<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Millionaire Magazine &#187; Andrzej Blikle</title>
	<atom:link href="http://www.millionaire.pl/author/andrzejblikle/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.millionaire.pl</link>
	<description>Pismo dla Przedsiębiorczych</description>
	<lastBuildDate>Fri, 20 May 2011 06:08:44 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Świat bez kar i nagród</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/swiat-bez-kar-i-nagrod.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/swiat-bez-kar-i-nagrod.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Dec 2009 20:39:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Andrzej Blikle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.millionaire.pl/?p=289</guid>
		<description><![CDATA[Stosunki pomiędzy przełożonym i podwładnym, nauczycielem i uczniem, dowódcą i żołnierzem czy też rodzicem i dzieckiem, kształtują się często wg. zasady „słabszy słucha silniejszego”. Ta zasada z góry wyklucza partnerski stosunek pomiędzy stronami, a więc też działanie słabszego z własnej motywacji. Wszelkie bowiem działanie narzucone jest zawsze niechciane i wewnętrznie odrzucane. Typowe relacje jakie powstają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Stosunki pomiędzy przełożonym i podwładnym, nauczycielem i uczniem, dowódcą i żołnierzem czy też rodzicem i dzieckiem, kształtują się często wg. zasady „słabszy słucha silniejszego”. Ta zasada z góry wyklucza partnerski stosunek pomiędzy stronami, a więc też działanie słabszego z własnej motywacji. Wszelkie bowiem działanie narzucone jest zawsze niechciane i wewnętrznie odrzucane.</h2>
<p>Typowe relacje jakie powstają w układzie silny-słaby to relacje podległości — silny wykorzystuję swoją pozycję do wyrabiania posłuszeństwa  słabszego. W tym układzie akcentuje się obowiązki słabego wobec silnego na pierwszym miejscu stawiając posłuszeństwo. Po stronie słabego pojawia się poczucie niższości, podległości, zależności i w rezultacie potrzeba kontestacji. Rodzą się zbuntowane pokolenia, związki zawodowe i inne mechanizmy obrony przed dominacją.</p>
<p>Odrębny model relacji międzyludzkich to model starszy-młodszy. Tu relacje są symetryczne — nie ma podległości, jest partnerstwo. W modelu starszy-młodszy mówi się przede wszystkim o zadaniach jakie ma do wypełnienia starszy wobec młodszego. Należy do nich przekazywanie młodszym wiedzy, umiejętności i coraz szerszego zakresu kompetencji, budowanie ich motywacji do działania oraz poczucia własnej wartości, uczenie stawiania pytań i wyciągania nauki z popełnianych błędów. Po stronie starszego pozostaje większość zadań, natomiast obowiązki obu stron wobec siebie są całkowicie symetryczne: życzliwość, rzetelność, uczciwość, lojalność, gotowość do niesienia pomocy drugiej stronie.<br />
Wytworzenie partnerskich stosunków nie jest sprawą prostą. Wymaga pracy i wzajemnego zrozumienia obu stron, wymaga zaufania słabszego, że za deklaracjami silniejszego pójdą czyny.</p>
<p>W zespole pracowników dobrym punktem startu dla budowania partnerskich stosunków może być wyeliminowanie słowa podwładny, na rzecz słowa podopieczny. Ten pozornie mało znaczący zabieg językowy tworzy nowy psychologiczny klimat w zespole. Przełożony przestaje być władzą, a staje się opiekunem i nauczycielem. Staje się odpowiedzialny za swoich podopiecznych, wobec których ma liczne i wcale nie proste do wypełnienia obowiązki. Te obowiązki dają się ująć w pewien schemat znany jako piramida Maslova.</p>
