkretnych zarzutów. Największe śledztwa kończą się kompromitacją: zabójstwo gen. Papały, zabójstwo małżeństwa Jaroszewiczów i wiele innych. Jednocześnie to państwo bezwzględnie wykończyło tysiące przedsiębiorców poprzez swój aparat represji skarbowej. W 1989 roku mieliśmy najlepszą w Europie ustawę o swobodzie działalności gospodarcze, tzw. ustawę Wilczka. Co z nią zrobiły kolejne tabuny polityków, to widać na co dzień. Obecnie, jeśli chodzi o „swobodę prowadzenia biznesu” zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w cywilizowanym świecie! Połowa państw afrykańskich jest przed nami! Komisja „przyjazne państwo” okazała się kolejnym „picem” polityków. System sądownictwa gospodarczego praktycznie nie działa. Tylko u nas jest możliwa kariera „od menela do premiera” (wide &#8211; opalony „mulat”) lub „sterowanie” krajem z drugiego siedzenia: tandem Krzaklewski – Buzek i Kaczyński – Marcinkiewicz. W naszym kraju uczciwy przedsiębiorca nie zna dnia ani godziny, ale za wszystko musi płacić, bo jak się spóźni to państwo pokazuje mu swoje Wielkie Kły!!. W 1994 roku przeżyłem napaść służb skarbowych na moją firmę, bo odważyłem się poprzez list protestacyjny zamieszczony w lutowym numerze „Gazety Wyborczej”, wezwać na pojedynek zgodnie z przedwojennym „Kodeksem Honorowym Boziewicza”, ówczesnego ministra finansów Marka Borowskiego. Poszło o wprowadzoną przez Borowskiego obniżkę progu wartości celnej samochodu do wymiaru podatku akcyzowego, co zostało wprowadzone znienacka w trakcie trwania sprzedaży samochodów w ramach tzw. kontyngentu bezcłowego. Spowodowało to znaczne podniesienie ceny samochodów i zadziałało „do tyłu”, bo zaliczki na „bezcłowe” samochody przyjmowaliśmy od września poprzedniego roku. Dziennikarze zrobili raban i Ministerstwo Finansów „doprecyzowało” rozporządzenie w ten sposób, że dotyczy ono samochodów zamówionych po dacie wprowadzenia zmiany przepisów. Parę tysięcy klientów dzięki temu kupiło tańsze samochody. Efektem rabanu była wyjątkowo złośliwa kontrola skarbowa, zakończona wymierzeniem prawie milionowej kary, która miała mnie wykończyć. Przetrwałem tylko dzięki tytanicznej pracy mojego prawnika. Zabawa w „ wykańczanie” mnie trwała ponad pięć lat i zakończyła się w sumie trzema wyrokami wydanymi przez NSA, całkowicie oczyszczającymi mnie z jakichkolwiek zarzutów. Po latach dowiedziałem się, że skarbówka dostała faks z Ministerstwa Finansów z polecenie, aby mnie zniszczyć, ale się to łobuzom nie udało. Za każdym razem, jak czytam kolejna listę „100 najbogatszych Polaków” według tygodnika „Wprost”, to mam niezły ubaw, licząc tych, którzy faktycznie płacą wszystkie podatki w kraju. Jest ich góra 10 – 15 procent. Cała reszta korzysta ze  skutecznych systemów „optymalizacji podatkowej” opartych na tzw. „off shore”, czyli przyjaznych jurysdykcjach podatkowych. Za swój duży sukces uważam moją rolę w utworzeniu pierwszej prywatnej szkoły podstawowej w 1989 roku. Baliśmy się z żoną państwowych szkół – molochów. Przyłączyliśmy się do grupy rodziców myślących podobnie. Powstało stowarzyszenie rodziców, zostałem wybrany na Prezesa Stowarzyszenia i tą funkcje pełniłem przez cztery lata. Zdawałem sobie sprawę z fundamentalnej zasady: o jakości szkoły zadecydują nauczyciele „przedmiotowcy”, oraz jakość nauczania języków obcych. Jako doświadczony przedsiębiorca zastosowałem regułę prostszą niż budowa młotka. Ogłosiłem, że dobrym „przedmiotowcom” płacę wg. Karty Nauczyciela plus dodatkowo 30%. W ten sposób zwerbowałem najlepszych. Jednocześnie przeforsowałem zasadę, że angielski jest codziennie, a religia raz w tygodniu. Byli tacy rodzice, co chcieli odwrotnie! W efekcie działa szkoła podstawowa tzw. „dwuciągowa” ( dwie klasy pierwsze, dwie drugie, itd.) i nieprzerwanie od 20 lat jest to najlepsza szkoła w całym województwie. Mam tę satysfakcję, że co rok ok. 200 dzieciaków zdobywa podstawy wykształcenia wraz ze znajomością języka obcego.</p>
<p><strong>Jakie są pańskie plany na przyszłość związane z biznesem?</strong></p>