<p>Amerykański psycholog Abraham Maslov zauważył, że każdy człowiek, aby mógł prawidłowo funkcjonować w zespole i społeczeństwie, powinien mieć zaspokojonych pięć grup potrzeb układających się w pewną hierarchię, której kolejne poziomy objawiają się w miarę jak potrzeby niższych poziomów są zaspakajane. Te poziomy potrzeb są następujące:</p>
<p><strong>Potrzeby biologiczne</strong> — pożywienie, dach nad głową, podstawowa odzież, a więc to wszystko co jest niezbędne do funkcjonowania człowieka w jego środowisku przyrodniczym.</p>
<p><strong>Potrzeby bezpieczeństwa</strong> — zarówno fizyczne bezpieczeństwo stanowiska pracy (ochrona przed wypadkami i chorobami zawodowymi), jak i poczucie stabilności zatrudnienia oraz brak obawy przed karami.</p>
<p><strong>Przynależność do zespołu</strong> — akceptacja przez zespół najbliższych współpracowników. Każdy wie co oznacza brak takiej akceptacji. Najlepsza praca może zamienić się w koszmar.</p>
<p>Gdy już jesteśmy akceptowani, chcielibyśmy jeszcze cieszyć się uznaniem zespołu. Nie wystarczanam przecież akceptacja wyrażona słowami „sympatyczna oferma”. Chcemy, aby zespół widział i doceniał nasze zalety i umiejętności.</p>
<p>Na szczycie piramidy znajduje się samorealizacja. To w dużej mierze akceptacja nas przez nas samych. To poczucie, że rozwijamy się, że nie stoimy w miejscu, że mamy coś ważnego do zrobienia i to nie tylko na gruncie związanym z pracą, ale też i w życiu osobistym.</p>
<p>Jakież to trudne obowiązki i jak daleko wykraczające poza tradycyjne „rozdziel pracę i dopilnuj jej wykonania”. Typowe „narzędzie wychowawcze” stosowane przez silnych wobec słabych stanowią kary i nagrody. Często słyszy się opinię, że umiejętne stosowanie kar i nagród, premii i wynagrodzenia prowizyjnego, stanowi klucz do prawidłowego motywowania ludzi. Nic mylniejszego nad taki pogląd.</p>
<h2>Zarówno kary jak i nagrody (!) stanowią w każdej sytuacji czynnik silnie demotywujący do podejmowania twórczego działania.</h2>
<p>Motorem działania każdego człowieka jest motywacja. Istnieją dwa podstawowe źródła motywacji, popychające nas do działania.</p>
<p><strong>Motywacja własna (wewnętrzna)</strong> — zrobię coś, bo to zaspakaja moją potrzebę robienia właśnie tego; jest to motywacja wynikająca z wewnętrznej potrzeby.</p>
<p><strong>Motywacja zewnętrzna</strong> — zrobię coś, bo w zamian otrzymam nagrodę, która zaspakaja moją inną potrzebę, lub też, bo w przeciwnym przypadku spotka mnie kara.</p>
<p>Typowe przykłady działań z motywacji własnej to zaspakajanie głodu, seks, poznawanie prawdy o świecie, sport rekreacyjny. Przykłady działań z motywacji zewnętrznej to jedzenie „aby przytyć” (dzieci zmuszane do jedzenia), prostytucja, nauka dla stopnia, sport zawodowy.</p>
<p>Działanie w jakimś zakresie z motywacji własnej wzmaga chęć (głód) coraz lepszego działania w tym właśnie zakresie. Jak mawiają Francuzi — apetyt rośnie w miarę jedzenia. Działanie z motywacji zewnętrznej wzmaga jedynie apetyt na nagrodę i nieuchronnie doprowadzi do sytuacji, w której usunięcie nagrody powoduje natychmiastowe wstrzymanie działania. Zwolennicy kija i marchewki wyciągają stąd jakże błędny wniosek, że kary i nagrody są jedynym skutecznym sposobem motywowania ludzi do pracy.</p>
<p>by zrozumieć destruktywny wpływ kar i nagród na skuteczność ludzkiego działania należy wpierw prawidłowo zdefiniować te pojęcia. Przez nagrodę rozumiemy więc z góry zapowiedziany i jednostronnie narzucony pozytywny skutek wykonania pewnego zadania. Przez karę rozumiemy z góry zapowiedziany i jednostronnie narzucony negatywny skutek nie wykonania pewnego zadania.</p>