<p>Marzę o bezpieczeństwie osobistym (nie biznesowym, bo takie bez ryzyka nie istnieje!) oraz o normalności w prowadzeniu biznesu. Bezpieczeństwo osobiste rozumiem jako możliwość normalnego działania gospodarczego bez realnego zagrożenia ze strony kasty urzędniczej i jej uznaniowości.  Dopóki nie zapadną pierwsze wyroki więzienia dla urzędników za ograbianie przedsiębiorców z majątków, to lepiej nie będzie.  W naszym kraju na dzień dzisiejszy jest to raczej trudno osiągalne i nie widzę żadnych szans na rychłą poprawę. Franszyzy, jako formy prowadzenia biznesu, mam powyżej „dziurek w nosie”. Przyjeżdża do mnie przedstawiciel franczyzodawcy, młody gówniarz (District Area Manager), bierze mój portfel i mówi: to wydasz na to, to na tamto, itd. A jak się pytam, co zostanie dla mnie, to słyszę – resztki. Mam pomysł na dalsze całkowicie własne życie biznesowe, ale niech to pozostanie moją słodką tajemnicą. Oczywiście, jak ten pomysł zrealizuję, to przestanie być tajemnicą.</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-11.html"><img class="alignnone size-full wp-image-284" title="mm11zrodlo" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/mm11zrodlo1.jpg" alt="mm11zrodlo" width="568" height="163" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/andrzej-szyjkowski-musialem-wygrywac-by-klienci-akceptowali-ceny.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>10 przykazań przedsiębiorcy</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/10-przykazan-przedsiebiorcy.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/10-przykazan-przedsiebiorcy.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Oct 2009 11:02:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator></dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=201</guid>
		<description><![CDATA[Istnieje mnóstwo reguł, którymi powinien się kierować każdy przedsiębiorca, ale nawet, gdy nie może  ich przestrzegać, to na pewno nie powinien o nich zapominać. 1. Chcę być bogaty Ta maksyma powinna przyświecać każdemu przedsiębiorcy podczas realizowania swoich marzeń o własnej firmie. Choć bycie bogatym w naszym społeczeństwie jest często źle postrzegane, głównie przez nauki kościoła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Istnieje mnóstwo reguł, którymi powinien się kierować każdy przedsiębiorca, ale nawet, gdy nie może  ich przestrzegać, to na pewno nie powinien o nich zapominać.</strong></p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>1. Chcę być bogaty<br />
</strong></p>
<p>Ta maksyma powinna przyświecać każdemu przedsiębiorcy podczas realizowania swoich marzeń o własnej firmie. Choć bycie bogatym w naszym społeczeństwie jest często źle postrzegane, głównie przez nauki kościoła (Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogatemu uda dostać się do nieba), to wcale złe nie jest. Niezależność finansowa i bezpieczeństwo finansowe jest podstawą funkcjonowania w państwie opartym na rynku kapitalistycznym. Dążenie do bycia bogatym lub po prostu milionerem powinno być traktowane jako przejaw trzeźwego myślenia o życiu. Nie ma milionera, który wzbogaciłby się, nie dzieląc się swoimi pieniędzmi z innymi. Praca ludzka jest cały czas podstawą funkcjonowania przedsiębiorstw, więc przedsiębiorca zawsze część zysku przeznacza na wypłaty i pozwala bogacić się innym.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>2. Nie poddawaj się<br />
</strong></p>
<p>Choć brzmi to dość trywialnie, to wiara w sukces i uparte dążenie do wyznaczonych celów jest jednym z podstawowych kryteriów sukcesu. Wielkie organizacje nie tworzą się z dnia na dzień, lecz całymi latami. Wytrwałość w realizowaniu planów powinna cechować każdego przedsiębiorcę nastawionego na osiąganie sukcesu. Wiele osób poddaje się już przed stworzeniem własnego biznesu, bo nie mogą znaleźć odpowiedniego pomysłu na biznes. Każdy pomysł może być dobry, tylko trzeba go odpowiednio rozwijać i starać się rozwiązywać problemy stojące na drodze do realizacji wszystkimi możliwymi sposobami. Często zapominamy, że wokół nas są osoby, które mogą pomóc nam w najtrudniejszych problemach. A może wystarczy sięgnąć po jedną z książek napisanych przez kogoś, kto początki tworzenia własnego biznesu ma już za sobą? Pamiętaj, aby zawsze szukać rozwiązań do końca.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>3. To co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj<br />
</strong></p>
<p>Zakorzeniło się już dawno temu, obecnie jest częściej spotykane w postaci To, co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze, a będziesz mieć dwa dni wolnego. Dla przedsiębiorców zajmujących się własnym biznesem druga wersja nie jest nawet śmieszna. Własna firma wymaga poświęcenia swojego czasu. Przy intensywnym rozwoju własnej działalności będzie nam zawsze brakowało czasu, dlatego już teraz staraj się wykorzystywać swój dzień pracy do maksimum. Dobra organizacja własnego czasu sprawia, że możemy skupić się na rzeczach najważniejszych i pilnych dla dobrego funkcjonowania przedsiębiorstwa. Jeśli nie wiesz, jak sprawić, by nadmiar wolnego czasu zamieniać w pożyteczną pracę, to może czas nadrobić zaległości i poczytać Podstawy organizacji i zarządzania.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>4. Nie walcz z systemem<br />