<p>Nie jest nagrodą pójście z dzieckiem na lody, aby mu sprawić przyjemność, jest nagrodą pójście w konsekwencji umowy „jak ładnie odrobisz lekcje to pójdziemy na lody”. Nie jest karą usunięcie pracownika z pracy za pijaństwo (jest to skutek naruszenia dobrowolnie zawartej umowy<br />
pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą), jest natomiast karą pozbawienie pracownika części wynagrodzenia na skutek nie osiągnięcia założonych norm lub zruganie go wobec jego kolegów. Nie jest nagrodą podniesienie wynagrodzenia grupie pracowników w związku z poprawą stanu finansowego firmy, jest nagrodą indywidualnie przyznawana premia za wydajność.</p>
<p>Gdy mówimy o karach i nagrodach bardzo ważna jest obserwacja, że zarówno jedne jak i drugie są wynikiem jednostronnie narzuconej umowy oraz zakładają brak chęci do wykonania związanego z nimi zadania. W umyśle dziecka, któremu za odrobienie lekcji obiecujemy lody rodzi się natychmiast myśl, że odrabianie lekcji musi być bardzo nieciekawe. Osoby, które czytały Przygody Tomka Sawyera Marka Twaina pamiętają zapewne jakiego użył on wybiegu, aby zachęcić swoich kolegów do wyręczenia go w narzuconej mu przez ciotkę karze w postaci malowania płotu. Miast oferować im za tę czynność wynagrodzenie (nagrodę), kazał im słono płacić za „przywilej malowania”.</p>
<h2>Warto też zauważyć, że różnica pomiędzy karą i nagrodą jest czysto umowna, bowiem wstrzymanie nagrody jest zawsze odczuwane jako kara, a uniknięcie kary jest rodzajem nagrody.</h2>
<p>Z punktu widzenia zarządzania, wychowywania i kształtowania stosunków międzyludzkich kary i nagrody nie mają żadnych zalet, mają natomiast wiele wad. Podkreślają niepartnerski stosunek między stronami, wyrabiają posłuszeństwo i lizusostwo w miejsce samodzielności, eliminują potrzebę racjonalnego działania ze strony silnego, zniechęcają słabszego do podejmowania wysiłku i ryzyka, ograniczają działanie wyłącznie do tego, co może mieć wpływ na nagrodę, sugerują, że zadanie nie jest warte wykonania z własnej woli.</p>
<p>Nie jest prawdą, że nagrody i kary stosowane z umiarem, w pewnych okolicznościach, w stosunku do pewnych osób itp. mogą spełniać pożyteczną rolę. Nie jest prawdą, że jeżeli nie pomogą, to na pewno nie zaszkodzą. Nie jest wreszcie prawdą, że stosowanie wyłącznie nagród, bez kar, może być skuteczne.</p>
<p>Nagrody i kary mają zawsze i w każdych okolicznościach destruktywny wpływ na człowieka, odbierają mu bowiem jego naturalną motywację pozytywnego działania.</p>
<p>Skoro nagrody i kary są tak destruktywne, to dlaczego są stosowane tak często? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Stosowanie nagród i kar jest łatwe, nie wymaga żadnej wiedzy ani wysiłku oraz uwalnia od konieczności analizowania przyczyn. Pozwala też na szybkie osiąganie prostych jednorazowych celów. Jeżeli „bramkarz” nie chce nas wpuścić do dyskoteki, to najlepiej jest „dać mu w łapę”. Czy jednak szef tego portiera  powinien dawać mu nagrodę za każdego obsłużonego klienta?</p>
<p><a href="http://www.millionaire.pl/millionaire-magazine-11.html"><img class="alignnone size-full wp-image-284" title="mm11zrodlo" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/12/mm11zrodlo1.jpg" alt="mm11zrodlo" width="568" height="163" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/swiat-bez-kar-i-nagrod.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uwolnić przedsiębiorczość</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/uwolnic-przedsiebiorczosc.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/uwolnic-przedsiebiorczosc.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Oct 2009 20:30:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Andrzej Blikle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://escpoland.neteasy.pl/nowemm/?p=164</guid>