</strong></p>
<p>System, czyli dobrze funkcjonująca, złożona organizacja z wieloma różnymi zależnościami między elementami systemu. Z jakim systemem masz nie walczyć? Z tym, który został ci odgórnie narzucony przez państwo. Prawo jest podstawą funkcjonowania państwa, odnosi się do wszystkich aspektów życia i jest nierozerwalnie związane z gospodarką państwa. Jeśli nie jesteś jednym z kilkuset ambitnych polityków, którzy chcą dla naszego, a przede wszystkim, dla swojego dobra, zajmować się uchwalaniem prawa w parlamencie, to wpływu na system nie masz. Zamiast zamartwiać się tym, że prawo jest skomplikowane, chociażby to podatkowe, spróbuj poświęcić swój czas na poznawanie go. Doświadczeni przedsiębiorcy wiedzą, że łatwiej, prościej i taniej jest kupić sobie kodeks pracy i wiedzieć, do czego, jako pracodawca prawo się ma, niż sądzić się z pracownikami, którzy starają się wykorzystywać naszą niewiedzę. Może właśnie podczas studiowania przepisów regulujących funkcjonowanie przedsiębiorstw na rynku, znajdziesz paragrafy lub luki p  wne, które będą twoją furtką do sukcesu.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>5. Pamiętaj aby inwestować zyski<br />
</strong></p>
<p>Ludzie pracujący na etacie nie mają zwyczaju inwestowania kapitału. Zazwyczaj wybierają jedną z dwóch opcji, przejadają pieniądze już w pierwszym miesiącu po wypłacie lub też oszczędzają swoje zarobki, w celu przejedzenia ich w późniejszym okresie. Wydawanie pieniędzy jest sztuką i nie można mylić oszczędzania z inwestowaniem. W firmę zawsze można wpompować pieniądze, ale ważne jest, by robić to mądrze. Początkujący przedsiębiorcy lub inwestorzy starają się kierować intuicją, wierząc w swoją nieomylność i szczęście. Od intuicji dużo pewniejsza jest matematyka i sam pewnie nie raz słyszałeś, że dobrze przygotowany biznesplan jest podstawą sukcesu twojej firmy. Pieniądze mają tę zaletę, że można je policzyć, dlatego inwestycje oparte o planowanie są dużo lepszym rozwiązaniem niż liczenie na łut szczęścia. Może warto już teraz przeznaczyć część zarobionych pieniędzy nawet na małą inwestycję zamiast kupować te wszystkie niezbędne rzeczy, bez których każdy potrafiłby się obejść?
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>6. Ucz się na błędach<br />
</strong></p>
<p>Nie myli się ten, kto nic nie robi – przysłowie powtarzane przez moją babcię jest nadzwyczaj prawdziwe. Każdy ma prawo do popełnienia błędu, choć powinniśmy robić wszystko, aby tych błędów popełniać jak najmniej. Prowadzenie własnej działalności to ciągłe ryzyko i na każdym kroku jest bardzo dużo możliwości pomyłki. Błędy mają to do siebie, że są niespodziewane, niechciane i najczęściej popełniane nieświadomie. Aby się ich ustrzec, warto sprawdzić, jak zaczynali inni i z jakimi pomyłkami sami na początku się spotkali. Warto skorzystać z biblioteki lub księgarni i poczytać o ludziach sukcesu, którzy nierzadko własne pomyłki traktują jako doświadczenie kształtujące ich późniejszą przedsiębiorczość. Można też poszukać informacji w Internecie i przejrzeć fora internetowe związane z własnym biznesem. A czemu nie wybrać się na konferencję Myśleć jak Milionerzy organizowaną przez Kamila Cebulskiego, na której swoimi doświadczeniami dzielą się osoby, które osiągnęły mniejszy, jak i większy sukces w prowadzeniu własne  firmy.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>7. Nie będę miał konkurencji lepszej odemnie<br />
</strong></p>
<p>Hasło bardzo treściwe i zrozumiałe, choć trudne do realizacji. Konkurencja zawsze będzie istniała, niezależnie, czy tego chcemy, czy nie. Wolny rynek jest stworzony dla przedsiębiorstw, które z założenia mają rywalizować między sobą w walce o klienta. W różnych branżach różnie się ta konkurencja kształtuje, jednak zawsze są sposoby na pokonanie konkurencji. Jednymi ze sposobów są innowacje i wprowadzanie nowoczesnych, wcześniej nie znanych rozwiązań. Szczególnie wtedy, gdy stworzymy produkt lub usługę, które są trudne do podrobienia. Zawsze można też wzorować się, brać to, co najlepsze, od innych, udoskonalać i wprowadzać do własnej firmy. Tworzenie przewagi konkurencyjnej jest bardzo trudne i wymaga wielu przygotowań. Badanie rynku i konkurencji jest niezbędne, jeśli chcemy być lepsi od innych. Na szczęście, dzięki Internetowi i prawie nie10 PRZYKAZAŃ PRZEDSIĘBIORCY 32 #10 #10 33 ograniczonemu dostępowi do informacji, możemy się dobrze przygotować i sprawdzić, z jaką konkurencją przyjdzie się nam zmierzyć w   szym biznesie. Najlepszym przykładem determinacji w pokonaniu konkurencji jest misja firmy Komatsu, którą w 1962 roku Y. Kawai uznał za główny cel firmy: Pobić Caterpillara, czyli ówczesnego największego producenta maszyn budowlanych na świecie. Komatsu się to nie udało, jednak z podupadłej japońskiej fabryki stali się drugim co do wielkości producentem maszyn ciężkich na świecie.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>8. Nie będę pochopnie podejmował decyzji<br />