		<description><![CDATA[Jak pokazują liczne badania, prosperity kraju i jego obywateli nie zależy ani od położenia kraju, ani od jego wielkości, ani od liczby mieszkańców, ani od posiadania surowców naturalnych. Zależy od jednej tylko rzeczy ― od jakości prawa związanego z gospodarką. Tę jakość mierzą m.in. Instytut Frasera oraz Bank Światowy i nazywają ją indeksem wolności gospodarczej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="aligncenter size-full wp-image-167" title="uwolnicprzedsiebiorczosc" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/10/uwolnicprzedsiebiorczosc1.jpg" alt="uwolnicprzedsiebiorczosc" width="580" height="435" />Jak pokazują liczne badania, prosperity kraju i jego obywateli nie zależy ani od położenia kraju, ani od jego wielkości, ani od liczby mieszkańców, ani od posiadania surowców naturalnych. Zależy od jednej tylko rzeczy ― od jakości prawa związanego<br />
z gospodarką.</strong></p>
<p>Tę jakość mierzą m.in. Instytut Frasera oraz Bank Światowy i nazywają ją indeksem wolności gospodarczej (Tab.1).</p>
<p>W rankingu Instytutu Frasera spośród krajów członkowskich UE za nami są jedynie Bułgaria i Rumunia, w rankingu Banku Światowego wyprzedają nas również i one. A dzieje się tak, mimo że ― zapewne jako jedyny kraj na świecie ― mamy i stale ulepszamy Ustawę o swobodzie działalności gospodarczej.</p>
<p>Jak pisze w swojej znakomitej książce Konstytucja wolności Friedrich August von Hayek: Różnica pomiędzy wolnością a swobodami<br />
jest taka, jak między sytuacją, w której wszystko jest dozwolone, co nie jest zabronione przez ogólne normy (to jest wolność, przyp. JB), a sytuacją, w której zabronione jest wszystko, co nie jest wyraźnie dozwolone (a to są swobody, przyp. AJB). (s.33).</p>
<p>Problem z ustawą o swobodach nie leży więc w tym, że jest zła, ale w tym, że w ogóle myśli się o takiej właśnie drodze uwalniania polskiej gospodarki od barier stawianych przez państwo. A ile jest tych barier, pokazuje raport Bariery administracyjne związane z podejmowaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej w Polsce — ocena przygotowany przez IPSOS w 2004 roku na zamówienie Banku Światowego Raport zawiera ponad 300 stron i od jego opublikowania praktycznie nic się nie zmieniło. A oto cytat z syntetycznej części tego raportu: &#8230;stosowane obecnie procedury przygotowywania projektów aktów prawnych przez rząd są wadliwe, regulacjom ustawowym nie towarzyszą stosowne akty wykonawcze i do tego nadal nie dopracowaliśmy się w Polsce usystematyzowanej oceny ekonomicznych skutków regulacji prawnych. Tym samym gospodarka narażona jest na niekontrolowany przyrost zapisów powodujących nieuzasadnione koszty działalności gospodarczej oraz krępujących rozwój przedsiębiorczości.(…)<br />
Aby ustawa o swobodzie zmierzyła się ze wszystkimi tymi barierami, musiałaby zawierać co najmniej dwa razy więcej stron niż cytowany raport. I oczywiście bałagan byłby jeszcze większy. Jednakże problem techniczny związany z taką ustawą nie jest wcale najważniejszy. Aby lepiej zilustrować kuriozalność samego pomysłu, posłużę się pewnym przykładem. Wyobraźmy sobie, że w jakimś kraju parlament uchwala ustawę o swobodzie wychodzenia z domu na ulicę. Ustawa określa, kto ma prawo wychodzić, kiedy ma prawo<br />
wychodzić, gdzie wyrabia się przepustki itp. Oczywiście, każdy powie, że istnienie takiej ustawy świadczy o tym, że nie tylko nie ma żadnej wolności, ale też, że nikt nawet o niej nie myśli. I taką właśnie ustawę mieliśmy w latach 1980. w stanie wojennym.</p>