</strong></p>
<p>Umiejętność podejmowania decyzji jest jedną z najbardziej cenionych umiejętności wśród menedżerów. Prowadzenie firmy to ciągłe podejmowanie decyzji. Decydowanie o wszystkich aspektach funkcjonowania organizacji to wielki przywilej, ale równie wielka odpowiedzialność. Dobra decyzja to przemyślana decyzja. Należy zawsze starać się o zebranie możliwie największej ilości informacji na temat, w którego kwestii przyjdzie nam podejmować decyzję. Często z braku czasu decydujemy o rzeczach pochopnie, bez zastanowienia. Robimy tak najczęściej pod wpływem impulsu, z tym problemem najczęściej stykamy się na zakupach w supermarkecie. Co zrobić, aby podejmować tylko dobre decyzje? Podstawą jest podważanie własnych przemyśleń, szukanie minusów w możliwościach, na które się decydujemy. Gdy musimy o czymś zdecydować, to zazwyczaj pierwsze rozwiązanie wydaje nam się najlepsze, gdy postaramy się znaleźć w nich minusy, to łatwiej przyjdzie nam otworzyć się na inne rozwiązania. Czasami warto też poprosić osobę trzecią o szukanie   ędów w rozwiązaniach, które przyjęliśmy za najlepsze.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>9. Pamiętaj, że praca jest dla ludzi<br />
</strong></p>
<p>Niełatwo jest znaleźć dobrego pracownika, jeszcze trudniej jest kogoś zwolnić. Na początku, gdy zaczynamy prowadzić własny biznes, to staramy się wszystko robić sami. Zazwyczaj robimy to, by ograniczać koszty, ale w wyniku wprowadzanych oszczędności często pozbawiamy siebie szansy na większe zyski. Szczególnie w działalności usługowej osoby, które zdecydowały się pracować na własny rachunek, nie chcę dzieli się ani pracą ani zarobionymi pieniędzmi, trzymając biznes w rodzinie. Zyski osiąga się z zainwestowanego kapitału, który powinno się inwestować również w ludzi. Opanowanie podstaw zarządzania zasobami ludzkimi jest jednym z kryteriów sukcesu naszej organizacji. Może właśnie poprzez samodoskonalenie siebie będziemy w stanie doskonalić naszą kadrę pracowników.
</p>
<p style="border-top: 2px solid #A4DA6B; border-bottom: 2px solid #A4DA6B; padding: 5px 20px 5px 15px; background: #E8F6E8; scroll 15px 50%; -moz-background-clip: border; -moz-background-origin: padding; -moz-background-inline-policy: continuous; color: #5e6273; text-align: left;"><strong>10. Nigdy nie poprzestawaj na tym co masz<br />
</strong></p>
<p>Nie można mylić dążenia do tego, co dla nas najlepsze, z byciem skąpym. Ci, którzy nie idą do przodu, cofają się. Jeśli będziemy potrafili cieszyć się z tego, co mamy, to nauczymy się być szczęśliwymi ludźmi. Jednakże, gdy skończymy poprzestawać na tym, co mamy, to nauczymy się dzielić naszym szczęściem z innymi. Gdy mamy wszystkiego ponad miarę, to możemy zacząć dzielić się tym, co mamy. Jeżeli dążymy do sukcesu, to zawsze będziemy starali się zdobywać wszystkiego więcej. Dlatego, że miernik sukcesu jest względny, a każdy mały sukces przybliża nas do osiągnięcia czegoś większego, co może stać się naszym głównym celem. Pamiętaj, że sukces do ciebie nie przyjdzie, sam musisz do niego dążyć i wyznaczać sobie nowe cele.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/10-przykazan-przedsiebiorcy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uwolnić przedsiębiorczość</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/uwolnic-przedsiebiorczosc.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/uwolnic-przedsiebiorczosc.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Oct 2009 20:30:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Andrzej Blikle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://escpoland.neteasy.pl/nowemm/?p=164</guid>
		<description><![CDATA[Jak pokazują liczne badania, prosperity kraju i jego obywateli nie zależy ani od położenia kraju, ani od jego wielkości, ani od liczby mieszkańców, ani od posiadania surowców naturalnych. Zależy od jednej tylko rzeczy ― od jakości prawa związanego z gospodarką. Tę jakość mierzą m.in. Instytut Frasera oraz Bank Światowy i nazywają ją indeksem wolności gospodarczej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="aligncenter size-full wp-image-167" title="uwolnicprzedsiebiorczosc" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/10/uwolnicprzedsiebiorczosc1.jpg" alt="uwolnicprzedsiebiorczosc" width="580" height="435" />Jak pokazują liczne badania, prosperity kraju i jego obywateli nie zależy ani od położenia kraju, ani od jego wielkości, ani od liczby mieszkańców, ani od posiadania surowców naturalnych. Zależy od jednej tylko rzeczy ― od jakości prawa związanego<br />