<p>Czym jest więc wolność gospodarcza i jak się ją mierzy? Instytut Frasera podaje pięć obszarów, w których mieszczą się 42 atrybuty  wolności. Cytuję ich nazwy we własnym tłumaczeniu, a dla pewności podaję również sformułowania oryginalne: Wielkość rządu mierzona:</p>
<ol>
<li>Jego wydatkami, podatkami i zaangażowaniem w przedsięwzięcia gospodarcze (Size of Government: Expenditures, Taxes, and Enterprises). Oczywiście im „większy” rząd, tym niższa ocena w rankingu.</li>
<li>Struktura systemu legislacyjnego i pewność prawa do własności (Legal Structure and Security of Property Rights)</li>
<li>Dostęp do dobrych pieniędzy (Access to Sound Money). Dobroć pieniądza jest mierzona jego podażą, poziomem inflacji i prawem do posiadania dewizowych rachunków bankowych.</li>
<li>Wolność handlu międzynarodowego (Freedom to Trade Internationally).</li>
<li>Przepisy dotyczące bankowości, prawa pracy i warunków prowadzenia przedsiębiorstw (Regulation of Credit, Labor, and Business). Dla oceny warunków prowadzenia przedsiębiorstw mierzy się m.in. biurokratyczne i podatkowe koszty ich prowadzenia oraz poziom korupcji.</li>
</ol>
<div id="attachment_169" class="wp-caption aligncenter" style="width: 590px"><img class="size-full wp-image-169" title="indeksywolnoscigospodarczej" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/10/indeksywolnoscigospodarczej1.jpg" alt="Dwa indeksy wolności gospodarczej" width="580" height="476" /><p class="wp-caption-text">Dwa indeksy wolności gospodarczej</p></div>
<p>Warto zauważyć, że w obu wcześniej przytoczonych rankingach w ścisłej czołówce znalazły się kraje, które nie są ani duże, ani liczne, ani bogate w zasoby naturalne: Singapur i Hong Kong. Za to w końcówce znalazły się kraje zasobne we wszystko poza dobrym prawem ― Chiny i Rosja.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/uwolnic-przedsiebiorczosc.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rządy fachowców</title>
		<link>http://www.millionaire.pl/rzady-fachowcow.html</link>
		<comments>http://www.millionaire.pl/rzady-fachowcow.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Oct 2009 17:55:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Andrzej Blikle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://escpoland.neteasy.pl/nowemm/2009/10/rzady-fachowcow.html</guid>
		<description><![CDATA[W trakcie debaty w TVN24, z udziałem kilku znanych polskich ekonomistów i poświęconej  przyczynom obecnego kryzysu i sposobom przeciwdziałania mu, Ryszard Bugaj, doradca prezydenta RP powiedział, że praprzyczyną kryzysu była nadmierna konsumpcja na kredyt w Stanach Zjednoczonych. Na pytanie prowadzącego: Co w takim razie robić, żeby przeciwdziałać kryzysowi? Stymulować konsumpcję na kredyt – odpowiedział prof. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W trakcie debaty w TVN24, z udziałem kilku znanych polskich ekonomistów i poświęconej  przyczynom obecnego kryzysu i sposobom przeciwdziałania mu, Ryszard Bugaj, doradca prezydenta RP powiedział, że praprzyczyną kryzysu była nadmierna konsumpcja na kredyt w Stanach Zjednoczonych. Na pytanie prowadzącego: Co w takim razie robić, żeby przeciwdziałać kryzysowi? Stymulować konsumpcję na kredyt – odpowiedział prof. Bugaj bez cienia zażenowania. Czy trudno się potem dziwić, że Lech Kaczyński krytykuje rządzących za to, że z jednej strony nie zwiększają deficytu budżetowego, z drugiej zaś, że go zwiększają.</strong></p>