z gospodarką.</strong></p>
<p>Tę jakość mierzą m.in. Instytut Frasera oraz Bank Światowy i nazywają ją indeksem wolności gospodarczej (Tab.1).</p>
<p>W rankingu Instytutu Frasera spośród krajów członkowskich UE za nami są jedynie Bułgaria i Rumunia, w rankingu Banku Światowego wyprzedają nas również i one. A dzieje się tak, mimo że ― zapewne jako jedyny kraj na świecie ― mamy i stale ulepszamy Ustawę o swobodzie działalności gospodarczej.</p>
<p>Jak pisze w swojej znakomitej książce Konstytucja wolności Friedrich August von Hayek: Różnica pomiędzy wolnością a swobodami<br />
jest taka, jak między sytuacją, w której wszystko jest dozwolone, co nie jest zabronione przez ogólne normy (to jest wolność, przyp. JB), a sytuacją, w której zabronione jest wszystko, co nie jest wyraźnie dozwolone (a to są swobody, przyp. AJB). (s.33).</p>
<p>Problem z ustawą o swobodach nie leży więc w tym, że jest zła, ale w tym, że w ogóle myśli się o takiej właśnie drodze uwalniania polskiej gospodarki od barier stawianych przez państwo. A ile jest tych barier, pokazuje raport Bariery administracyjne związane z podejmowaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej w Polsce — ocena przygotowany przez IPSOS w 2004 roku na zamówienie Banku Światowego Raport zawiera ponad 300 stron i od jego opublikowania praktycznie nic się nie zmieniło. A oto cytat z syntetycznej części tego raportu: &#8230;stosowane obecnie procedury przygotowywania projektów aktów prawnych przez rząd są wadliwe, regulacjom ustawowym nie towarzyszą stosowne akty wykonawcze i do tego nadal nie dopracowaliśmy się w Polsce usystematyzowanej oceny ekonomicznych skutków regulacji prawnych. Tym samym gospodarka narażona jest na niekontrolowany przyrost zapisów powodujących nieuzasadnione koszty działalności gospodarczej oraz krępujących rozwój przedsiębiorczości.(…)<br />
Aby ustawa o swobodzie zmierzyła się ze wszystkimi tymi barierami, musiałaby zawierać co najmniej dwa razy więcej stron niż cytowany raport. I oczywiście bałagan byłby jeszcze większy. Jednakże problem techniczny związany z taką ustawą nie jest wcale najważniejszy. Aby lepiej zilustrować kuriozalność samego pomysłu, posłużę się pewnym przykładem. Wyobraźmy sobie, że w jakimś kraju parlament uchwala ustawę o swobodzie wychodzenia z domu na ulicę. Ustawa określa, kto ma prawo wychodzić, kiedy ma prawo<br />
wychodzić, gdzie wyrabia się przepustki itp. Oczywiście, każdy powie, że istnienie takiej ustawy świadczy o tym, że nie tylko nie ma żadnej wolności, ale też, że nikt nawet o niej nie myśli. I taką właśnie ustawę mieliśmy w latach 1980. w stanie wojennym.</p>
<p>Czym jest więc wolność gospodarcza i jak się ją mierzy? Instytut Frasera podaje pięć obszarów, w których mieszczą się 42 atrybuty  wolności. Cytuję ich nazwy we własnym tłumaczeniu, a dla pewności podaję również sformułowania oryginalne: Wielkość rządu mierzona:</p>
<ol>
<li>Jego wydatkami, podatkami i zaangażowaniem w przedsięwzięcia gospodarcze (Size of Government: Expenditures, Taxes, and Enterprises). Oczywiście im „większy” rząd, tym niższa ocena w rankingu.</li>
<li>Struktura systemu legislacyjnego i pewność prawa do własności (Legal Structure and Security of Property Rights)</li>
<li>Dostęp do dobrych pieniędzy (Access to Sound Money). Dobroć pieniądza jest mierzona jego podażą, poziomem inflacji i prawem do posiadania dewizowych rachunków bankowych.</li>
<li>Wolność handlu międzynarodowego (Freedom to Trade Internationally).</li>
<li>Przepisy dotyczące bankowości, prawa pracy i warunków prowadzenia przedsiębiorstw (Regulation of Credit, Labor, and Business). Dla oceny warunków prowadzenia przedsiębiorstw mierzy się m.in. biurokratyczne i podatkowe koszty ich prowadzenia oraz poziom korupcji.</li>
</ol>
<div id="attachment_169" class="wp-caption aligncenter" style="width: 590px"><img class="size-full wp-image-169" title="indeksywolnoscigospodarczej" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/10/indeksywolnoscigospodarczej1.jpg" alt="Dwa indeksy wolności gospodarczej" width="580" height="476" /><p class="wp-caption-text">Dwa indeksy wolności gospodarczej</p></div>
<p>Warto zauważyć, że w obu wcześniej przytoczonych rankingach w ścisłej czołówce znalazły się kraje, które nie są ani duże, ani liczne, ani bogate w zasoby naturalne: Singapur i Hong Kong. Za to w końcówce znalazły się kraje zasobne we wszystko poza dobrym prawem ― Chiny i Rosja.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/uwolnic-przedsiebiorczosc.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pierwsze dni kryzysu w USA</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/pierwsze-dni-kryzysu-w-usa.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/pierwsze-dni-kryzysu-w-usa.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Oct 2009 20:16:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator></dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://escpoland.neteasy.pl/nowemm/?p=160</guid>
		<description><![CDATA[W końcu stycznia 2009 r. (prawdopodobnie 28) na antenie C-SPAN wystąpił członek Izby Reprezentantów USA Paul Kanjorski (demokrata polskiego pochodzenia). W Izbie pełni funkcję przewodniczącego jednej z podkomisji Komisji Rynków Kapitałowych. Początek nagrania to telefon widza mającego za złe, że plan Paulsona wpompowania do amerykańskich banków setek miliardów dolarów przynosi korzyści wyłącznie bankierom. Zaatakowany kongresman [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W końcu stycznia 2009 r. (prawdopodobnie 28) na antenie C-SPAN wystąpił członek Izby Reprezentantów USA Paul Kanjorski (demokrata polskiego pochodzenia). W Izbie pełni funkcję przewodniczącego jednej z podkomisji Komisji Rynków Kapitałowych.</strong></p>
<p>Początek nagrania to telefon widza mającego za złe, że plan Paulsona wpompowania do amerykańskich banków setek miliardów dolarów przynosi korzyści wyłącznie bankierom. Zaatakowany kongresman ujawnił szokujące kulisy załamania systemu bankowego w USA.</p>
<p>Opowiedział, że 11 września 2008 r. ok. godz. 11.00 przed południem nastąpił zmasowany odpływ z Systemu Rezerwy Federalnej środków pieniężnych w kwocie 550 mld dolarów w ciągu 1-2 godzin. Po stwierdzenie uszczuplenia środków Departament Skarbu interweniował zasilając system bankowy kwotą 105 mld dolarów. Okazało się to jednak kwotą niewystarczającą i wstrzymano transfer środków. Według szacunków, gdyby nie wprowadzenie blokady z systemu Rezerwy Federalnej do godz. 14.00 wycofano by 5,5 bln dolarów. Kanjorski wskazywał na te okoliczności jako uzasadnienie planu Paulsona. Stwierdził, że gdyby nie wpompowanie do banków 700 mld dolarów, to konieczne byłoby wykupienie toksycznych aktywów na kwotę kilku bilionów dolarów. Przyznał także, że sytuacja jest wyjątkowa i w ogóle nie wiadomo, czy znajdzie się bezpieczne rozwiązanie. Kongresmani zostali powiadomi o sytuacji już w dniu 15 września 2008 r. przez sekretarza skarbu i przewodniczącego Rezerwy Federalnej.</p>
<p>Nie mamy podstaw, żeby kwestionować autentyczność nagrania. Kanjorski ma pewne problemy z ścisłym opisem zdarzeń (mówi o elektronicznym ataku na banki amerykańskie), ale naszym zdaniem podane przez niego fakty układają się w logiczną całość.</p>
<p>Rezerwa Federalna jest centralnym bankiem USA. Jako centralny bank państwa prowadzi konta banków amerykańskich i konta zagranicznych instytucji finansowych krajów z którymi USA prowadzą operacje gospodarcze. Rezerwa Federalna nie prowadzi kont przedsiębiorstw lub ludności. W dniu 11 września 2008 r. zauważono, że z kont banków amerykańskich w Rezerwie Federalnej ubywają środki pieniężne. Zgodnie z podstawowymi zasadami rachunkowości oznacza to, że środki te były jednocześnie księgowane na innych kontach. Przerwanie operacji przy jednoczesnym podkreśleniu, że środki wypływał z Rezerwy Federalnej pozwala nam stwierdzić, że środki te były księgowane na koncie (kontach) jakiejś zagranicznej w stsosunku do USA instytucji finansowej. Początkowo traktowano te przelewy jako zjawisko naturalne, stąd przeprowadzono interwencję zasilającą rynek pieniężny dla przeciwdziałania zmniejszeniu płynności. Po zorientowaniu się co do skali operacji, została ona przerwana, co w praktyce oznacza ogłoszenie niewypłacalności systemu bankowego USA.</p>
<div id="attachment_161" class="wp-caption aligncenter" style="width: 590px"><img class="size-full wp-image-161" title="Kanjorski" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/10/kanjorski1.jpg" alt="Paul E. Kanjorski (ur. 2 kwietnia 1937) to polityk amerykański polskiego pochodzenia, członek Partii Demokratycznej. Od 1985 roku jest przedstawicielem jedenastego okręgu wyborczego wPensylwanii w Izbie Reprezentantów Stanów Zjednoczonych (źródło: wiki)." width="580" height="457" /><p class="wp-caption-text">Paul E. Kanjorski (ur. 2 kwietnia 1937) to polityk amerykański polskiego pochodzenia, członek Partii Demokratycznej. Od 1985 roku jest przedstawicielem jedenastego okręgu wyborczego wPensylwanii w Izbie Reprezentantów Stanów Zjednoczonych (źródło: wiki).</p></div>