<p>Na konferencji, jaka odbyła się w końcu maja br. w pałacu prezydenckim, pośród pięciu b. ministrów finansów, czworo z zaproszonych (Osiatyński, Kołodko, Lutkowski, Borowski) to wyznawcy paradygmatu Johna Maynarda Keynesa o stymulowaniu gospodarki wydatkami publicznymi. Piąta, czyli Zyta Gilowska, to jedna z grupki czterech, może pięciu znanych polskich ekonomistów – Leszek Balcerowicz, Jan Winiecki, Witold Kwaśnicki, Jacek Rostowski czy zmarły niedawno Wiesław Wilczyński – którzy rozumieją teorię ekonomii i odrzucają utopijne i fałszywe założenia teorii Lorda Keynesa. Pod tym względem jesteśmy i tak w znacznie lepszej sytuacji niż Amerykanie. Szefem Krajowej Rady Gospodarczej, która jest najwyższym ciałem doradczym prezydenta Obamy, jest syn dwóch wybitnych profesorów ekonomii oraz siostrzeniec laureata nagrody Nobla, Paula Samuelsona, Larry Summers, do niedawna także rektor uniwersytetu Harvarda. Cała rodzina wyznaje poglądy z pogranicza skrajnego interwencjonizmu i socjalizmu. Najbardziej aktywni amerykańscy laureaci ekonomicznej nagrody Nobla, Paul Krugman i Joseph Stiglitz to czystej wody socjaliści, choć utrzymują, że są wolnorynkowymi interwencjonistami. Podobne poglądy ma urzędujący minister Skarbu, Timothy Geithner i szef banku centralnego (FED), Bob Bernanke.</p>
<p>Jak to możliwe, że ludzie tej klasy, światowa czołówka ekonomistów, nobliści i kandydaci do przyszłych Nagród Nobla wyznają poglądy sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem? Już widzę te głosy oburzenia; cóż za ignorant! Nikomu nie znany niedouk śmie kwestionować kwalifikacje Noblistów?! To bezczelność! Na swoją obronę mam nie byle jaki autorytet, mianowicie Thomasa S. Kuhna1, który w swym wiekopomnym dziele pt. Struktura rewolucji naukowych zwraca uwagę, że naukowcy w każdej dziedzinie wiedzy dążą do przyjęcia pewnej matrycy teoretycznej, wizji podstawowej, paradygmatu. Raz przyjęty paradygmat nie jest sprawdzany czy kwestionowany, a dalsze badania stają się albo jego zastosowaniami, albo wyjaśnianiem niedoskonałości paradygmatu, który jest uznaną prawdą, nawet wtedy, gdy okaże się, że jest fałszywy. Paradygmat nie trwa, rzecz jasna, wiecznie. Z chwilą pojawienia się zbyt dużej ilości faktów przeczących mu zostaje ostatecznie wyparty przez nowy, lepszy paradygmat. To wszystko jednak trwa.</p>
<p>Paradygmat Ptolomeusza, że „Słońce kręci się wokół Ziemi” przetrwał jeszcze aż 180 lat po ogłoszeniu przez Kopernika O obrotach ciał niebieskich, w których polski stronom dowodził czegoś przeciwnego. Przyjęcie nowego paradygmatu Kopernika nie było łatwe ze względu na ówczesną doktrynę kościelną. Nieco krócej, ale też ponad pół wieku, trwał paradygmat znany jako teoria flogistonu. Paradygmat Keynesa okazał się fałszywy jeszcze zanim powstał. Obalił go Ludwig von Mises w Teorii pieniądza i kredytu, wydanej w roku 1912, czyli 97 lat temu. Praktyka uczy, że do obalenia go uczeni potrzebują więcej czasu. Szczególnym utrudnieniem jest charakter paradygmatu Keynesa i samych uczonych. Teoria Keynesa jest wyjątkowo interwencjonistyczna, a więc polityczna, czyli służy rządzącym. Gros ekonomistów zatrudnianych jest przez instytucje państwowe bądź quasi państwowe, np. uniwersytety czy wyższe uczelnie prywatne przez rządy subsydiowane. A ponieważ bliższa koszula ciału, zatrudnieni tam ekonomiści bardziej dbają o swój etat niż o prawdę, która może ich tego etatu pozbawić. O takich ludziach mówi się&#8230;etatyści. Ich wiedza poprzez media przenika do opinii publicznej, która myśli, że wie, o co w gospodarce chodzi. Ignorancja rodzi ignorancję.</p>
<p>A o co w gospodarce chodzi? John Maynard Keynes dokonał w ekonomii „głównego nurtu” właściwie trzech rewolucyjnych zmian. Oto jego pomysły:</p>
<p>1. Zanegował klasyczną strukturę produkcyjną, która wcześniej wyglądała mniej więcej tak: praca, oszczędności, inwestycje, produkcja, konsumpcja, wprowadzając w jej miejsce strukturę swoją: konsumpcja (w warunkach kryzysowych na kredyt), inwestycje i produkcja.</p>