<p>Czy był to jakiś atak elektroniczny jak twierdzi Kanjorski? Uważamy za mało prawdopodobne, aby Rezerwa Federalna przez dwie godziny księgowała przelewy z kont banków amerykańskich do jakiejś instytucji zagranicznej bez ważnego i nie budzącego wątpliwości zlecenia. Jaka mogła być podstawa tych gigantycznych przelewów? Kanjorski sam wskazał na ten tytuł opisując dylemat z toksycznymi aktywami. Uważamy, że w dniu 11 września 2008 r. doszło do legalnego rozliczania pozycji spekulacyjnych zajętych na derywatach (pochodnych instrumentach finansowych). Banki amerykańskie poniosły klęskę w spekulacji i w tym dniu rozpoczęto rozliczanie pozycji przez przelew do zwycięzcy. Po zorientowaniu się, co do skali strat na spekulacji i idących za nimi rozliczeń międzybankowych, sztucznie przerwano rozliczenia, pozostawiając niespłacone zobowiązania banków amerykańskich wobec jakiejś instytucji zagranicznej. Jednocześnie w związku z dokonanymi przelewami środków na kwotę 550 mld dolarów, w trybie nagłym rząd USA z pieniędzy podatników załatał dziurę transferem do amerykańskich banków kwoty 700 mld dolarów. Nadal pozostał otwarty problem spełnienia zobowiązań na kwotę kilku bilionów dolarów, przypuszczamy że nie mniejszą niż 5,5 bln dolarów, które szacunkowo miały wypłynąć tylko 11 września 2008 r. Te aktywa określane jako toksyczne nadal obciążają banki amerykańskie i ktoś za granicą oczekuje ich spłaty.</p>
<p><strong>Kto to jest?</strong></p>
<p>Podkreślmy, że władze amerykańskie wiedzą, kto to jest. Znają bowiem konta na które przepłynęło 550 mld dolarów. Nieujawnianie tych podmiotów dowodzi politycznego charakteru sprawy. Wzywamy Bena Shaloma Bernanke’a do podania jakim podmiotom banki amerykańskie są winne ok. 5,5 bln dolarów z tytułu nieudanych transakcji spekulacyjnych.</p>
<p>Zasadniczo nie musimy czekać na odpowiedź. Sami poszukajmy. Musimy przypatrzeć się dużym gospodarkom z silnymi bankami mającymi duże rezerwy dewizowe. Tylko takie kraje mogły skutecznie pokonać bankierów amerykańskich w spekulacji. Na pierwszy ogień idzie strefa euro. Jest to dobry kandydat zważywszy na animozje pomiędzy socjalistycznymi władzami Unii, a jankeskimi kapitalistami. Ale problem w tym, że na spekulacji poległy i banki europejskie. Poufny raport Komisji Europejskiej mówi o stratach banków eurosystemu na kwotę 13,7 bln euro na samych derywatach. Dyskutując na temat tych strat przyznaliśmy, że są one mało prawdopodobne i dopuściliśmy możliwość, że jest to dezinformacja. Musimy zweryfikować to stanowisko. Ujawnienie strat banków amerykańskich na przynajmniej 5,5 bln dolarów, oznacza że banki europejskie mogły rzeczywiście stracić na spekulacji derywatami 13,7 bln euro. Pozwala to zawęzić obszar poszukiwań. Przeciwnikiem banków amerykańskich i europejskich musiał być ktoś wyjątkowy. Zasadniczo jest tylko jeden taki przeciwnik o olbrzymiej dotąd bardzo dynamicznej gospodarce z gigantycznymi rezerwami walutowymi powstałym dzięki nadwyżce handlowej. Jest to druga gospodarka świata, której PKB po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej stanowi ok. 50 % PKB USA. To Chiny. Można jeszcze rozważać Japonię, ale stagnacja gospodarcza, która trawi ją od lat oraz obecny silny kolaps gospodarczy wskazują, że Japonia też była ofiarą spekulacji.</p>
<p>Wysuwamy hipotezę, że bankierzy amerykańscy i europejscy przy pełnej wiedzy, akceptacji, a być może i zachęcie ze strony polityków prowadzili olbrzymie spekulacje z instytucjami chińskimi, które zakończyły się katastrofalną klęską.</p>
<p>Rozmiar tej klęski można porównać do termojądrowej bomby finansowej. Długi banków amerykańskich i europejskich przekraczają wielokrotnie ich kapitały własne. W istocie systemy bankowe Ameryki i Europy są niewypłacalne. Sięgają one łącznie mniej więcej PKB tych gospodarek. Oznacza to, że zwycięzca spekulacji, prawdopodobnie Chiny, mają uprawnione roszczenia do mniej więcej 10 % majątku narodowego (ziemi, przedsiębiorstw, banków) Ameryki i Europy. To dlatego Kanjorski wykazuje bezradność i mówi nie wie jak to się zakończy. Tę bezradność wykazują wszyscy politycy i bankierzy. Chiny nie są partnerem, który pozwoli zamieść brudy pod dywan. To kraj o innej niż zachodnia kulturze i mentalności społeczeństwa, który właśnie wysuwa się do światowego przywództwa.</p>