<p>2. Przyjął, że oszczędności są rywalem konsumpcji, gdy tymczasem są one jedynie konsumpcją odłożoną w czasie, z której finansuje się kredyt.</p>
<p>3. Zignorował podstawowy fakt natury świata mówiący, że żyjemy w świecie dóbr rzadkich, co oznacza, że wszystkie zasoby, jakimi dysponujemy, występują w niedoborze. Pod dostatkiem jest tylko powietrza i dlatego za powietrze nie płacimy. Wszystko inne (praca, surowce, energia, czas) trzeba albo kupować, albo dystrybuować w jakiś inny sposób (przydziały, talony, system kartkowy etc.).</p>
<p>Niestety, co pomysł, to pudło. Nie można konsumować, gdy się nie wyprodukuje. To nie konsumpcja stymuluje produkcję, jest raczej odwrotnie. Aby to zrozumieć, wystarczy dokonać wizualizacji cyklu ekonomicznego w wykonaniu pierwszego producenta na Ziemi albo rozbitka, jak Robinson Cruzoe, rozpoczynającego proces przetrwania na bezludnej wyspie. Żeby konsumować, musieli najpierw coś wyprodukować. Nie skonsumowana część produkcji posłużyła im do zakupu (wymiany)<br />
środków produkcji (inwestycji), a tym samym, do wzrostu produkcji. Dlatego właśnie gros programów stymulujących produkcję za pomocą konsumpcji, propagowanych przez rządy Japonii, Stanów Zjednoczonych, Niemiec etc. albo nie działa, albo po chwilowej poprawie (Japonia) wywołuje jeszcze większe turbulencje na rynku. Ostatnie dane Banku Światowego – wbrew poglądom Roberta Zoellicka, prezesa tej instytucji, który również jest wyznawcą paradygmatu Keynesa – dowodzą, że program stymulujący prezydenta Obamy osiągnie korzystne skutki, z tym że nie w USA, Japonii i Niemczech, lecz w&#8230; Chinach i Indiach. Można mieć nadzieję, że także w Polsce, ponieważ my nadal produkujemy to, do czego rządy pozostałych krajów Unii zachęcają swoich obywateli, czyli dobra konsumpcyjne. Potwierdza to Al Hunt z Bloomberg Television, mówiąc, że o ile w Stanach Zjednoczonych rośnie bezrobocie i spada produkcja, o tyle w Indiach i Chinach przewiduje się znaczny wzrost gospodarczy. Oba te fakty mają wspólne źródło, są nim amerykańskie programy stymulujące.</p>
<div id="attachment_156" class="wp-caption aligncenter" style="width: 388px"><img class="size-full wp-image-156" title="Siła nabywcza dolara 1800-2000" src="http://kcbe.kei.pl/millionaire2/wp-content/uploads/2009/10/rzadyfachowcow1.jpg" alt="Siła nabywcza dolara 1800-2000" width="378" height="341" /><p class="wp-caption-text">Siła nabywcza dolara 1800-2000</p></div>
<p>Jednakże największym grzechem Keynesa było zignorowanie faktu „rzadkości” zasobów i zastąpienie go „nadmiarem”. Uczynił to, negując wymyślone przez francuskiego ekonomistę Jean Baptiste Say’a prawo mówiące, że „każda podaż (produkcja) ma swój popyt”, a nie odwrotnie, jak tego chciał Keynes. Jeśli popyt jest za mały, jak to bywa w sytuacjach kryzysowych, wystarczy go pobudzić, drukując albo pożyczając pieniądze. Za te pieniądze ludzie kupią towary, których – jak założył Keynes – jest w bród, tylko ludzi na nie nie stać i w ten sposób gospodarka ruszy. Problem w tym, że jeśli pieniądz jest skutkiem produkcji, to za pieniądzem wykreowanym przez rząd czy bank centralny produkcji, a więc dóbr i usług nie ma. Jest on pusty. Jeśli zatem część pieniędzy nie ma pokrycia w towarach, zamiast nadmiaru, będziemy mieć do czynienia z niedoborem. W sytuacji wzrostu popytu przy stałej podaży wzrosną ceny. Efekt, jaki Keynes chciał osiągnąć, czyli zwiększenie siły nabywczej ludności neutralizowany jest przez wyższe ceny wywołane inflacją, czyli spadkiem siły nabywczej