<p>Przegrani spekulanci zmierzają do konfrontacji. Zaprzestali spłaty zobowiązań, które sami pozaciągali. Pojawia się retoryka wojenna o elektronicznym ataku na banki. Z tej perspektywy zupełnie inaczej wygląda np. kwestia tarczy antyrakietowej, czy obecności Ameryki w Afganistanie. Spekulacje narastały od kilku lat i świetnie orientowano się z kim podjęto walkę. To nie przed Iranem miała osłaniać tarcza antyrakietowa, to nie Talibowie są głównym celem zajęcia przyczółku u granic Chin.</p>
<p align="left">Postępujący rozkład narodowych gospodarek jako efekt niewypłacalności banków zwiększa ryzyko konfrontacji zbrojnej. Gospodarka chińska odczuwa dolegliwości spadku obrotów handlu zagranicznego. Dziesiątki milionów bezrobotnych Chińczyków może pałać żądzą odwetu na sprawcach gospodarczej katastrofy, którymi są bez wątpienia zachodni politycy i bankierzy. Chiński potencjał nuklearny pozwala na zaatakowanie wszystkich centrów światowych finansów tj. tych miejsc gdzie rodziła się spekulacja i zaprzestano spłaty długów.</p>
<p>W tej konfrontacji Polska musi zająć stanowisko neutralne. Polska nie powinna płacić rachunku za bankierów spekulantów z Ameryki i Europy. Chwała Bogu nie uczestniczyliśmy w tej spekulacji, aczkolwiek władze Polski, jako członkowie Unii o tym wiedziały. Musimy być przygotowani na każdy scenariusz.</p>
<p>W najgorszym wariancie nasi rodacy w Zachodniej Europie i USA po potwierdzeniu narastania konfrontacji z Chinami powinni opuścić duże ośrodki miejskie, przede wszystkim, te które są siedzibami głównych instytucji finansowych. Uważamy, że najbezpieczniejszym miejscem dla Polaków jest Polska, mimo że powrót milionów rodaków spotęguje zapaść gospodarczą. Przetrwanie narodu jest warte takiej ceny.</p>
<p>Po ustąpieniu obecnych skompromitowanych władz Polski podejmiemy mediację w celu pokojowego rozwiązania konfliktu. Niezależnie od tego w jaki sposób ulegnie rozwiązaniu problem toksycznych aktywów, czeka nas odbudowa zniszczonych gospodarek w tym systemów finansowych. W celu uniknięcia powtórki z historii odbudowany system finansowy powinien zapewniać bezpieczeństwo poprzez:</p>
<ol>
<li>przywrócenie państwom monopolu emisji pieniądza i niedopuszczenie do kreowania pieniądza przez banki komercyjne,</li>
<li>zakaz łączenie działalności depozytowo-kredytowej z bankowością inwestycyjną,</li>
<li>zakaz używania derywatów na giełdach papierów wartościowych, rynkach pieniężnych, walutowych oraz surowcowych.</li>
</ol>
<p>Pociągniemy do odpowiedzialności sprawców kataklizmu. Bankierzy i politycy zamieszania w spekulacje dożywotnio nie będą mogli sprawować funkcji publicznych i w instytucjach finansowych. Będą pod państwowym przymusem do końca życia usuwać własnymi rękoma potworne skutki konfrontacji zbrojnej, a w przypadku znalezienia rozwiązania pokojowego pod takimże przymusem fizyczną pracą przyczyniać się do odbudowy zniszczonych gospodarek narodowych. Nie dopuścimy do odpowiedzialności zbiorowej wobec niewinnych osób. To nie Żydzi są winni katastrofy. To przestępcy bankierzy i politycy, często o żydowskim pochodzeniu, dopuścili się zbrodni wobec pracujących w pokoju narodów, i oni poniosą za to odpowiedzialność.</p>
<p>Wiemy, że Polska przetrwa nadchodzący kataklizm. Podkreślamy, my w to nie tylko wierzymy, my to wiemy.</p>
<p>Wpowiedź Paula Kanjorskiego:<a href="http://www.youtube.com/watch?v=pD8viQ_DhS4&amp;feature=related"></p>
<p>http://www.youtube.com/watch?v=pD8viQ_DhS4&amp;feature=related</a></p>
<p>Relacja z rozmowy z Paulem Kanjorskim:<a href="http://www.meritum.us/2009/02/18/kulisy-finansowego-911-elektroniczny-atak-na-banki/"></p>
<p>http://www.meritum.us/2009/02/18/kulisy-finansowego-911-elektroniczny-atak-na-banki/</a></p>
<p>Depesza agencyjna o stratach w eurosystemie:<a href="http://finanse.wp.pl/drukuj.html?kat=7060&amp;wid=10867675&amp;ticaid=178fa"></p>
<p>http://finanse.wp.pl/drukuj.html?kat=7060&amp;wid=10867675&amp;ticaid=178fa</a></p>
<p>Ocenzurowany artykuł w Telegraph (zwróćcie uwagę na tytuł w linku):<a href="http://www.telegraph.co.uk/finance/financetopics/financialcrisis/4590512/European-banks-may-need-16.3-trillion-bail-out-EC-dcoument-warns.html"></p>
<p>http://www.telegraph.co.uk/finance/financetopics/financialcrisis/4590512/European-banks-may-need-16.3-trillion-bail-out-EC-dcoument-warns.html</a></p>
<p>Pierwotna wersja artykułu w Telegraph:<a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&amp;w=91207543"></p>
<p>http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&amp;w=91207543</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/pierwsze-dni-kryzysu-w-usa.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