pieniądza. Dlatego pakiety stymulujące nie działają. To Say, a nie Keynes miał rację. Najpierw jest produkcja, potem konsumpcja, a nie odwrotnie. Pakiety stymulujące tworzą więc inflację, wywołując na dodatek, co najmniej dwa dodatkowe i bardzo szkodliwe zjawiska. Jedno to protekcjonizm i wiążący się z nim pośrednio transfer majątku z kieszeni jednych obywateli do kieszeni drugich. Co gorsza, zabiera się producentom i daje bankrutom. Protekcjonizm to wspierania własnych firm, czyli dyskryminowanie „obcych”. Od dawna wiadomo, że jest to – w przeciwieństwie do wolnej wymiany, która jest korzystna dla wszystkich – zjawisko dla wszystkich niekorzystne i kryzysogenne. Co więcej, pieniądze przeznaczane<br />
na stymulację gospodarki, nawet te stanowiące deficyt budżetowy czy kredyt, pochodzą z kieszeni podatnika. Podatki płacą ci, którzy osiągają dochód. Adresatem programów stymulujących jest firma znajdująca się na krawędzi bankructwa lub po bankructwie. Karzemy w ten sposób producenta dóbr, a nagradzamy nieudacznika. Jest to gwóźdź do gospodarczej trumny.</p>
<p>Zwolennicy utrzymania własności państwowej w gospodarce posługują się mniej więcej takim argumentem: państwo jest mocne i bogate, może lepiej zarządzać majątkiem. A stać je na wyrafinowane analizy i ekspertyzy, stać na zatrudnienie fachowców, którzy pokierują majątkiem lepiej niż by to zrobili obywatele, których na takie wyrafinowane analizy nie stać. To, co napisałem powyżej dowodzi, że jednak taka wnikliwa analiza nie wystarczy. Dlaczego? Primo, z powodu przywiązania ekspertów do paradygmatów. Secundo, ponieważ – co wykazał Friedrich von Hayek – gospodarka jest zbyt skomplikowana, aby jedna osoba czy nawet grupa najwybitniejszych ekspertów była w stanie ogarnąć tę złożoność. Pomijam takie argumenty, jak słabszą motywację polityków i pokusę nadużycia. A więc myli się Timothy Geithner, twierdząc,<br />
że „do zakończenia obecnego kryzysu wystarczy dobra wola rządu”. Gros najpoważniejszych problemów gospodarczych ma swoje źródło właśnie w interwencjach politycznych w gospodarkę.</p>
<p>Przykładem takich interwencji jest właśnie wiara w cudowne rozmnożenie majątku a la Keynes, w zaniżanie stóp procentowych poniżej poziomu rynkowego w celu poprawy koniunktury, a w Polsce np. wspieranie upadających przedsiębiorstw, jak stocznie czy koleje państwowe. Jeśli przyjąć, że pośrednią przyczyną obecnego kryzysu była ekspansja kredytowa, która doprowadziła do boomu na rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych, jest to dowód na to, że same chęci polityków nie wystarczą. W tym wypadku dobrym chęciom polityków chcących ułatwić nabycie nieruchomości przez uboższych towarzyszy rekordowa ilość przejęć z tytułu niewypłacalności. Stąd receptą na wyjście z kryzysu musi być zaprzeczenie zasadom, które do niego doprowadziły. Trzeba przywrócić prawo J.B. Saya. Zaprzestać w związku z nim programów stymulujących. Pozwolić na likwidację firm, które sobie nie radzą, gdyż nie radząc sobie, marnotrawią zasoby, których nam brakuje. To samo w przypadku bezrobocia i cen; nie tworzyć miejsc pracy, nie przeciwdziałać spadającym cenom poprzez zwiększanie inflacji. Rządowi nie wolno wspierać biznesu. Biznes, a nie podatnicy, dpowiada za swoje błędy. Rząd ma wspierać rynek. Tym bardziej, że interwencje kosztują masę pieniędzy, dyskryminują producentów majątku, promują bankrutów, a co najgorsze, transferują majątek z kieszeni tych, których rząd nie lubi, do kieszeni tych, którzy cieszą się jego względami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.millionaire.pl/rzady-fachowcow.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

